artykul
Nie tylko wyobraźnia - Jonathan Carroll dla Papierowych Myśli
Ludwik Mańczak, 03.11.2007
Jonathan Carroll to jeden z najpopularniejszych współczesnych pisarzy. Amerykanin, od wielu lat na stałe mieszkający w Wiedniu, zyskał uznanie czytelników na całym świecie, również w Polsce. W sumie w naszym kraju ukazało się dziewiętnaście jego książek, które doczekały się ponad stu wznowień, a łączny nakład wyniósł 800 tys. egzemplarzy.

Niedawno autor odwiedził Warszawę, Białystok, Olsztyn, a także spotkał się z miłośnikami literatury podczas Targów Książki w Krakowie. Wizyta ta związana była z promocją jego najnowszej powieści pt. "Zakochany duch".


Ludwik Mańczak: Jak napisać bestsellerową powieść? Wydaje się, że ma pan na to skuteczny sposób.
Jest takie stare powiedzenie w Hollywood - "nikt nic nie wie", ponieważ gdyby wiedziano, nakręcono by dużo więcej hitów filmowych. Podobnie jest w literaturze. Nie ma recepty na bestseller, bo gdyby była, powstałoby dużo więcej książek cieszących się ogromną popularnością, niż jest obecnie. Gust czytelników zawsze jest czymś tajemniczym, niezbadanym. Jeśli masz szczęście i trafisz w trendy epoki, w której żyjesz, to odniesiesz sukces. Bardzo prawdopodobne, że gdyby książki o Harrym Potterze zostały wydane powiedzmy 20 lat temu, nie wzbudziłyby zbyt wielkiego zainteresowania. I tu pojawia się pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi - dlaczego ten sukces nadszedł właśnie teraz? Kto to wie?
LM: Skąd więc czerpie pan pomysły na nowe książki? Wyobraźnia?
Ludzie często pytają mnie o to. Mogę odpowiedzieć tylko w jeden sposób - ogólnie rzecz biorąc moje pisanie jest rezultatem całego mojego życia, a ściślej: moich nadziei i marzeń, moich doświadczeń i miłości. Pisarz, który twierdzi, że jego twórczość jest rezultatem jedynie wyobraźni, po prostu kłamie.
LM: Pisze pan o ważnych kwestiach, jak np. aborcja, śmierć. Co pan chce przekazać poprzez swoją twórczość?
Kiedy wykładałem literaturę na wyższej uczelni, zajęcia uznawałem za udane, gdy studenci jeszcze po wyjściu z sali dyskutowali między sobą o tym, co przed chwilą przerabialiśmy. Na tej samej zasadzie staram się, żeby wyglądały moje książki. Jeśli przeczytasz którąś z nich, a tematy zawarte w danej historii sprawią, że jeszcze długo będziesz o nich myślał, odczuwam wówczas satysfakcję i jest to dla mnie pewnego rodzaju wyznacznikiem, czy napisana przeze mnie książka jest wystarczająco dobra.
LM: Która z książek jest panu najbliższa? Którą darzy pan największym sentymentem?
To zależy. Lubię "Krainę Chichów" z tego powodu, że była moją debiutancką powieścią. Lubię "Na pastwę aniołów", ponieważ zawarłem w niej swoją filozofię życiową. Lubię "Śpiąc w płomieniu", gdyż sądzę, że jest to najpiękniejsza historia miłosna, jaką napisałem. Lubię "Muzeum Psów" bo bardzo sprawnie się mi ją pisało, a praca nad nią przynosiła mi sporo frajdy. Różne książki, różne powody.
LM: Mieszka pan ponad 30 lat w Wiedniu. Amerykanin w Austrii to dość oryginalne, muszę przyznać. Dlaczego wybrał pan akurat to miejsce?
Twój dom jest tam, gdzie się najlepiej czujesz. Przybyłem do Wiednia trzy dekady temu, ponieważ otrzymałem propozycję pracy jako wykładowca w Międzynarodowej Amerykańskiej Szkole. Szybko to miasto stało się dla mnie najbardziej wygodnym miejscem w jakim kiedykolwiek byłem - i do pracy, i do odpoczynku. Dlatego zdecydowałem się osiąść w nim na stałe.
LM: Był pan w Polsce blisko 10 razy, ma pan tutaj wielu fanów. Może przeprowadzi się pan do naszego kraju? Co panu się w nim najbardziej podoba?
Gdy ludzie pytają mnie dlaczego tak bardzo lubię Polskę, zawsze odpowiadam, że przypomina mi Berkeley w Kalifornii, z lat 70-tych. Ludzie są pełni pasji i optymizmu. Młodzi wierzą, że ich przyszłość będzie wspaniała, ekscytująca, że mają nieograniczone możliwości rozwoju. W Ameryce nie jest już tak od dłuższego czasu, w Polsce wciąż odczuwam ten specyficzny klimat. Uwielbiam przebywać w takim pełnym nadziei środowisku. Czy mógłbym zostać na dłużej w Waszym kraju? Gdyby ktoś wynajął mi piękne mieszkanie w Krakowie, z przyjemnością zamieszkałbym tu przez jakiś czas.
Piotr Piwko: Czy możemy spodziewać się kontynuacji książki "Oko dnia"?
Powinien pan zadać to pytanie dyrektorowi Domu Wydawniczego Rebis. "Oko dnia" liczy 200-300 notek z mojej strony internetowej (bloga), a niedawno przekroczyłem 800 wpisów, tak więc polscy czytelnicy, którzy nie znają angielskiego, większej części notek jeszcze nie mieli okazji przeczytać.
PP: Zaczął pan zamieszczać w swoim blogu linki do youtube. Czy przegląda pan ostatnio dodane filmy, czy ma pan jakąś metodę szukania? Jakich słów używa pan w wyszukiwarce? Nie tak łatwo trafić na coś interesującego.

Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos