artykul
Mike Gayle o przyjaźni damsko-męskiej (dla tych, którzy przeczytali książkę "Zupełnie nowy przyjaciel")
Ludwik Mańczak, 25.03.2008
Mike Gayle to 36-letni brytyjski pisarz, od kilku lat znany również w Polsce dzięki takim powieściom jak: "Skazani na związek", "Trzydziestka", "Moja legendarna dziewczyna", "Kolacja we dwoje". W marcu br. nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka ukazała się kolejna książka autora pt. "Zupełnie nowy przyjaciel" (tytuł oryginału: "Brand New Friend"). Papierowe Myśli są patronem medialnym tej pozycji.



"Brand New Friend" dotyczy kwestii przyjaźni pomiędzy płciami. Czemu wybrał Pan taki temat?

Dobry temat charakteryzuje się tym, że wszyscy omijają go szerokim łukiem. Dokładnie coś takiego przydarzyło się kwestii przyjaźni pomiędzy płciami po "When Harry Met Sally". Przez cały ten czas od obejrzenia filmu myślałem sobie, ile jeszcze zostaje do powiedzenia w tym temacie. Po pierwsze większosć ludzi ma znajomych płci przeciwnej i nie ma z tym żadnych specjalnych problemów. Po drugie WHMS w ogóle nie zajmuje się najtrudniejszą sytuacją. kiedy jedno z was ma partnera.

I co dalej działo się z tym pomysłem?

Zacząłem od sytuacji, kiedy facet zaprzyjaźnia się z dziewczyną, kiedy sam ma już kobietę. Było to dla mnie jak wsadzenie kija w mrowisko. Do tego potrzebne było sensowne uzasadnienie ich znajomości. Trwalo to dłużej, ale odpowiedź przyszła wreszcie jednego dnia podczas rozmowy ze znajomym. Kolega zastanawiał się, czy przeprowadzić się ze swoją kobietą do innego miasta, a ja jakoś nie mogłem poradzić sobie z myślą, że zostawia się jedno życie i trzeba zacząć nowe, zwłaszcza gdy jest się po trzydziestce. Wydawało mi się to jakimś koszmarem, i właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że mam idealny kontekst dla całej historii.

Dlaczego postanowił Pan umieścić akcję w Manchesterze?

Po prostu gdyby topowy projektant miał wyjechać z Londynu, mógł przenieść się właściwie tylko do Manchesteru. Poza tym dość dobrze znam to miasto z czasów studenckich i mam tam jeszcze paru znajomych .

Akcja rozgrywa się nie dość, że w Manchesterze, to jeszcze głównie na przedmieściu Chorlton, o którym nie ma Pan zbyt pochlebnego zdania. Czemu?
Przede wszystkim muszę zauważyć, że przepadam za Chorlton. To fantastyczne miejsce i gdyby przyszło mi zamieszkać w Manchesterze, mieszkałbym właśnie tam, chodziłbym do "Horse and Jockey" i jadł lunch w "The Lead Station". z drugiej strony trudno nie wyśmiewać się z Chorlton po prostu dlatego, że jest tak sielankowe. Zastanawiam się nawet, czy nie napisać jeszcze kilku powieści osadzonych w Chorlton i stworzyć z tego trylogię pod tytułem Kroniki z Chorlton.

Czy mężczyźni naprawde boją sie zawierania nowych znajomości?

Bedzie to rzecz jasna generalizacja, ale wydaje mi się, że tak. Chodzi o to, że męska przyjaźń rozwija się bardzo powoli. Zbudowanie odpowiednich więzi zajmuje lata całe, a jest to proces, którego w normalnych okolicznościach nie sposób przyspieszyć. Do tego wolimy zawierać znajomości niezobowiązująco, żeby wcale nie wygladało, że zawieramy znajomość. Moim zdaniem właśnie z tego powodu mężczyźni dawno temu wymyślili puby.

Umawiał się pan kiedykolwiek na spotkanie z facetem?

Tak, ale nie wyglądało to tak, jak w książce. Zdarzało się, że tak dobrze czułem się w czyimś towarzystwie, że umawialiśmy się na kolejny raz. Za obydwoma razami było w porządku, chociaż przyznaję, że czułem się trochę zdenerwowany. Zastanawiałem się, co się stanie, jak zabraknie nam tematów do rozmowy, albo jeśli okaże się, że coś się zmieniło i wcale się nie lubimy. Na pewno nie wszyscy mężczyźni myślą w ten sposób. Możliwe, że dotyczy to wyłącznie mnie.

Czy postać Jo jest oparta na kimś, kogo Pan zna?

Nie. Kiedy zastanawiałem się nad Jo, próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie: Jaka kobieta chciałaby zaprzyjaźnić się z gościem, który ma narzeczoną? Ona jest w zasadzie odpowiedzią na to pytanie. Jo i Rob są idealnymi kandydatami na przyjaciół, bo obydwojgu zależy na czuciu się swobodnie w swoim towarzystwie.

Jakie jest Pana prawdziwe zdanie o "Dirty Dancing", a przy okazji i o "Scarface"?

Niestety nigdy nie widziałem Dirty Dancing, chociaż jest to jeden z tych filmów, które wydają się takie znajome, jakby człowiek musiał je gdzieś kiedyś oglądać. W każdym razie chciałbym go obejrzec. Co do Scarface, pamiętam, jak dzieci na podwórku sypały całymi fragmentami z niego, ale ja sam widziałem go dopiero kilka lat temu. Był tak bezsensowny, że nie wiem, jak można by go traktować poważnie

….i twórczości Radiohead po "The Bends"?

Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos