„Foe” J.M. Coetzee’ego i senność na wyspie Kruzo
Mateusz Płatos, 29.01.2010
Swoją sytuację względem Foe, a więc i względem całego świata ją otaczającego, Susan projektuje na Piętaszka. Tak jak ona, na pewno chciałby on – myśli – przemówić, ale nie dysponuje językiem. Piętaszek jest pozbawiony także seksualności, innej sfery, dzięki której spotykają się ludzie, i podobnie czuje się Susan na wyspie. Wreszcie Susan chciałaby dać Piętaszkowi możliwość opowiedzenia swojej historii, ale nie może wyzwolić się od relacji władzy i własności, która ją z nim wiąże – władzy tak dyskursywnej (w końcu Susan tworzy swoje fantazje o Piętaszku, tylko ona może mówić), jak i realnej (jest skazana na posiadanie go i władanie nim). Dlaczego w ogóle zabiera go z wyspy, każe pracować, dlaczego mieszka on w piwnicy i śpi na podłodze? „Zdarzają się chwile gdy opuszcza mnie życzliwość, i wówczas traktuję słowa jedynie jako najprostszy sposób podporządkowania Piętaszka mej woli” . Nawet jednak gdy Susan ma ochotę emancypować Piętaszka, jest on pod stałym imperatywem jej słuchania, który bardziej być może zniewala niż milczenie. To dobra metafora postkolonialnego dyskursu, który chce wyzwalać innego, dawać mu głos, a gdy tego głosu nie słyszy, mówi za niego, korzystając ze starych, zniewalających wyobrażeń. Susan jednak nie przyjmuje porażki (byłaby to także porażka w jej własnej sprawie), nie odstępuje i w efekcie sama czuje się zniewolona także przez Piętaszka. „Piętaszek [jest] tyranem, co jeździ na mym grzbiecie” – skarży się. A jednak w rzeczywistości to Susan jest niesiona przez Piętaszka, tak jak w pierwszej scenie, i to ona naprawdę go zniewala. To może chciał pokazać Foe sadzając Piętaszka w groteskowej pozie – przy biurku, w todze, z piórem, niezdarnie kreślącego literki.
Role są już rozdane, a historia już opowiedziana, zdaje się mówić „Foe”. Każdy wie, kto jest niewolnikiem, Murzynem, kto kobietą (do powieści można zastosować oczywiście klucz stricte postkolonialny czy wręcz polityczny, lub feministyczny, co może jednak czyni z niej zbyt prostą grę). Autonarracja Susan jest skazana na niespełnienie, nie ma bowiem adresata, który mógłby jej wysłuchać, ale i sam język nie jest przystosowany do opisywania wyobcowania, samotności, pustki – wiecznej senności na wyspie Kruzo. W konsekwencji Susan sama przestaje w nią wierzyć, jej odrzucenie skutkuje jednak nie tylko odebraniem wolności, rozumianej właśnie jako możliwość kształtowania swojej tożsamości poprzez opowiadanie, ale i poczucia realności siebie i świata. Następuje derealizacja i depersonalizacja, od której można uciec tylko poza sferę języka, do miłosnego uścisku, choć i pozycja seksualna wyraża dominację (którą i tu Susan chce przełamać), zresztą Kruzo pomija nawet jej cielesność. Sama opowieść Susan, jej doświadczenie siebie staje się zatem snem – czymś iluzorycznym, niematerialnym, apodyktycznie subiektywnym. To symboliczna śmierć, odcięcie od świata, które w przypadku Piętaszka i Kruzo przyjmują formę dosłowną. W ostatniej części autor porzuca narratorkę, jakby szukając innej drogi do opowiedzenia historii. Nowy narrator (uosobienie autora?) zastaje bohaterów we śnie (a może martwych? tylko Piętaszek daje znaki życia). W starej skrzyni znajduje listy Susan, które kruszą się w jego dłoni – czy to rozpad jej historii? Czyta początek, po czym płynnie przechodzi do własnej opowieści, w której umieszcza się we wraku statku – jak mówi – w domu Piętaszka (jego śnie?). Ten anonimowy narrator chce usłyszeć jego historię. „To jednak nie miejsce dla słów” . Chyba tu kończą się złudzenia literatury, że przywróci głos tym, którzy nigdy go nie mieli, choćby dzisiaj było już dla nich miejsce. Oni już nie przemówią.
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







