Czołowe zderzenie z Michnikiem
Ludwik Mańczak, 31.01.07
Rafał A. Ziemkiewicz - pisarz, komentator polityczny, popularny dziennikarz i publicysta, w grudniu ubiegłego roku wydał głośną książkę pt. "Michnikowszczyzna. Zapis choroby", w której ukazał m.in. jaki rzeczywisty wpływ na kształtowanie Polski po 1989r. miał Adam Michnik i dlaczego tak wielu ludzi uległo jego wpływowi.
Ludwik Mańczak: "Michnikowszczyzna. Zapis choroby" nie jest biografią Adama Michnika - choć to bez wątpienia główny bohater książki - lecz skupia się na innych kwestiach.
Rafał A. Ziemkiewicz:Chciałem, od dłuższego już czasu, napisać książkę o naszej nowej, swoistej "zdradzie klerków". O zdradzie polskiej inteligencji, która gremialnie zwolniła się z obowiązku myślenia o Polsce, z troski o wspólne dobro, i bezrefleksyjnie przystała na liczne systemowe nieprawości państwa budowanego po roku 1989. Chciałem też opisać państwo realnego postkomunizmu, czyli demokracji ograniczonej przez mechanizmy oligarchiczne i mafijne. Jakkolwiek by próbować - nie dało się tego zrobić bez zderzenia z Adamem Michnikiem, głównym ideologiem tego państwa. Więc najrozsądniej było pójść od razu na zderzenie czołowe i podkreślić to w tytule.
Wydaje się, że Michnik w swojej obronie komunistów, domagając się m.in. wielkoduszności dla zbrodniarzy, nie szukania prawdy, tylko wybaczenia, określając Kiszczaka "człowiekiem honoru", winiąc całe społeczeństwo grubo przesadził. Pańskim zdaniem była to ideologia, naprawdę wierzył w to co mówił, czy raczej miał w tym pewien cel?
To było racjonalne, polityczne założenie. Racjonalne nie znaczy mądre. Środowisko Michnika uznało, że największym zagrożeniem dla Polski jest polski nacjonalizm, szowinizm, antysemityzm, to wszystko, co nazywało ono "endeckim ciemnogrodem". Uznało ono, że polskie społeczeństwo jest w swej masie postendeckie, powodowane "ciasnym katolicyzmem", podatne na narodowo-patriotyczną retorykę, którą posługuje się prawica. Mówiąc krótko, jak to w chwili irytacji otwarcie powiedział profesor Geremek, że Polacy nie dorośli do demokracji i jeśli nie utrzyma się ich pod kontrolą, albo dojdzie do wojny domowej, albo totalitaryzm komunistyczny zastąpi dyktatura parafaszystowska. Z tego wynikało logicznie, że aby przeprowadzić Polaków do Europy, trzeba pozbawić społeczeństwo możliwości swobodnego kształtowania życia publicznego, wziąć je na krótką smycz "autorytetów", kształtujących je, a nie tylko informujących mediów, i nie poddających się demokratycznej kontroli struktur zarządzania gospodarką. Wynikało też z takiego założenia, że trzeba chronić postkomunistów przed rozliczeniami, bo są oni potrzebnym sojusznikiem w walce z zagrażającą Polsce konkurencyjną wobec michnikowszczyzny częścią opozycji.
Ponieważ rzeczywistych motywów tych działań nie można było głosić otwarcie, stworzono motywację pozorną, odwołującą się do chrześcijańskiego przebaczenia, zasad etyki. Coś, co było głęboko niemoralne - bezkarność dla zbrodni, pochwałę rozmaitych niesprawiedliwości - przedstawiano na siłę jako wyraz wyższej moralności. Wszystko to z jednej strony zdeprawowało publiczną debatę, a z drugiej nadało w III RP wielkie znaczenie powiązaniom oligarchicznym, zgoła mafijnym. A podstawowe założenie było oczywiście błędem: Polsce ani wtedy, ani nigdy potem wojna domowa czy nacjonalistyczna dyktatura nie zagrażała.
Wielokrotnie cytuje Pan byłego naczelnego "GW" ukazując sztuczki retoryczne i dziwne poglądy. Ale inteligenci, którzy mu przyklaskiwali, musieli chyba zdawać sobie z tego sprawę. Co oferował im jego "salon", że chcieli się w nim znaleźć?
Salon daje dopuszczonym poczucie przynależności do lepszego towarzystwa, wyniesienia ponad tłum. Ale myślę, że Adama Michnika słuchano tak chętnie, bo wielka część polskiej inteligencji uległa w peerelu deprawacji, miała nieczyste sumienia i po prostu odpowiadało jej hasło puszczenia wszystkiego, co było, w niepamięć.
Nie zgadza się Pan z tezą, że tajni współpracownicy SB to ludzie zmuszeni do współpracy szantażem, czy nawet torturami. Powołuje się Pan na badania, które obalają ten stereotyp.
Sprawa jest zbadana, np. przez Henryka Głębockiego, którego "Policję tajną przy robocie" cytuję. Zresztą, nie trzeba dokumentów, wystarczy zdrowy rozsądek. Przecież bezpieka wiedziała, że człowiek współpracujący z nią pod przymusem to niepewne źródło informacji. Będzie się starał oszukiwać, ukrywać informacje, w każdej chwili sumienie może go skłonić do wyznania prawdy tym, których miałby szpiegować. Takich werbunków używano raczej po to, by kogoś złamać i posiać niepewność w jego środowisku. Natomiast najwyżej ceniła bezpieka kapusiów ochotniczych. Takich, którzy się chcieli się przysłużyć socjalizmowi, albo takich, którzy brali za donosy pieniądze lub korzystali z rozmaitych przysług, ułatwień w karierze, w nielegalnych interesach.
Aleksander Kwaśniewski będąc prezydentem ułaskawił 3 tys. osób skazanych. Czy można powiedzieć, że spora część z nich to jego kolesie lub kolesie kolesiów?
Rafał A. Ziemkiewicz:Chciałem, od dłuższego już czasu, napisać książkę o naszej nowej, swoistej "zdradzie klerków". O zdradzie polskiej inteligencji, która gremialnie zwolniła się z obowiązku myślenia o Polsce, z troski o wspólne dobro, i bezrefleksyjnie przystała na liczne systemowe nieprawości państwa budowanego po roku 1989. Chciałem też opisać państwo realnego postkomunizmu, czyli demokracji ograniczonej przez mechanizmy oligarchiczne i mafijne. Jakkolwiek by próbować - nie dało się tego zrobić bez zderzenia z Adamem Michnikiem, głównym ideologiem tego państwa. Więc najrozsądniej było pójść od razu na zderzenie czołowe i podkreślić to w tytule.
Wydaje się, że Michnik w swojej obronie komunistów, domagając się m.in. wielkoduszności dla zbrodniarzy, nie szukania prawdy, tylko wybaczenia, określając Kiszczaka "człowiekiem honoru", winiąc całe społeczeństwo grubo przesadził. Pańskim zdaniem była to ideologia, naprawdę wierzył w to co mówił, czy raczej miał w tym pewien cel?
To było racjonalne, polityczne założenie. Racjonalne nie znaczy mądre. Środowisko Michnika uznało, że największym zagrożeniem dla Polski jest polski nacjonalizm, szowinizm, antysemityzm, to wszystko, co nazywało ono "endeckim ciemnogrodem". Uznało ono, że polskie społeczeństwo jest w swej masie postendeckie, powodowane "ciasnym katolicyzmem", podatne na narodowo-patriotyczną retorykę, którą posługuje się prawica. Mówiąc krótko, jak to w chwili irytacji otwarcie powiedział profesor Geremek, że Polacy nie dorośli do demokracji i jeśli nie utrzyma się ich pod kontrolą, albo dojdzie do wojny domowej, albo totalitaryzm komunistyczny zastąpi dyktatura parafaszystowska. Z tego wynikało logicznie, że aby przeprowadzić Polaków do Europy, trzeba pozbawić społeczeństwo możliwości swobodnego kształtowania życia publicznego, wziąć je na krótką smycz "autorytetów", kształtujących je, a nie tylko informujących mediów, i nie poddających się demokratycznej kontroli struktur zarządzania gospodarką. Wynikało też z takiego założenia, że trzeba chronić postkomunistów przed rozliczeniami, bo są oni potrzebnym sojusznikiem w walce z zagrażającą Polsce konkurencyjną wobec michnikowszczyzny częścią opozycji.
Ponieważ rzeczywistych motywów tych działań nie można było głosić otwarcie, stworzono motywację pozorną, odwołującą się do chrześcijańskiego przebaczenia, zasad etyki. Coś, co było głęboko niemoralne - bezkarność dla zbrodni, pochwałę rozmaitych niesprawiedliwości - przedstawiano na siłę jako wyraz wyższej moralności. Wszystko to z jednej strony zdeprawowało publiczną debatę, a z drugiej nadało w III RP wielkie znaczenie powiązaniom oligarchicznym, zgoła mafijnym. A podstawowe założenie było oczywiście błędem: Polsce ani wtedy, ani nigdy potem wojna domowa czy nacjonalistyczna dyktatura nie zagrażała.
Wielokrotnie cytuje Pan byłego naczelnego "GW" ukazując sztuczki retoryczne i dziwne poglądy. Ale inteligenci, którzy mu przyklaskiwali, musieli chyba zdawać sobie z tego sprawę. Co oferował im jego "salon", że chcieli się w nim znaleźć?
Salon daje dopuszczonym poczucie przynależności do lepszego towarzystwa, wyniesienia ponad tłum. Ale myślę, że Adama Michnika słuchano tak chętnie, bo wielka część polskiej inteligencji uległa w peerelu deprawacji, miała nieczyste sumienia i po prostu odpowiadało jej hasło puszczenia wszystkiego, co było, w niepamięć.
Nie zgadza się Pan z tezą, że tajni współpracownicy SB to ludzie zmuszeni do współpracy szantażem, czy nawet torturami. Powołuje się Pan na badania, które obalają ten stereotyp.
Sprawa jest zbadana, np. przez Henryka Głębockiego, którego "Policję tajną przy robocie" cytuję. Zresztą, nie trzeba dokumentów, wystarczy zdrowy rozsądek. Przecież bezpieka wiedziała, że człowiek współpracujący z nią pod przymusem to niepewne źródło informacji. Będzie się starał oszukiwać, ukrywać informacje, w każdej chwili sumienie może go skłonić do wyznania prawdy tym, których miałby szpiegować. Takich werbunków używano raczej po to, by kogoś złamać i posiać niepewność w jego środowisku. Natomiast najwyżej ceniła bezpieka kapusiów ochotniczych. Takich, którzy się chcieli się przysłużyć socjalizmowi, albo takich, którzy brali za donosy pieniądze lub korzystali z rozmaitych przysług, ułatwień w karierze, w nielegalnych interesach.
Aleksander Kwaśniewski będąc prezydentem ułaskawił 3 tys. osób skazanych. Czy można powiedzieć, że spora część z nich to jego kolesie lub kolesie kolesiów?
Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







