Niszowe kody kulturowe - rozmowa z Mikiem Careyem
Krzysztof Maciejewski, 25.09.2009
Z Mikiem Careyem, autorem powieści wydawanych przez wydawnictwo MAG i komiksów wydawanych przez wydawnictwo EGMONT rozmawia Krzysztof Maciejewski
Zanim zacząłeś literacką przygodę z Feliksem Castorem, zasłynąłeś jako autor komiksowych scenariuszy. Co sprawiło, że przerzuciłeś się na pisanie książek?
Takiej gwałtownej zmiany i przedefiniowania nie było. Niewiele osób wie, a i ja się tym zbyt często nie chwalę, ale zaczynałem właśnie od beletrystyki. Moje pierwsze powieści nie spotkały się jednak z zainteresowaniem wydawców, a z perspektywy czasu mogę tym ludziom tylko podziękować. Nie miałem wtedy zielonego pojęcia o procesie pisarskim, o strukturze, czy wreszcie o konstruowaniu fabuły. Nieco później trafiłem do świata komiksu, zostałem scenarzystą, ale jednak cały czas chciałem ziścić swoje młodzieńcze marzenia - aby zostać autorem powieści czytanych przez rzesze nieznanych mi ludzi. I tak się stało.
Czy jednak te wcześniejsze doświadczenia jakoś wpłynęły na Twoje pisarstwo? Niektórzy zauważają wiele podobieństw między Twoim bohaterem - Feliksem Castorem - a bohaterami komiksowymi…
Nie da się ukryć, że Feliks Castor przypomina nieco Johna Constantine’a - ale tego komiksowego, a nie filmowego. Bo Keanu Reeves nie został zbyt dobrze obsadzony w tej roli, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Ale wracając do tego bagażu doświadczeń… Okazało się, że pisanie scenariuszy komiksowych stanowi doskonałą szkołę pisarskiego warsztatu. Właśnie dzięki tworzeniu opowieści o Johnie Constantinie, czy o Lucyferze, nauczyłem się panować nad fabułą i kiełznać zbyt wybujałe pomysły, nie okiełznując przy tym wyobraźni. Gdy tworzysz komiks, musisz wcześniej wszystko dokładnie zaplanować, wiedzieć, o czym będziesz chciał opowiadać. To trochę podobna praca, jak przy pisaniu staroświeckich powieści w odcinkach, czy też scenariuszy seriali. Również komiks powstaje etapami, zazwyczaj publikowany jest w częściach, a każda z tych części obowiązkowo musi być zwieńczona tzw. cliffhangerem, czyli zawieszeniem akcji w sytuacji pełnej napięcia. Jednak istnieje też kardynalna różnica między tworzeniem scenariuszy komiksów a pisaniem powieści. W tym pierwszym przypadku ma miejsce bardzo ścisła współpraca między autorem, rysownikiem i wydawcą. To wiąże się z większym rygorem twórczym. Na szczęście, zawsze doskonale mi się układa taka współpraca.
No właśnie, jak to z tym jest? Czy konsultujesz się z rysownikami jeszcze w trakcie pisania skryptu?
Często jest to nieodzowne już na tym etapie. Ale dzięki temu dochodzi nieraz do prawdziwych rozkwitów weny. Pisząc jeden z odcinków Lucyfera miałem pewien kłopot z jednym z bohaterów drugoplanowych. Chodziło o mężczyznę, którego obsesją było wspomnienie, w którym zasztyletował swoją ofiarę. Nigdy nie jest łatwo wyrazić w komiksie uczucia, z pewnością tu przewagę mają klasyczne książki… Lecz dobry rysownik poradzi sobie z tym zadaniem. Mój przyjaciel zasugerował wówczas, aby rozwiązać ten dylemat, umieszczając powtarzającą się planszę z zakrwawionym nożem. Te obrazy sugerują czytelnikowi obsesyjno-kompulsywny charakter postaci.
A czy książka jest w stanie przekazać więcej treści? Czym Twoim zdaniem różni się komiks od powieści?
Na podstawowym poziomie różnic wiele nie ma - to są po prostu dwa odmienne sposoby opowiadania historii. Trzeba jednak przyznać, że są to również odmienne sposoby oddziaływania na wyobraźnię. Wbrew obiegowym opiniom, komiks jest znacznie bardziej hermetyczną dziedziną literatury. Od najmłodszych lat jesteśmy uczeni czytania i odczytywania książek, rozpoznajemy w nich określone kody kulturowe etc. Tymczasem czytania komiksu nikt nie uczy. Jeśli nie zetknąłeś się z komiksami za młodu, wówczas w wieku dojrzałym nie dasz się przekonać do tej formy opowieści w tym specyficznym układzie obrazów i treści. Czasami zdarza mi się chwalić swoimi komiksami różnym znajomym, którzy nigdy nie mieli styczności z tego typu wydawnictwami. Przewracają stronice, robią wielkie oczy - ale nie umieją odczytać przekazu. Trzeba tu zauważyć, że komiks to bardzo niszowa dziedzina. Najbardziej popularne historie z bohaterami Marvela rozchodzą się w Wielkiej Brytanii i USA w nakładach rzędu 150 tys., podczas gdy przy wielkich bestsellerach książkowych te liczby nierzadko idą w miliony sztuk.
Powieści pisze się z pewnego punktu widzenia dużo łatwiej. Jeśli w trakcie pisania czterdziestego rozdziału przypomnisz sobie na przykład, że w rozdziale czwartym nie przedstawiłeś czytelnikowi jakiegoś bohatera, albo zawiesiłeś strzelbę na ścianie, a ona nie wystrzeliła, to zawsze możesz się cofnąć i nanieść stosowne poprawki. Komiks powstaje szybciej i natychmiast idzie w świat - tego, o czym zapomniałeś w początkowych odcinkach już nie nadrobisz.
Takiej gwałtownej zmiany i przedefiniowania nie było. Niewiele osób wie, a i ja się tym zbyt często nie chwalę, ale zaczynałem właśnie od beletrystyki. Moje pierwsze powieści nie spotkały się jednak z zainteresowaniem wydawców, a z perspektywy czasu mogę tym ludziom tylko podziękować. Nie miałem wtedy zielonego pojęcia o procesie pisarskim, o strukturze, czy wreszcie o konstruowaniu fabuły. Nieco później trafiłem do świata komiksu, zostałem scenarzystą, ale jednak cały czas chciałem ziścić swoje młodzieńcze marzenia - aby zostać autorem powieści czytanych przez rzesze nieznanych mi ludzi. I tak się stało.
Czy jednak te wcześniejsze doświadczenia jakoś wpłynęły na Twoje pisarstwo? Niektórzy zauważają wiele podobieństw między Twoim bohaterem - Feliksem Castorem - a bohaterami komiksowymi…
Nie da się ukryć, że Feliks Castor przypomina nieco Johna Constantine’a - ale tego komiksowego, a nie filmowego. Bo Keanu Reeves nie został zbyt dobrze obsadzony w tej roli, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Ale wracając do tego bagażu doświadczeń… Okazało się, że pisanie scenariuszy komiksowych stanowi doskonałą szkołę pisarskiego warsztatu. Właśnie dzięki tworzeniu opowieści o Johnie Constantinie, czy o Lucyferze, nauczyłem się panować nad fabułą i kiełznać zbyt wybujałe pomysły, nie okiełznując przy tym wyobraźni. Gdy tworzysz komiks, musisz wcześniej wszystko dokładnie zaplanować, wiedzieć, o czym będziesz chciał opowiadać. To trochę podobna praca, jak przy pisaniu staroświeckich powieści w odcinkach, czy też scenariuszy seriali. Również komiks powstaje etapami, zazwyczaj publikowany jest w częściach, a każda z tych części obowiązkowo musi być zwieńczona tzw. cliffhangerem, czyli zawieszeniem akcji w sytuacji pełnej napięcia. Jednak istnieje też kardynalna różnica między tworzeniem scenariuszy komiksów a pisaniem powieści. W tym pierwszym przypadku ma miejsce bardzo ścisła współpraca między autorem, rysownikiem i wydawcą. To wiąże się z większym rygorem twórczym. Na szczęście, zawsze doskonale mi się układa taka współpraca.
Często jest to nieodzowne już na tym etapie. Ale dzięki temu dochodzi nieraz do prawdziwych rozkwitów weny. Pisząc jeden z odcinków Lucyfera miałem pewien kłopot z jednym z bohaterów drugoplanowych. Chodziło o mężczyznę, którego obsesją było wspomnienie, w którym zasztyletował swoją ofiarę. Nigdy nie jest łatwo wyrazić w komiksie uczucia, z pewnością tu przewagę mają klasyczne książki… Lecz dobry rysownik poradzi sobie z tym zadaniem. Mój przyjaciel zasugerował wówczas, aby rozwiązać ten dylemat, umieszczając powtarzającą się planszę z zakrwawionym nożem. Te obrazy sugerują czytelnikowi obsesyjno-kompulsywny charakter postaci.
A czy książka jest w stanie przekazać więcej treści? Czym Twoim zdaniem różni się komiks od powieści?
Na podstawowym poziomie różnic wiele nie ma - to są po prostu dwa odmienne sposoby opowiadania historii. Trzeba jednak przyznać, że są to również odmienne sposoby oddziaływania na wyobraźnię. Wbrew obiegowym opiniom, komiks jest znacznie bardziej hermetyczną dziedziną literatury. Od najmłodszych lat jesteśmy uczeni czytania i odczytywania książek, rozpoznajemy w nich określone kody kulturowe etc. Tymczasem czytania komiksu nikt nie uczy. Jeśli nie zetknąłeś się z komiksami za młodu, wówczas w wieku dojrzałym nie dasz się przekonać do tej formy opowieści w tym specyficznym układzie obrazów i treści. Czasami zdarza mi się chwalić swoimi komiksami różnym znajomym, którzy nigdy nie mieli styczności z tego typu wydawnictwami. Przewracają stronice, robią wielkie oczy - ale nie umieją odczytać przekazu. Trzeba tu zauważyć, że komiks to bardzo niszowa dziedzina. Najbardziej popularne historie z bohaterami Marvela rozchodzą się w Wielkiej Brytanii i USA w nakładach rzędu 150 tys., podczas gdy przy wielkich bestsellerach książkowych te liczby nierzadko idą w miliony sztuk.
Powieści pisze się z pewnego punktu widzenia dużo łatwiej. Jeśli w trakcie pisania czterdziestego rozdziału przypomnisz sobie na przykład, że w rozdziale czwartym nie przedstawiłeś czytelnikowi jakiegoś bohatera, albo zawiesiłeś strzelbę na ścianie, a ona nie wystrzeliła, to zawsze możesz się cofnąć i nanieść stosowne poprawki. Komiks powstaje szybciej i natychmiast idzie w świat - tego, o czym zapomniałeś w początkowych odcinkach już nie nadrobisz.
Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







