artykul
Zawsze wierzyłem, że ludzie generalnie są dobrzy - wywiad z autorem książki "Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę"
Ludwik Mańczak, 30.01.2009


W 2000 roku wyjechałem na kilka miesięcy do USA. W międzyczasie okazało się, że za późno złożyłem pracę magisterską i zostałem skreślony z listy studentów. Wróciłem na pewien czas do Polski, czekając na sesję zimową. W styczniu 2001 skończyłem studia i wyjechałem na kilka miesięcy do... Indii. Gdy skończyły się pieniądze, nie miałem gdzie się podziać i wybór padł na Londyn. Miałem tam koleżankę, u której mogłem się zatrzymać, więc nie zastanawiając się długo, ruszyłem autostopem na Wyspy. W paszporcie miałem dwie wizy pakistańskie i irańskie, był październik, już po WTC. Spędziłem kilka godzin w Dover, przesłuchiwany przez policję. Ale wszystko skończyło się dobrze :-). Za granicą się ożeniłem, za granicą rozwiodłem. Większość przyjaciół rozjechało się po całym świecie. Jakoś nigdy nie było dokąd w Polsce wrócić.



Z tylnej strony okładki wynika, że ma Pan już trochę podróżniczych doświadczeń: Nepal, Indie, Turcja, USA, Bałkany... Jak Pan się przygotowuje do wypraw? Szczegółowy plan, czy raczej spontanicznie, z szukaniem noclegów dopiero na miejscu? Zawsze z rowerem?

Przygotowuję jedynie "ważne" miejsca. Te kilka, które wypadałoby zobaczyć będąc w danym miejscu. Bardziej zależy mi na spotkaniach z ludźmi, a tego nie da się przecież zaplanować. Dla mnie radością jest samo bycie w danym miejscu. Siedzenie godzinami nad Gangesem i przypatrywanie się miejscowej ludności jest dla mnie ciekawsze, niż oglądanie zabytków. Po prostu żal mi dla nich czasu. Są martwe i niezmienne. Zawsze mogę sobie na nie popatrzeć, ale nigdy ich nie spotkam. W odróżnieniu od człowieka. Nie zawsze zabieram rower, choć faktycznie, dość często. Wszystko zależy od celu wyjazdu i czasu, jaki na ten wyjazd mam. Jeżeli zależy mi na samotności w drodze - wybieram rower, jeżeli na podglądaniu życia w Marakeszu - jadę tam z plecakiem. Planowanie zamyka nas na to, co niespodziewane. Boimy się tego, bo sobie to i to, tak i tak zaplanowaliśmy, a tu proszę - autobus przyjedzie dopiero jutro! I co teraz zrobić? :-) Spontanicznie! Na ile to tylko możliwe. Logistyka to jedynie szukanie większych węzłów przesiadkowych, wizy i fundusze. Reszta na żywioł. Tak lubię.

Jakie plany na przyszłość bliższą i dalszą?

Planów niewiele, raczej nazwałbym to pomysłami. Może pojechać tu? Może wtedy? Pomysłów setki. Najbliższe to wyjazd rowerowy do Tybetu, Chin i Japonii (w 2010 roku). W międzyczasie studia (film dokumentalny) i codzienna praca, pisanie kolejnej książki o naszej podróży do Indii Życie.

O INNYCH WYPRAWACH AUTORA MOŻNA POCZYTAĆ NA JEGO STRONIE

Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos