artykul
Cycki kasjerki w otchłani mroku, czyli rozmowa z K.Kyrczem i R.Cichowlasem
Z Robertem Cichowlasem i Kazkiem Kyrczem Jr rozmawia Krzysiek Maciejewski. Wywiad ukazał się także w 16 numerze "Grabarza Polskiego"

Witajcie. Zacznijmy od Waszych początków… Jak one wyglądały? Kiedy wysłaliście pierwsze teksty do czasopism lub redakcji wydawnictw? Szybko się na Was poznano?

Kazek KYRCZ: W moim przypadku to była długa droga. Zabawę w pisanie zacząłem, co prawda, już w podstawówce, ale wtedy spod ręki wychodziły mi przede wszystkim wiersze, potem teksty piosenek i różne drobiazgi typu fraszki, miniatury… Dopiero, kiedy dałem sobie spokój z muzykowaniem, zmobilizowałem się do tego, by na serio zabrać się za tworzenie opowiadań. Szło to dosyć opornie, co z jednej strony wynikało z tego, że brakowało mi wiary we własne siły, a z drugiej było spowodowane sporymi wymaganiami, jakie postawiłem przed samym sobą, zarówno w kwestiach formalnych, jak i emocjonalnych. Chciałem mianowicie, by to co tworzę, niosło ze sobą jakieś - niekoniecznie oczywiste - treści. Zależało mi na tym, by nie pisać o przysłowiowej dupie Maryni, tylko o czymś ważnym, o czymś co naprawdę czuję. To nie jest łatwe, z pewnością wie o tym każdy, kto stara się być szczery sam ze sobą… Poza tym przez dłuższy czas sam strzelałem sobie gola, pisząc z pozycji kolan, traktując twórczość jako swego rodzaju misję. Koniec końców, kiedy efekty mojej walki z literkami wydawały mi się zadowalające, oczywiście próbowałem słać je w różne miejsca. Najczęściej stykałem się wyniosłym milczeniem, chlubnym wyjątkiem był liścik od Maćka Parowskiego, w którym stwierdził coś w tym sensie, że moje opowiadanie "Teraz i na zawsze" jest zbyt ostre obyczajowo, jak na publikację w Fantastyce. Nie muszę chyba mówić, że na jakiś czas wbiło mnie to w bezdenną dumę… Trochę moich tekstów trafiło na Carpe Noctem i do innych internetowych portali, aż w 2003 roku przyszła pora na prawdziwy "papierowy" debiut w ś.p. Ubiku. Potem już poszło… W 2008 roku dopchałem się i do Fantastyki. Nowej, co prawda, ale i ja też w tak zwanym środowisku jestem nowy.

Robert CICHOWLAS: Piszę, odkąd sięgam pamięcią. Już w podstawówce zapisywałem grubaśne zeszyty opowiadaniami. Oczywiście marzyłem o tym, aby je wydać. Miałem chyba ze dwanaście lat, kiedy zadzwoniłem do wydawnictwa Rebis i zapytałem, ile by kosztowało wydanie opowiadań na własną rękę. Gdy usłyszałem odpowiedź, bez słowa się rozłączyłem. Po prostu mnie zatkało (śmiech). Minęło sporo czasu, zanim zacząłem publikować w Internecie. Wiele zawdzięczam portalowi Fabrica Librorum. To tam nauczyłem się pokory i zdrowego odbierania krytyki. Przyszedł wreszcie czas, kiedy wysłałem kilka ze swoich opowiadań do rozmaitych pism. W większości przypadków nie otrzymałem żadnych odpowiedzi, a Magazyn Fantastyczny odrzucał jedno moje opowiadanie po drugim. Zresztą do dzisiaj to robi! (śmiech). Pierwszą poważną i ważną dla mnie publikacją było opowiadanie "Cierpliwość", które znalazło się w antologii "Trupojad". Od tamtego momentu sporo się dzieje...



Kazek KYRCZ: Pamiętam, że kiedy przeczytałem ten tekst, wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie. Do dziś uważam je za jedno z najlepszych opowiadań, jakie opublikowało wydawnictwo RH.

Czy próbowaliście swoich sił poza gatunkiem grozy? Jakimś twardym SF, fantasy, albo "głównym nurtem"? Czy w ogóle czujecie potrzebę tworzenia innego rodzaju historii?

Kazek KYRCZ: Zawsze ciągnęło mnie do groteski. Zdarzało mi się pisać parodie tematów SF, a nawet pod pseudonimem popełnić kilkanaście tekścików o klonie Jakuba Wędrowycza. Staram się nie ograniczać konwencjami, nie pisać grozy na siłę… Jednak do tego gatunku zdecydowanie mi najbliżej. Nie sądzę, by to miało ulec zmianie.

Robert CICHOWLAS: Jeśli o mnie chodzi, to do tej pory zajmowałem się głównie horrorem. Wszystko w czym obecnie "siedzę", nota bene razem z Kazkiem, to też groza. Po prostu tworzenie w tych klimatach sprawia mi najwięcej frajdy. Przez najbliższy czas na pewno nie będę eksperymentował z innymi konwencjami... Może kiedyś...

To pytanie słyszeliście nieskończoną liczbę razy - dlaczego tak lubicie pisać w duetach?

Kazek KYRCZ
: Co racja, to racja, ale trudno się dziwić - sami się o to prosimy, konsekwentnie realizując taki właśnie model twórczości. Prawda jest taka, że powodów przemawiających "za" można wymienić mnóstwo, a z każdym kolejnym udanym tekstem jest ich coraz więcej. Współpraca z kimś tak otwartym jak Robert sprawia, że łatwiej mi zmobilizować się do większego wysiłku. W chwilach, kiedy po prostu mam doła, on potrafi przekonać mnie, że warto dalej pchać ten wózek.

Strony: 1 2 3 4
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos