artykul
Człowiek i słowo - o reportażach Ryszarda Kapuścińskiego
Mateusz Płatos, 02.02.07

23 stycznia zmarł Ryszard Kapuściński. Tak już jest, że gdy kogoś żegnamy, dostrzegamy całą jego wartość, żałujemy, że go nie docenialiśmy, że za mało skorzystaliśmy z jego obecności wśród nas. W przypadku Kapuścińskiego nie jest inaczej, mimo że nie jest to do końca prawda. Był to jeden z najbardziej docenianych pisarzy nie tylko w Polsce, ale i na świecie i ta popularność przeszkadzała mu - uniemożliwiała zachowanie anonimowości, wynosiła ponad ludzi, z którymi chciał rozmawiać jak równy z równym. Szukał czasu dla przyjaciół i czytelników, choć każde spotkanie było dla niego niezapisaną stroną, niespełnioną misją dnia. Byliśmy z nim więc i docenialiśmy go, być może bardziej niż on sam by chciał. Martwi samo odejście - śmierć przyszła do dobrego człowieka, który nie powiedział jeszcze: "skończyłem", aktywnego, z marzeniami i wieloma nienapisanymi książkami w głowie. Ale są też powody do radości - był z nami tak długo - omijały go kule i nie zmogły tropikalne choroby, nie spadła na niego tragedia, która wisiała nad nim przez wiele lat. Wreszcie, zostawił po sobie wszystko, co miał - przeżycia, myśli - całego siebie. Dzisiaj mówi się o jego dobroci i otwartości, ale nie wolno nam, i chyba nam to nie grozi, zapomnieć o jego książkach, o tym co zrobił dla reportażu i literatury. Tam, na kartach książek wciąż można się z nim spotkać. I ta obecność w reportażu było już rewolucją.



Zwykle zaczyna się od obrazu. Moją uwagę zwraca przede wszystkim stanowczy, przenikliwy wzrok - człowiek czułby się nim przytłoczony, gdyby nie towarzyszący mu zwykle zachęcający uśmiech. Tak złagodzone spojrzenie, skierowane dokładnie na rozmówcę ustanawia go w centrum zainteresowania - to spojrzenie skupionego słuchacza. Do tego dodać należy głos. Cichy, pokorny, ale i drżący z przejęcia i ogromnego pragnienia ekspresji. Nawet ktoś nie znający języka mówiącego stwierdziłby bez trudu, że mówi on o czymś bardzo istotnym, odkryłby w jego głosie siłę, ale nie usłyszałby wyzwania, nie odczułby ataku. Nie ma w nim ekspansji, on nic nie narzuca. Ten kontrast stanowczego wzroku i pokornego głosu szokuje, ale nie jest złudny. Kapuściński - wewnętrznie wolny, z własną wiarą, odwagą i nieugiętością podchodzi do człowieka z niespotykaną otwartością i łagodnością. Ale czytelnik autora nie widzi ani nie słyszy. Gdy otwiera książkę ma przed sobą efekt setek spotkań Kapuścińskiego z ludźmi, którzy opowiadają mu swoje historie. To oni są mostem między tym Panem na zdjęciu, a książką na stole. Charakter Kapuścińskiego to narzędzie jego pracy, co nadaje mu znaczenie kluczowe, ważne nie tylko dla przyjaciół pisarza. Od niego zależy co i jak powiedzą mu ludzie, a także - jak on to przedstawi. Otwartość Kapuścińskiego przybiera w jego książkach postać bezzałożeniowości i prawdziwości opisu. Każdy - terrorysta, zamachowiec, partyzant i biedny rolnik zwierza się Kapuścińskiemu jak przyjacielowi, czuje, że jego słowa są dla niego ważne. Silna empatia, podejście do człowieka innej kultury i światopoglądu bez uprzedzeń i założeń - marzenie kulturoznawców zdaje się w reportażach Kapuścińskiego przyjmować realną postać.

Strony: 1 2 3
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos