artykul
Uświadomić sobie swoje szczęście - wywiad z Danutą Noszczyńską
Ludwik Mańczak, 03.03.2007
Wywiad z Danutą Noszczyńską, autorką książki "Historia nie Magdaleny", która jest jej debiutem literackim.

Ludwik Mańczak: Od kiedy zaczęła pani pisać?
Danuta Noszczyńska:Tak w ogóle pisać - zaczęłam, od kiedy tylko sięgam pamięcią. W "archiwum" mojej mamy znajdują się wierszyki i opowiadania jeszcze z pierwszej klasy podstawówki. Nigdy nie łączyłam swojej przyszłości z jakimś "poważnym" pisaniem, raczej z malarstwem, ale widać los tak chciał i ciągle mi coś do napisania podsuwał… A to jakiś artykuł do gazety na temat działalności placówki, w której pracuję, a to jakąś scenkę rodzajową ku uciesze środowiska lokalnego, to znów jakiś felietonik. Później skłoniły mnie do tego moje "teatralne dzieci", które chciały grać same główne role, a tego żadne gotowe scenariusze nie przewidywały…

Skąd wziął się pomysł na tę debiutancką powieść? Czemu miały służyć np. elementy magiczne, coś na wzór reinkarnacji?
Właściwie nie było żadnego pomysłu, szkicu, planu, czy czegoś podobnego. Ta opowieść snuła się w moim umyśle na bieżąco, od samego początku, aż do końca. Elementy nadprzyrodzone pojawiły się w mojej książce w sposób bardzo naturalny, wynikający z mojego własnego, silnego przekonania o istnieniu czegoś w rodzaju "światów równoległych", czegoś, co jest ponad nami, poza możliwościami poznawczymi naszych sześciu zmysłów, a jednocześnie bardzo mocno obecnego w naszym życiu. Odczuwanie tej nadprzyrodzonej "otoczki" jest kwestią indywidualnej wrażliwości człowieka.

Do jakiej grupy czytelników kieruje Pani swoją książkę i co chciała Pani w niej przekazać?
Książka adresowana jest głównie do kobiet, co nie oznacza, że nie mogą sięgać po nią mężczyźni. Jest po prostu utrzymana w takich klimatach, w jakich chętniej gustują panie i raczej na poziomie damskiej, niż męskiej percepcji. Takim podstawowym przesłaniem "Historii nie Magdaleny", które chciałabym zaakcentować najmocniej jest to, że mimo istnienia tej "odgórnie" wytyczonej ścieżki w naszym życiu, wiele jednak zależy od nas samych. Rodzimy się z jakimś potencjałem, każdy ma na starcie swoja pulę szans na szczęście, na miłość, na dobre życie. Natomiast obrót tym "kapitałem" zależy już od nas.

Czy główna bohaterka ma jakieś Pani cechy, identyfikuje się Pani z nią, czy też może to postać zupełnie fikcyjna, przypadkowa?
Magdalena jest w miarę możliwości postacią fikcyjną, co oznacza, że nie ma swojego pierwowzoru. Trudno jednak odciąć się całkowicie od wytworu własnej, jakby nie było, wyobraźni. Dysponuje więc pewnie moim rodzajem poczucia humoru, moją upartością, dystansem do samej siebie i dużą dozą optymizmu.

Na stronach powieści poruszona została kwestia przeznaczenia. Myślę, że to nasze wybory kształtują przyszłość. Wierzy Pani, że coś jest zapisane i prędzej czy później się zrealizuje, a my sami nie mamy na to wpływu?
Moim zdaniem przeznaczenie to tylko ogólny szkic naszego życia, na przykład przeznaczeniem uwarunkowane jest miejsce i czas, w którym się rodzimy, a także ogólny cel, który ma być naszym udziałem na ziemi. Oczywiście, że to nasze wybory kształtują nasze losy, piszą nasze życiorysy. Jednak istnieje coś ponadto, co nie pozwoli nam się wyłgać od spełnienia wyznaczonego zadania. Wtedy zaczynają się pojawiać tak zwane "nieprzewidziane okoliczności", dzięki którym wskakujemy z powrotem na właściwy tor.

Jak to jest z miłością i teorią z połówkami jabłek? Istnieją tylko dwie idealnie do siebie pasujące, czy tak naprawdę jest ich wiele? Osobiście skłaniam się do tej drugiej opcji, jakie jest Pani zdanie?
Ja także nie wierzę w tzw. "połówki jabłek". Wierzę natomiast w pokrewieństwo dusz, które sprzyja trwałym związkom, opartym na miłości i zrozumieniu (Magdalena i Olek) - lub wspólne przeznaczenie. W tym drugim przypadku dwoje ludzi ma razem coś do spełnienia, ale niekoniecznie wiąże się to z miłością po grób (Magdalena i Fryderyk).

Pisze Pani, że szczęście to brak nieszczęść i że trzeba umieć je dostrzec. Ale jeśli nie jest się z natury optymistą, osiągnięcie tego jest szalenie trudne. Jak tego dokonać?
Jest takie przysłowie: "Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej" - to przesłanie do pesymistów. A skoro nie jest gorzej, niż jest, to znaczy, że nie jest jeszcze najgorzej… A tak na serio, myślę, że taką postawę trzeba w sobie wypracować i nie mam na to innej recepty. Ale chyba na początek należy spojrzeć na swoje życie całościowo, może zrobić jakiś bilans? Wydaje mi się, że wielu ludzi nie uświadamia sobie swojego szczęścia, bo po prostu się nad tym nie zastanawia, a znaczną przeszkoda ku temu są pewne stereotypy w pojmowaniu szczęścia, które przez wielu ludzi wyznawane są całkowicie bezkrytycznie.

Proszę napisać parę słów o teatrze, który Pani prowadzi. Jakie plany na przyszłość związane z teatrem i literaturą? Będą kolejne powieści?

Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos