artykul
Karnawał miejskich szaletów - o "Lubiewie" Michała Witkowskiego
Natalia Schiller, 01.06.2009
"Wewnątrz okładek moich książek mogę rozbić zupełnie wszystko. To ostatni bastion wolności." mówi Michał Witkowski i, tym samym, ustanawia się czołowym postmodernistą młodej polskiej literatury. Rzeczywiście, Witkowski jest autorem, który strzela słowami na oślep. Nie zważając na konsekwencje, kreuje słowami obrazę, nieprzyzwoitość, amoralność, zbrodnię i złośliwość. To jednak tylko słowa. Verba et voces praetereaque nihil.

"Pisz o tym, co znasz" - mawiał Ernest Hemingway i zabierał swoich czytelników w świat afrykańskich safari, polowań na lwy, broni palnej i partyzantki. Michał Witkiowski, wierny tej zasadzie, napisał "Lubiewo" i swoich czytelników zabrał na wycieczkę szlakiem miejskich szaletów, najbrudniejszych dworcowych toalet, chłopięcej prostytucji i parków, gdzie nocą homoseksualiści wyczekują pijanych robotników. Środowisko, które postanowił pokazać światu Witkowski, jest wulgarne, brzydkie, brudne, pomazane sprayem, cuchnące męskim potem, starą uryną i anonimową spermą. Ignorancja, amoralność, drobne przestępstwa i bezmyślne zbrodnie, cwaniactwo i plotka wyznaczają w nim swoiście pojmowaną normę. Każde społeczeństwo wie o jego istnieniu, ale żadne nie zaprasza go na aksamitne fotele publicznej debaty. Sam pomysł, aby ten odrażający półświatek wywlekać z ciemnych zaułków na światło dzienne i wkładać między okładki jest problematyczny. I taką też książką jest "Lubiewo"

Niewygodna (nie)prawda

Ta książka budzi konsternację między innymi z powodu roli, jaką pełni w niej sam autor. Skandalista Witkowski występuje tu w podwójnym wcieleniu. Z jednej strony jest autorem i narratorem - zdolnym literatem, niedoszłym naukowcem, który okrasza swój tekst erudycyjnymi komentarzami na temat teorii gender i odniesieniami do Pasoliniego. Z drugiej, sam umieszcza siebie na kartach książki, gdzie jako Michaśka bezboleśnie wchodzi w opisywane przez siebie środowisko i się z nim identyfikuje. Ta dwoistość, zapewne świadoma prowokacja Witkowskiego, budzi niepokój, ponieważ zaciera granice między normatywnością a dewiacją. Społeczny mit, który mówi, że jedynie osoby z dewiacyjnych środowisk zachowują się w sposób nienormatywny, zostaje obalony. "Lubiewo" czyta się jak doskonały reportaż, a ta stylizacja ma na celu tylko jedno - uświadomienie odbiorcy, że wszystko, o czym czyta, dzieje się naprawdę.

Ta iluzja reporterskości została w "Lubiewie" osiągnięta dzięki sprawnemu wykorzystaniu konwencji tzw. Nowego Dziennikarstwa. Ten termin Toma Wolfe'a z 1973 roku określa nurt literacki łączący w sobie cechy reportażu i eseju. Jego najwybitniejszymi przedstawicielami byli tacy pisarze, jak Joan Didion, Gay Talese, autor słynnej książki pt. "Z zimną krwią" - Truman Capote czy, z polskich twórców, Ryszard Kapuściński. Według Wolfe'a, jednym z głównych założeń tej nowatorskiej szkoły dziennikarskiej miało być: "zapisywanie charakterystycznych gestów, zwyczajów, manier, rodzaju mebli, ubrań, stylu podróżowania, zwyczajów żywieniowych, sposobu prowadzenia domu, stosunku do dzieci, służących, szefa, podwładnych, rówieśników, plus rodzaje spojrzeń, pozy, sposób chodzenia i inne symboliczne szczegóły, które mogą pojawić się w jakiejś scenie."

Witkowski w "Lubiewie" posłużył się tą technikę w sposób zaiste brawurowy. Jego opisy zadziwiają aptekarską precyzją i holmesowską detalicznością. Wszystkie gesty, drobne przedmioty, zacieki na ścianach i błahe epizody zyskują nowe znaczenia i rosną do rangi symptomu. Witkowski jawi się czytelnikowi jako doskonały diagnosta, który odkrywa tajemną semantykę rzeczy, miejsc i sytuacji. Chyba najlepszym przykładem takiego "gęstego opisu" jest w "Lubiewie" opis mieszkania dwójki homoseksualistów - Patrycji i Lukrecji:

"Patrzę na ich biedniutkie kosmetyki na pożółkłej, nie obudowanej kafelkami wannie, otwarty szampon "Trzy Zioła", zakurzony pędzel do golenia, jakieś najtańsze toniki, kremy, szczoteczka do zębów w ostatnim stadium rozpadu - żółte włosie odchodzi na wszystkie strony. (…) Jest nawet samoopalacz - dowód straceńczej walki o atrakcyjność."

Wystarczy obraz brzegu wanny, aby czytelnik poznał nie tylko charakter jej właścicieli, ale także środowisko, z którego się wywodzą, ich tryb życia, status majątkowy i pewne cechy aparycji. Każdy detal mieszkania - od przywiędłej paproci do meblościanki na wysoki połysk - ma swoją historię i duży ładunek metaforyczny.

Strony: 1 2 3 4 5
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos