Jak Targi to handlowo
Jeremi Rogalewski, 23.05.06
Rzecz krótka o 51 Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie
W moim odczuciu Targi nie różniły się zbytnio klimatem od zeszłorocznych Dni Książki. Jeśli sięgnąć zaś pamięcią parę lat wstecz, to i od tych jeszcze wcześniejszych...
Po krótkotrwałej kolejce w "bileterni" straż wpuściła mnie na salę. A tam ruch godny ulicy Marszałkowskiej. Większość zwiedzających zatrzymywała się przed pisarzami oczekującymi osób, które przełamią swój wstyd i zadadzą im parę sformalizowanych pytań tudzież uraczą ich pochwałami. Z racji Dni Niemieckich literatura tego kraju dominowała w holu głównym. Zobaczyłem Guentera Grassa, otoczonego gronem szacownych gości tegorocznych Targów. Patrzono na niego z podziwem; pisarz otoczony jest kultem za gdańską trylogię. Jednak jego ostatnia powieść "Pełzanie rakiem" trochę ujęła mu z wizerunku pisarza ponadczasowego; może dlatego, że zapyziała rzeczywistość w niej opisana nie nastraja nadzieją.
Pan Sapkowski nie był aż tak mocno oblegany. Rzeczowe pytanie z mojej strony na temat twórczości Roberta E. Howarda trochę wyprowadziło go z równowagi. A może zrobił to jakiś namolny dziennikarz, który kazał zabrać mistrzowi rękę spod brody, aby dobrze wyszedł na fotografii?
Następnego dnia podpisywaniu książek również nie było końca. Długa kolejka do Jerzego Pilcha posuwała się miarowo. Ktoś mógłby zmęczeniu przypisać fakt, że autor przez moment dłuższą chwilę poświęcił wpisywaniu dedykacji a nawet lekko uniósł wzrok, rozkojarzony. Sprawiła to jakaś mocno wydekoltowana miłośniczka jego prozy.
Poza tym: książki i książki. Ale, bracie, ty chcesz się przecież dowiedzieć czegoś więcej, niż opisuje obwoluta. Przeważnie czułem się rozczarowany brakiem wiedzy o "towarze na ladzie". Ba, niektórzy wystawcy patrzyli na mnie spod oka, że ośmielam się pytać. Na stoiskach niemieckich chcieli mnie niemal zjeść, gdy wspomniałem o Ewersie. Ja rozumiem, że to kontrowersyjny pisarz, ale wypadałoby choć trochę o nim wiedzieć...
Całkiem inne doświadczenie zdobyłem na stanowisku z poezją, prezentującym wydawnictwo Staromiejskiego Domu Kultury. Gdy tylko podszedłem do stolika, zaraz pojawiły się osoby żywo zainteresowane łaknącym wiedzy czytelnikiem. Zachęty do zakupu ich całego asortymentu na raz odniosły skutek częściowo, bowiem zadowoliłem się jednym tomikiem wierszy.
Ten miły akcent uświadomił mi, że nie wszyscy wystawcy znajdują się tu tylko po to, by odbębnić swą obecność na Targach.
Było trochę wydawnictw regionalnych i oczywiście zagranicznych; na przykład z mało znanej, a geograficznie i nie tylko bliskiej nam Litwy. Jednak obecnie, gdy literaturę promuje się na wiele sposobów, jak chociażby poprzez kawiarenki literackie, gdzie bardziej swobodnie można poczytać o danej pozycji, organizatorzy imprezy w Pałacu Kultury powinni postarać się o lepszy pomysł na promocję słowa pisanego niż samo wystawianie jak największej ilości "produktów". Czytelnicy czekają na nową formułę prezentacji Targów.
Po krótkotrwałej kolejce w "bileterni" straż wpuściła mnie na salę. A tam ruch godny ulicy Marszałkowskiej. Większość zwiedzających zatrzymywała się przed pisarzami oczekującymi osób, które przełamią swój wstyd i zadadzą im parę sformalizowanych pytań tudzież uraczą ich pochwałami. Z racji Dni Niemieckich literatura tego kraju dominowała w holu głównym. Zobaczyłem Guentera Grassa, otoczonego gronem szacownych gości tegorocznych Targów. Patrzono na niego z podziwem; pisarz otoczony jest kultem za gdańską trylogię. Jednak jego ostatnia powieść "Pełzanie rakiem" trochę ujęła mu z wizerunku pisarza ponadczasowego; może dlatego, że zapyziała rzeczywistość w niej opisana nie nastraja nadzieją.
Pan Sapkowski nie był aż tak mocno oblegany. Rzeczowe pytanie z mojej strony na temat twórczości Roberta E. Howarda trochę wyprowadziło go z równowagi. A może zrobił to jakiś namolny dziennikarz, który kazał zabrać mistrzowi rękę spod brody, aby dobrze wyszedł na fotografii?
Następnego dnia podpisywaniu książek również nie było końca. Długa kolejka do Jerzego Pilcha posuwała się miarowo. Ktoś mógłby zmęczeniu przypisać fakt, że autor przez moment dłuższą chwilę poświęcił wpisywaniu dedykacji a nawet lekko uniósł wzrok, rozkojarzony. Sprawiła to jakaś mocno wydekoltowana miłośniczka jego prozy.
Poza tym: książki i książki. Ale, bracie, ty chcesz się przecież dowiedzieć czegoś więcej, niż opisuje obwoluta. Przeważnie czułem się rozczarowany brakiem wiedzy o "towarze na ladzie". Ba, niektórzy wystawcy patrzyli na mnie spod oka, że ośmielam się pytać. Na stoiskach niemieckich chcieli mnie niemal zjeść, gdy wspomniałem o Ewersie. Ja rozumiem, że to kontrowersyjny pisarz, ale wypadałoby choć trochę o nim wiedzieć...
Całkiem inne doświadczenie zdobyłem na stanowisku z poezją, prezentującym wydawnictwo Staromiejskiego Domu Kultury. Gdy tylko podszedłem do stolika, zaraz pojawiły się osoby żywo zainteresowane łaknącym wiedzy czytelnikiem. Zachęty do zakupu ich całego asortymentu na raz odniosły skutek częściowo, bowiem zadowoliłem się jednym tomikiem wierszy.
Ten miły akcent uświadomił mi, że nie wszyscy wystawcy znajdują się tu tylko po to, by odbębnić swą obecność na Targach.
Strony: 1
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







