artykul
Tańcząc ze słowami - wywiad z Miłką O. Malzahn
Z Miłką O. Malzahn, pisarką, piosenkarką i poetką, rozmawia Krzysiek Maciejewski

Jesteś prawdziwą kobietą renesansu, która posługuje się mnogością artystycznych środków wyrazu (poezja, piosenki, muzyka, dramaty, opowiadania, powieści...). Czy to zróżnicowanie stanowi odbicie osobowości, a może to dokonany z premedytacją artystyczny wybór?



Miłka O. Malzahn: Wbrew pozorom nie ma tu zróżnicowania. Po prostu zajmuję się materią (i duchem) słowa. Nie wybieram formy, słowa i historie, które opowiadam formują się "w trakcie". Czasami jestem tym zaskoczona, ale to mój ulubiony element (adrenalinowy) przy każdym zadaniu twórczym - zaskoczenie. Takie moje, osobiste i do-słowne zdziwienia są OK.

No właśnie… Każda z tych Twoich inkarnacji, żeby posłużyć się metaforą hinduistyczną, skupia się na wielkiej dbałości o słowo. To chyba nie przypadek?

Miłka O. Malzahn: Podobno "na początku było słowo", z czym jednak polemizowałabym, optując za pierwszą myślą (w sensie pierwszeństwa myśli). Ale, rzeczywiście, słowa są wyjątkowym narzędziem komunikacji, przekazać potrafią i widoki, i uczucia, i możliwości, i ograniczenia, i inne światy.... Mogą prawie wszystko. Mam ogromny szacunek do słów, które stwarzają.

Słowa czasami karmią się słowami. Nie o kanibalizm słów jednak pytam, ale o źródła inspiracji - ulubionych pisarzy i książki. Zdradzisz je?

Miłka O. Malzahn: Najchętniej - nie zdradzę :) Mam fazy silnego i nieopanowanego czytelnictwa. Zachwycam się książkami, ale do lektur raczej nie wracam i często je sobie zapominam. Nie mniej, echo "naczytań" w głowie mi się kołacze. Od czasu do czasu sięgam po Hannę Krall, by poskromić moje rozgadanie:) I po innych milcząco-tworzących. Ale gdy konstruuję coś sama sobie (i innym) - zarzucam czytanie, by nie papugować, nie odnosić się, nie "słyszeć" kogoś obcego. Aha, ostatnio spędzam mnóstwo czasu w kinie. Tam też znajduję sporo słów, jest cała masa sieczki :) To też dla auto-okiełznania ;)

Przejdźmy do powieści "Fronasz". W notce odautorskiej dopuszczasz swobodę interpretacyjną, gdyż "każde odczytanie Fronasza jest prawdopodobnie słuszne". Czy zdarzało się czasami, że ktoś odczytywał Twoje przesłanie całkowicie na opak?

Miłka O. Malzahn: Całkowicie to się chyba nie da, bo nie wmontowuję w książki jakiejś jednej myśli, którą można pojąć albo nie pojmować. Jest tu (i tam) wiele wątków. Czasami czytelnik wyłapuje coś, na co sama nie zwróciłam uwagi. Czasami czytający odbierają sprawy zawieszone (emocje, uczucia, sensy) całkiem inaczej, niż ja bym to zrobiła, ale nie mogę twierdzić, że jest to na opak. Normalnie, w życiu, też każdy świadek opowiada o wydarzeniu inaczej, rozumie je odmiennie, prawda?

Czytając miałem takie wrażenie, jakby książka pisała się w trakcie lektury, jest w niej jakaś niedookreśloność i nadrealność. Czy taki był zamysł od samego początku (bo powieść zrodziła się chyba z opowiadania pt. "Fronasz i Martyniec")?

Miłka O. Malzahn: To był zamysł, nie chciałam zamknąć Fronasza z Martyńcem w sensacyjnej historyjce, z trupami w tle. Zaintrygowali mnie (bez tych trupów i bez ciężarówki), więc postanowiłam dowiedzieć się o nich więcej. W trakcie poszukiwań Fronasz wyszedł na pierwszy plan, a to, co wyglądało na oczywiste, stawało się coraz bardziej wieloznaczne, subtelne, a czasem... dziwne i dla mnie samej niezrozumiałe. Dla Fronasza - pewnie też nie. Jedynie (w finale) jego ukochana dotknęła tej tajemnicy, albo i nie... Nie wiem :):):):). Zaś na potencjał opowiadania o Fronaszu zwrócił moją uwagę ówczesny wydawca i czujny krytyk Cezary Konrad Kęder. Miał rację. Potencjał tu był. I jest nadal.

Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos