W poszukiwaniu bajek. Piotruś Pan - bajka odwrócona
Mateusz Płatos, 11.03.06
Próba zakonserwowania dzieciństwa nie powiodła się. Eksperyment się nie udał, o czym Barrie musiał wiedzieć, gdy powoływał Piotrusia do życia, tworzył postać, przede wszystkim, tragiczną. Nasuwa się zatem pytanie, którego nikt się chyba nie spodziewał. Dlaczego powstał Piotruś Pan? Skutków zatrzymania w Piotrusiu rozwoju jest wiele i to one tak go okaleczyły. Jest jednak coś jeszcze - jeżeli ktoś nie dorasta, nie umiera. Oto Barrie, któremu śmierć zabiera ukochane osoby zamienia ją w kolejną przygodę ("śmierć jest także wielką przygodą" - mówi Piotruś). Nawet w świecie bajek wszystko przemija i odchodzi w brutalne zapomnienie. Wendy dorasta, "Pani Darling już dawno umarła i została zapomniana. (...) Nie było już budy, bo Nana też już odeszła". Przemija wszystko - prócz Piotrusia. I choć kpi on sobie ze śmierci to czy Barrie rzeczywiście mówi to, co wkładamy dziś w jego usta - dzieciństwo może trwać wiecznie? Czy może - cena jest zbyt wysoka?
Mimo niewątpliwego tragizmu postaci Piotrusia, przez książkę przebija się radość, akcja to niekończące się przygody, a dla czytelnika to podróż do krainy wyobraźni, w której wszystko jest proste i jawne. Gdyby porównać "Piotrusia Pana" do tortu (a byłby to tort wysoki, wielosmakowy i wielokolorowy), akcja zajmowałaby warstwę najwyższą (najlepiej widoczną, bogatą i słodką) wszystko inne zaś znajdowałoby się pod nią. Skąd jednak ta radość? Jak wybrnąć z konfliktu między zatrzymanym dzieciństwem, a nieuchronną dorosłością? Kto naprawdę wydaje się być szczęśliwy w świecie Barriego? Dzieci. Ale te prawdziwe, bo tylko przemijalne dzieciństwo może być szczęśliwe. Tylko dziecko, które umie płakać umie naprawdę się śmiać, szczęściem jest miłość, której nie da się zaznać bez cierpienia i nie da się zrozumieć bez dojrzewania, wspaniałe jest poznawanie kiedy jest naturalne - obejmujące i dobre, i złe strony życia. To wątły promyk nadziei w tej naprawdę smutnej książce o rozpaczliwej próbie zatrzymania śmierci.
Bajka odwrócona
Wróćmy teraz do współczesnej wizji Piotrusia Pana. Ta krótka analiza tej zdawałoby się banalnej opowieści pozwala zobaczyć co zrobił z nią bajkowy przemysł. Tort został sprasowany tak, że została tylko najwyższa warstwa i podstawa, a więc - świat przygód wypełniony śmiechem, zabawą i owo zatrzymanie czasu, które leży u podstaw postaci Piotrusia. Skomplikowanemu drzewu, jakim jest ta książka, odcięto pień i teraz wydaje się, że korona wyrasta z ziemi! W efekcie przesłanie mówiące o tym, że nie da się zatrzymać czasu, że tylko ulotne chwile mogą dać szczęście - zostało odwrócone - za śmiechem Piotrusia nie widzimy nic groźnego, mówimy - jakież to piękne nigdy nie dorastać. Ja tak mówiłem, gdy OBEJRZAŁEM Piotrusia Pana. Nie ma już w nim żadnego ostrzeżenia, a przeciwnie - jest zachęta. To takie proste - wyciąć wszystkie problemy, spłaszczyć, wyrwać z książki wszystko, co jest smutne, a w zamian za to - posłodzić, próbując jakoś zakryć powstałą wyrwę. Usunąć przemoc, udać, że zła nie ma. Wstawić wątki miłosne: Dzwoneczek - Piotruś, Wendy - Piotruś, Tygrysia Lilia - Piotruś. A na koniec niech wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Kogo obchodzi, że Barrie zamiast ostatniego "i" wstawiał "albo".
Czytajmy prawdziwe bajki - sobie i swoim dzieciom, by nie wyrosły na takie głupie, za jakie są uważane. Czytajmy w czasach, kiedy opowieści również są masowe, wyprane z barw i treści, produkowane mechanicznie i bezmyślnie. W poszukiwaniu księcia z bajki sięgnijmy po "Kopciuszka", bo "Piotruś Pan" nie daje szczęścia na tacy. Trzeba go poszukać. Ale nie przekreśla go to nawet dla dzieci. Skupiłem się ciemnych stronach książki Barriego, bo tych nie ma już we współczesnym Piotrusiu, ale więcej w niej ciepła i radości. I to wszystko opisane z wyobraźnią, którą trudno znaleźć w filmach, z niecodzienną grą narratora z czytelnikiem, której nie znajdziemy w pięciostronicowym wydaniu "Piotrusia..." z supermarketu. Każdy pewnie wie, że gdy pierwsze dziecko roześmiało się po raz pierwszy, jego śmiech rozpadł się na milion okruszków i wszystkie one rozbiegły się w podskokach. I taki był początek wróżek. Któż jednak pamięta, a to przecież ważne, jak je zobaczyć gdy udają kwiaty? Kto wie, że każdy był kiedyś ptakiem, i że każde dziecko ma swoją własną, małą Nibylandię?
Wasze opinie
~natka, 30.08.11
dla mnie spox ;)
~elzii, 19.02.11
Zgadzam się z tym, że Walt Disney bardzo spłaszczył wiele bajek. Sama ostatnio przyłapałam się na tym, że znając kilka zakończeń jednej i tej samej bajki, często to smutne spycham gdzieś na dno pamięci. Nie chcemy pamiętać tego co trudne. Dzieci, wychowane na bajkach, które kończą się tylko i wyłącznie szczęśliwie nie będą potrafiły przegrywać ani niczego poświęcić. Mam jednak nadzieję, że to tylko kwestia przejściowej mody i że starych, mądrych bajek nie zastąpi całkowicie atrakcyjne wizualnie, ale często nie niosące ze sobą nic poza efektami 3D.
dla mnie spox ;)
~elzii, 19.02.11
Zgadzam się z tym, że Walt Disney bardzo spłaszczył wiele bajek. Sama ostatnio przyłapałam się na tym, że znając kilka zakończeń jednej i tej samej bajki, często to smutne spycham gdzieś na dno pamięci. Nie chcemy pamiętać tego co trudne. Dzieci, wychowane na bajkach, które kończą się tylko i wyłącznie szczęśliwie nie będą potrafiły przegrywać ani niczego poświęcić. Mam jednak nadzieję, że to tylko kwestia przejściowej mody i że starych, mądrych bajek nie zastąpi całkowicie atrakcyjne wizualnie, ale często nie niosące ze sobą nic poza efektami 3D.
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







