"Jestem empatką" - wywiad z Małgorzatą Kalicińską
Ludwik Mańczak, 27.07.06
Rozmowa z Małgorzatą Kalicińską, autorką powieści "Dom nad rozlewiskiem".
Ludwik Mańczak: Jak się Pani czuje jako debiutantka? Powieść została ciepło przyjęta przez krytyków i czytelników (może poza małymi wyjątkami, ale nigdy nie ma tak, że się wszystkim dogodzi)
Małgorzata Kalicińska:Trochę staro jak na debiutantkę, ale super! Jest tyle rzeczy, które robiłam w życiu pierwszy raz i zawsze to jakaś nauka, jakaś góra lub górka do pokonania. Myślę, że to jest probierz młodości - chcieć mierzyć się z nowym, innym. Niełatwo mi było uwierzyć, że mogę z "Domem" startować do wydawnictw. Mama polonistka, i samoocena. No, przecież nie studiowałam literaturoznawstwa, polonistyki.... Moja córka mnie zmotywowała: "Mamo, no prosze cię! Uwierz w siebie. Wiesz jakie gówna wydają?!". Redaktor naczelny mojego wydawnictwa, Tadeusz Zysk (Zysk i s-ka) zaskoczył pozytywną opinią i wiarą we mnie, wielką jak słoń. Poczułam ulgę.
Spięłam się, jak książka poszła w świat.
Ufff! Bardzo dużo dobrych słów. Od zupełnie obcych ludzi. Najważniejsze to: "Wyzwoliła we mnie dobrą energię"; "Miłe wspomnienaia, tak było na wsi u babci Jadzi!"; "Lepiej mi po lekturze "Domu", taka byłam załamana!". To najmilsze recenzje, że pokrzepiłam jakieś serce.
Ataki? No, cóż! Muszę przejść i przez to. Krytykanctwo boli, krytyka poprawia czujność i zmusza do weryfikacji siebie samej. Na szczęście więcej jest krytykanctwa.
Jakiego? Jeśli zarzuca mi się, ze schematyzuję miasto i wieś, to nie jest rozprawa socjologiczna, tylko powieść. Znam z autopsji (w tym - ja) dużo ludzi, którzy uciekli z miasta, bo już nie umieją w nim żyć. Wieś daje takie same szanse na szczęście. Trzeba tylko być inteligentnym, mieć odwagę i wiedzę. Trochę pieniędzy. Przywołam najbardziej malowniczy przykład słynnej Eulalii z Mazur. Cóż za materiał na powieść!
Ja nie piszę o ludzkim dramacie w osiedlu postpegeerowskim. To znakomicie napisałby Shuty lub Kuczok.
Jeśli ktoś pisze, że mój język jest ubogi, niezbyt kwiecisty... no cóż... piszę w pierwszej osobie. Byłoby fałszywe, gdyby moja bohaterka pisała kwieciście, kolorowo, jak znawczyni literatury lub słownik wyrazów bliskoznacznych. Narratorką jest zwykła, miastowa kobieta, werbalizuje swoje myśli, życie, zwykłym kobiecym językiem, bez udziwnień.
Ponad to, półka księgarska jest szeroka i długa. Zmieściłam się, bo Lem, Koontz, Brown, Shuty, Kowalewska i cała reszta zrobili mi miejsce...
Krócej: Moja mama mówi: "Jesli o tobie jest głośno, mówią dobrze i źle, to znaczy, że jesteś JAKAŚ, jak nie mówią nic, to znaczy, że jesteś żadna, cię nie ma!"
LM: Jak idzie praca nad drugą częścią "Domu..."?
MK: Mam tak krytyczny stosunek do siebie samej, że ... tak, piszę drugą część, ale mam ogromny lęk, czy sie spodoba. "Dwójki" zawsze były gorsze, inne, mniej lubiane. Może w ogóle nie potrafię udźwignąć ciężaru spoczywających na mnie oczu czytelników? Zmieniam narratorkę i język, co za tym idzie. Dostanę bańki! Już to czuję!
LM: Słyszałem, że lubi Pani czytać, stąd moje pytanie, które zadaję każdemu bez wyjątku - o ulubione tytuły i autorów.
MK: Mój mąż wniósł w wianie ogromny księgozbiór SF. Karmiąc, przewijając, pitrasząc, czyli będąc mamą, przeczytałam wszystko. Może z wyjątkiem "Szpitala przemienienia". Pokochałam Lema wielką miłością, nie tylko jako ówczesnego fantastę, wizjonera, filozofa. Jego język! Sprawność intelektualną, stoicyzm, dowcip i wiedzę! Stał się moim guru od spraw trudnych. Techniki, rozwoju cywilizacji.
Ponad to - Ziemnkiewicz, Sapkowski, Ursula le Guin, Brian Aldis, Bracia Strugaccy i Kir Bułyczow. Później bywało sporo powrotów do dawniej czytanych i wtedy niedocenionych lub niezrozumianych - Dąbrowska, Prus, ukochany i podziwiany Wańkowicz, Tołstoj, Dostojewski, Czechow. Zaskoczył mnie Nienacki "Skiroławkami", odkryłam na nowo Szymborską. Pojawił się Wharton, Eco. Zadziwiła Masłowska, Kowalewska. Zawsze śledziłam to, o czym wrzeszczała Oriana Fallaci.
LM: Jakie zdolności trzeba posiadać, żeby napisać książkę typu "Dom..."? Wyobraźnia, zmysł obserwacji, a może też doświadczenie życiowe ma istotne znaczenie?
MK: Wszystko. Pożeram ludzi. Słucham, kumuluję ich opowieści, emocje. Jestem, jak powiedział Jan Grzegorczyk ("Akrobata", "Trufle") wampirem. Pożywiam się ludzkimi historiami. Mam znakomitą pamięć do szczegółow, smaków, kolorów. Pamiętam smak oranżady w proszku jedzonej z obślinionej torebki z bladymi, brązowymi literkami, w niedzielne, leniwe popołudnie, na trzepaku.
Doświadczenie? O tak! To dystans do emocji, zjawisk. Nieocenianie. Przeżyte sytuacje i pokora wobec ludzkich wyborów. Każde życie jest inne.
Ta powieść chlusnęłą ze mnie. Krysia Kofta, baaardzo mądra kobieta, powiedziała: "Widocznie siedziała w tobie, więc ją wypuściłaś". Ja wtedy, gdy ją pisałam, chciałam właśnie taką powieść czytać. Samoobsługa.
Małgorzata Kalicińska:Trochę staro jak na debiutantkę, ale super! Jest tyle rzeczy, które robiłam w życiu pierwszy raz i zawsze to jakaś nauka, jakaś góra lub górka do pokonania. Myślę, że to jest probierz młodości - chcieć mierzyć się z nowym, innym. Niełatwo mi było uwierzyć, że mogę z "Domem" startować do wydawnictw. Mama polonistka, i samoocena. No, przecież nie studiowałam literaturoznawstwa, polonistyki.... Moja córka mnie zmotywowała: "Mamo, no prosze cię! Uwierz w siebie. Wiesz jakie gówna wydają?!". Redaktor naczelny mojego wydawnictwa, Tadeusz Zysk (Zysk i s-ka) zaskoczył pozytywną opinią i wiarą we mnie, wielką jak słoń. Poczułam ulgę.
Spięłam się, jak książka poszła w świat.
Ufff! Bardzo dużo dobrych słów. Od zupełnie obcych ludzi. Najważniejsze to: "Wyzwoliła we mnie dobrą energię"; "Miłe wspomnienaia, tak było na wsi u babci Jadzi!"; "Lepiej mi po lekturze "Domu", taka byłam załamana!". To najmilsze recenzje, że pokrzepiłam jakieś serce.
Ataki? No, cóż! Muszę przejść i przez to. Krytykanctwo boli, krytyka poprawia czujność i zmusza do weryfikacji siebie samej. Na szczęście więcej jest krytykanctwa.
Jakiego? Jeśli zarzuca mi się, ze schematyzuję miasto i wieś, to nie jest rozprawa socjologiczna, tylko powieść. Znam z autopsji (w tym - ja) dużo ludzi, którzy uciekli z miasta, bo już nie umieją w nim żyć. Wieś daje takie same szanse na szczęście. Trzeba tylko być inteligentnym, mieć odwagę i wiedzę. Trochę pieniędzy. Przywołam najbardziej malowniczy przykład słynnej Eulalii z Mazur. Cóż za materiał na powieść!
Ja nie piszę o ludzkim dramacie w osiedlu postpegeerowskim. To znakomicie napisałby Shuty lub Kuczok.
Jeśli ktoś pisze, że mój język jest ubogi, niezbyt kwiecisty... no cóż... piszę w pierwszej osobie. Byłoby fałszywe, gdyby moja bohaterka pisała kwieciście, kolorowo, jak znawczyni literatury lub słownik wyrazów bliskoznacznych. Narratorką jest zwykła, miastowa kobieta, werbalizuje swoje myśli, życie, zwykłym kobiecym językiem, bez udziwnień.
Ponad to, półka księgarska jest szeroka i długa. Zmieściłam się, bo Lem, Koontz, Brown, Shuty, Kowalewska i cała reszta zrobili mi miejsce...
Krócej: Moja mama mówi: "Jesli o tobie jest głośno, mówią dobrze i źle, to znaczy, że jesteś JAKAŚ, jak nie mówią nic, to znaczy, że jesteś żadna, cię nie ma!"
LM: Jak idzie praca nad drugą częścią "Domu..."?
MK: Mam tak krytyczny stosunek do siebie samej, że ... tak, piszę drugą część, ale mam ogromny lęk, czy sie spodoba. "Dwójki" zawsze były gorsze, inne, mniej lubiane. Może w ogóle nie potrafię udźwignąć ciężaru spoczywających na mnie oczu czytelników? Zmieniam narratorkę i język, co za tym idzie. Dostanę bańki! Już to czuję!
LM: Słyszałem, że lubi Pani czytać, stąd moje pytanie, które zadaję każdemu bez wyjątku - o ulubione tytuły i autorów.
MK: Mój mąż wniósł w wianie ogromny księgozbiór SF. Karmiąc, przewijając, pitrasząc, czyli będąc mamą, przeczytałam wszystko. Może z wyjątkiem "Szpitala przemienienia". Pokochałam Lema wielką miłością, nie tylko jako ówczesnego fantastę, wizjonera, filozofa. Jego język! Sprawność intelektualną, stoicyzm, dowcip i wiedzę! Stał się moim guru od spraw trudnych. Techniki, rozwoju cywilizacji.
Ponad to - Ziemnkiewicz, Sapkowski, Ursula le Guin, Brian Aldis, Bracia Strugaccy i Kir Bułyczow. Później bywało sporo powrotów do dawniej czytanych i wtedy niedocenionych lub niezrozumianych - Dąbrowska, Prus, ukochany i podziwiany Wańkowicz, Tołstoj, Dostojewski, Czechow. Zaskoczył mnie Nienacki "Skiroławkami", odkryłam na nowo Szymborską. Pojawił się Wharton, Eco. Zadziwiła Masłowska, Kowalewska. Zawsze śledziłam to, o czym wrzeszczała Oriana Fallaci.
LM: Jakie zdolności trzeba posiadać, żeby napisać książkę typu "Dom..."? Wyobraźnia, zmysł obserwacji, a może też doświadczenie życiowe ma istotne znaczenie?
MK: Wszystko. Pożeram ludzi. Słucham, kumuluję ich opowieści, emocje. Jestem, jak powiedział Jan Grzegorczyk ("Akrobata", "Trufle") wampirem. Pożywiam się ludzkimi historiami. Mam znakomitą pamięć do szczegółow, smaków, kolorów. Pamiętam smak oranżady w proszku jedzonej z obślinionej torebki z bladymi, brązowymi literkami, w niedzielne, leniwe popołudnie, na trzepaku.
Doświadczenie? O tak! To dystans do emocji, zjawisk. Nieocenianie. Przeżyte sytuacje i pokora wobec ludzkich wyborów. Każde życie jest inne.
Ta powieść chlusnęłą ze mnie. Krysia Kofta, baaardzo mądra kobieta, powiedziała: "Widocznie siedziała w tobie, więc ją wypuściłaś". Ja wtedy, gdy ją pisałam, chciałam właśnie taką powieść czytać. Samoobsługa.
Strony: 1 2
Wasze opinie
Ankieta~Jiko, 03.04.11
Zapraszam czytelników, którzy zetknęli się z twórczością autorki, do wypełnienia ankiety:
http://www.ankietka.pl/ankieta/57361/powiesci-malgorzaty-kalicinskiej-w-ocenie-czytelnikow.html
dobry żart~empatka, 04.10.10
Kalicińska empatką? dobry żart. Chyba, że chodzi o forsę - wiem co mówię, to jedyna i faktyczna "empatia" tej Pani. Ma empatię gdy ma interes. Reszta to dobry blichtr, reklama i tupet. Jeśli p. Kalicińska jest empatką to ja jestem Wielkim Aleksandrem Macedońskim
Post scriptum~EwaLuna, 13.12.09
A mnie sie krew zwarzyła po zważeniu krwi Pani Kalicińskiej.
z sondaży ~sondaż, 22.10.09
„61,5 procenta widzów "Domu nad rozlewiskiem to panie. Śledzą go głównie kobiety (61,5 proc.). Aż 30 procent to osoby powyżej 60 roku życia.
Większość z widzów "Domu nad rozlewiskiem" to mieszkańcy wsi ( 40 procent) i niewielkich miejscowości (24, 5 procent), a 39 procent to emeryci. Serial nie trafia do osób z wyższym wykształceniem. Z 4,5 miliona widzów "Domu nad rozlewiskiem" tylko 15 procent ma ukończone studia. Największą grupę stanowią osoby z wykształceniem podstawowym (47 procent) i średnim (31 procent). „
http://www.popcorner.pl/popcorner/1,81588,7164166,Juz_wiemy_kto_oglada_Dom_nad_rozlewiskiem__Emerytki.html
empatka??~Jasia, 15.10.09
niezły bajer...... wywiad Kalicińskiej ? b. dobrze odrobiona w domu lekcja - ciekawa czy mama polonistka pomagała ...te wszytskie nazwiska...ktos kto tak dobrze znałby literature jak mówi o sobie K. z pewnościa posługiwałby sie bogatszym slownictwem. A czy empatka? - ja wiem, ze to niezły kit. Pani K. jest empatka tylko wtedy gdy jej sie to oplaca.
Zapraszam czytelników, którzy zetknęli się z twórczością autorki, do wypełnienia ankiety:
http://www.ankietka.pl/ankieta/57361/powiesci-malgorzaty-kalicinskiej-w-ocenie-czytelnikow.html
dobry żart~empatka, 04.10.10
Kalicińska empatką? dobry żart. Chyba, że chodzi o forsę - wiem co mówię, to jedyna i faktyczna "empatia" tej Pani. Ma empatię gdy ma interes. Reszta to dobry blichtr, reklama i tupet. Jeśli p. Kalicińska jest empatką to ja jestem Wielkim Aleksandrem Macedońskim
Post scriptum~EwaLuna, 13.12.09
A mnie sie krew zwarzyła po zważeniu krwi Pani Kalicińskiej.
z sondaży ~sondaż, 22.10.09
„61,5 procenta widzów "Domu nad rozlewiskiem to panie. Śledzą go głównie kobiety (61,5 proc.). Aż 30 procent to osoby powyżej 60 roku życia.
Większość z widzów "Domu nad rozlewiskiem" to mieszkańcy wsi ( 40 procent) i niewielkich miejscowości (24, 5 procent), a 39 procent to emeryci. Serial nie trafia do osób z wyższym wykształceniem. Z 4,5 miliona widzów "Domu nad rozlewiskiem" tylko 15 procent ma ukończone studia. Największą grupę stanowią osoby z wykształceniem podstawowym (47 procent) i średnim (31 procent). „
http://www.popcorner.pl/popcorner/1,81588,7164166,Juz_wiemy_kto_oglada_Dom_nad_rozlewiskiem__Emerytki.html
empatka??~Jasia, 15.10.09
niezły bajer...... wywiad Kalicińskiej ? b. dobrze odrobiona w domu lekcja - ciekawa czy mama polonistka pomagała ...te wszytskie nazwiska...ktos kto tak dobrze znałby literature jak mówi o sobie K. z pewnościa posługiwałby sie bogatszym slownictwem. A czy empatka? - ja wiem, ze to niezły kit. Pani K. jest empatka tylko wtedy gdy jej sie to oplaca.
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







