„Foe” J.M. Coetzee’ego i senność na wyspie Kruzo
Mateusz Płatos, 29.01.2010
O senności, samotności i wykluczeniu oraz o grze z mitem w powieści Johna Maxwella Coetzee'ego
„Albowiem groźbę czającą się na wyspie, groźbę, o której Kruzo nie wspomniał ni słowem, nazwałabym groźbą ciągłego snu. Z jakąż łatwością mogliśmy byli przedłużać nasze drzemki na coraz to późniejsze godziny dnia, aż wreszcie, spoczywając w mocnym uścisku snu, pomarlibyśmy z głodu”1 .
Groźbę tę odczuwa czytelnik już od pierwszych stron relacji Susan Barton. Wyczerpanie rozbitka, który resztką sił dopłynął do miejsca wybawienia, nie opuszcza jej ani po pierwszej nocy, ani po roku spędzonym na wyspie, ani nawet po powrocie do Anglii, gdzie zamieszkuje Clock Lane (Zaułek Zegarów). Dwaj mężczyźni, których spotyka na wyspie zdają się być już od dawna zarażeni tą wieczną sennością, apatią, wewnętrzną samotnością. To przewodnie doświadczenie wyspy i jej mieszkańców jaskrawo odcina się od tego opisanego w „Robinsonie Kruzoe”. Wskazany na chybił trafił fragment ukazuje Robinsona uwijającego się przy budowie swojego królestwa, rzadkie chwile osamotnienia pokonującego czytaniem Biblii, modlitwą i prowadzeniem zapisków. Gdy zaś pewnego dnia zauważa na piasku ślad ludzkiej stopy, ucieka przerażony, komentując to potem następująco:
„Ja, który gotów byłem sądzić, że z łona śmierci przywrócony zostanę do życia, jeśli choć jedną będę miał przy sobie istotę mego gatunku (...), drżałem teraz na samą myśl oglądania człowieka i ledwie nie padłem bez życia na widok niemego śladu stopy ludzkiej na mojej wyspie”2 .
Brzmi tu Hobbesowskie homo homini lupus – człowiek jest dla człowieka przede wszystkim zagrożeniem, czy też mówiąc językiem homo economicus, konkurentem, złem koniecznym, przeszkodą na drodze do szczęścia. „Robinson Kruzoe” nie jest jednak, mimo stylizacji na autentyczną relację, historią prawdziwą. Defoe znał z pewnością wiele opowieści rozbitków i niczym nie przypominały one wytworu jego wyobraźni. Pisał kapitan Cook:
„Ludziom wydaje się, że rozmowa z człowiekiem, który żył tak długo na bezludnej wyspie, musi być niezmiernie zajmująca, i sądzą, że życie takiego człowieka było bardzo ciekawe. Jest to tymczasem najbardziej jałowy temat, jakiego może dostarczyć Natura... Widzimy przed sobą prawdziwego marynarza, którego jedyną troską było utrzymanie się przy życiu, a jedynymi rozmówcami kozy. (...) Łatwo byłoby upiększyć podobne opowiadanie wplatając weń wiele romantycznych wydarzeń”3 .
Indywidualistyczna, czy wręcz solipsystyczna wizja natury człowieka budziła także opór filozofów. Niedługo po wydaniu „Robinsona...” David Hume ripostował:
„W oderwaniu od społeczeństwa nie możemy sformułować pragnienia... Nawet gdyby wszystkie moce i żywioły natury sprzysięgły się służyć jednemu człowiekowi, (...) będzie on jednak nieszczęśliwy, dopóki nie będzie miał jednej przynajmniej osoby, z którą może podzielić się swoim szczęściem i której szacunkiem i przyjaźnią mógłby się cieszyć”4 .
1 John Maxwell Coetzee, Foe, przeł. Magdalena Konikowska, Kraków 2007, s. 81.
2 Daniel Defoe, Robinson Kruzoe, przeł. Józef Birkenmajer, Warszawa 1953, s. 205.
3 Z przedmowy Jana Kotta [w:] Daniel Defoe, op. cit., s. 16.
4 David Hume, Traktat o naturze ludzkiej, za: Ian Watt, Narodziny powieści, przeł. Agnieszka Kreczmar, Warszawa 1973, s. 105.

„Ja, który gotów byłem sądzić, że z łona śmierci przywrócony zostanę do życia, jeśli choć jedną będę miał przy sobie istotę mego gatunku (...), drżałem teraz na samą myśl oglądania człowieka i ledwie nie padłem bez życia na widok niemego śladu stopy ludzkiej na mojej wyspie”2 .
Brzmi tu Hobbesowskie homo homini lupus – człowiek jest dla człowieka przede wszystkim zagrożeniem, czy też mówiąc językiem homo economicus, konkurentem, złem koniecznym, przeszkodą na drodze do szczęścia. „Robinson Kruzoe” nie jest jednak, mimo stylizacji na autentyczną relację, historią prawdziwą. Defoe znał z pewnością wiele opowieści rozbitków i niczym nie przypominały one wytworu jego wyobraźni. Pisał kapitan Cook:
„Ludziom wydaje się, że rozmowa z człowiekiem, który żył tak długo na bezludnej wyspie, musi być niezmiernie zajmująca, i sądzą, że życie takiego człowieka było bardzo ciekawe. Jest to tymczasem najbardziej jałowy temat, jakiego może dostarczyć Natura... Widzimy przed sobą prawdziwego marynarza, którego jedyną troską było utrzymanie się przy życiu, a jedynymi rozmówcami kozy. (...) Łatwo byłoby upiększyć podobne opowiadanie wplatając weń wiele romantycznych wydarzeń”3 .
Indywidualistyczna, czy wręcz solipsystyczna wizja natury człowieka budziła także opór filozofów. Niedługo po wydaniu „Robinsona...” David Hume ripostował:
„W oderwaniu od społeczeństwa nie możemy sformułować pragnienia... Nawet gdyby wszystkie moce i żywioły natury sprzysięgły się służyć jednemu człowiekowi, (...) będzie on jednak nieszczęśliwy, dopóki nie będzie miał jednej przynajmniej osoby, z którą może podzielić się swoim szczęściem i której szacunkiem i przyjaźnią mógłby się cieszyć”4 .
1 John Maxwell Coetzee, Foe, przeł. Magdalena Konikowska, Kraków 2007, s. 81.
2 Daniel Defoe, Robinson Kruzoe, przeł. Józef Birkenmajer, Warszawa 1953, s. 205.
3 Z przedmowy Jana Kotta [w:] Daniel Defoe, op. cit., s. 16.
4 David Hume, Traktat o naturze ludzkiej, za: Ian Watt, Narodziny powieści, przeł. Agnieszka Kreczmar, Warszawa 1973, s. 105.
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







