artykul
"Nigdy nie mów nigdy" - wywiad z Jerzym Dudkiem
Ludwik Mańczak, 16.07.06
Wywiad z Jerzym Dudkiem, bramkarzem piłkarskiej reprezentacji Polski, autorem książki "Uwierzyć w siebie. Do przerwy 0:3".

Ludwik Mańczak : Tytuł książki wskazuje, jakoby jednym z głównych powodów jej napisania był finałowy mecz LM w Stambule. Skąd wziął się pomysł na napisanie tej autobiograficznej książki?

Jerzy Dudek: Pomysł na napisanie książki powstawał już od dłuższego czasu, ale czekałem na taki moment, kiedy już na pewno będę gotowy na ten krok. Nadszedł on po wygraniu Ligi Mistrzów. Wszyscy o tym mówili, to był dobry czas na to, aby ludzie poznali mnie też z innej strony - jak się zaczęła moja przygoda z futbolem, jakim byłem i jestem człowiekiem.

LM: Jak Pan się czuł po tym wspaniałym finale, kiedy jako główny bohater musiał zasiąść na ławce, gdy Benitez ściągnął do Liverpoolu Reinę? Nie dając zbyt wielu szans na występy, jednocześnie wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie pozwoli Dudkowi zmienić barw klubowych...

JD:Po finale doskonale zdawałem sobie sprawę, że trener chce sprowadzić bramkarza, "swojego bramkarza". Po tym sukcesie byłem gotowy na odejście z klubu, ponieważ nie chciałem odgrywać roli "drugiego pierwszego bramkarza", jaką chciał Benitez. W sierpniu doznałem poważnej kontuzji złamania ręki w łokciu i musiałem wszystkie plany odłożyć na później. Po wyleczeniu Benitez nie chciał się zgodzić na to, abym odszedł, argumentując to tym, że potrzebuje dwóch dobrych bramkarzy. Nie było to łatwe, ale tak czasami w życiu bywa.

LM:Większość kibiców myślała, że po występach Korei sytuacja na mundialu w Niemczech nie powtórzy się. Jakie przyczyny pańskim zadaniem zadecydowały o słabym występie reprezentacji?

JD:Szkoda znowu tej całej pracy, widocznie nie umiemy wyciągać wniosków i uważnie słuchać, dlatego tak to wyszło. Zresztą opisałem to w książce i większość, jeśli nie wszystko się potwierdziło. Chyba powoli zaczynam się nadawać na trenera (śmiech).

LM: W europejskich pucharach przegrywamy nawet z bardzo przeciętnymi drużynami. Czy widzi Pan szansę na poprawę poziomu polskiej ligowej piłki?

JD:To nie przypadek i to też trzeba jak najszybciej dla dobra polskiej piłki zmienić. Mentalność i całą organizację. Szkolenie młodzieży nie może być sprawą monopolistyczną, jak dzieje się teraz. Wszyscy, którzy chcą być trenerami muszą mieć taką możliwość, niekoniecznie płacąc fortunę za nie do końca właściwą wiedzę. Na pewno już coś się zmienia, ale musi dużo wiecej. Zawsze jest coś do zrobienia, nigdy nie przestajemy się uczyć...

LM: Jak funkcjonuje fundacja "Dobry start", którą założył Pan w zeszłym roku? Są już jakieś pierwsze efekty?

JD: Fundację założyłem na wzór holenderskiej fundacji Johaana Cruijffa i mam nadzieję, że w przyszłości też tak dobrze będzie funkcjonować. Na razie udało nam się oddać do użytku boisko przy SP nr4 w Knurowie. Teraz mamy plany na następne, a później - następne. Jestem w trakcie rozmów na ten temat z jedną z największych firm w Polsce i może dojść do tego, że będzie to naprawdę wielka i głośna sprawa. Sport w życiu bardzo zbliża i chodzi o to, żeby to wykorzystać.

LM: W książce zaznacza Pan, że po zakończeniu kariery wróci do Polski. Nie myślał Pan, żeby śladem kolegów - P.Świerczewskiego czy T.Hajto, pograć trochę w Polsce?
JD:"Nigdy nie mów nigdy" i być może kiedyś po powrocie do Polski, a takie mam plany, zagram w jakimś polskim klubie. Już mam jakieś przemyślenia na ten temat, ale jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić.

LM: Na stronach "Uwierzyć w siebie..." można natknąć się na wzmianki o "Alchemiku" czy "Pamięci i tożsamości". Lubi Pan czytać?

JD: Jeżeli mam trochę czasu to lubię poczytać jakąś dobrą książkę, te o których wspomniałeś nawet parę razy. Lubię biografie ciekawych ludzi, nie muszą to być książki tylko sportowe.

LM: Kojarzy Pan jakieś lubuskie kluby? (np. Arkę/Dozamet Nowa Sól, drużynę, której jestem kibicem;)).

JD: Oprócz tego, że jestem zawodowym piłkarzem, jestem także wielkim fanem piłki. Mam różne hobby m.in. zbieranie odznak klubów sportowych i kilka lubuskich zespołów także mam w swojej kolekcji. Dawno temu Dozamet walczył jak równy z równym z "moim" klubem Górnikiem (teraz Concordią) Knurów.

LM: Dziękuję, życząc kolejnych sukcesów na arenie międzynarodowej.

JD: Dziękuję i pozdrawiam wszystkich sympatyków sportu!


Strony: 1
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos