artykul
Szkic do opowieści o losach Profesora - Fantasty
Maria Nowakowska, 07.03.2010

Następnym utworem sygnowanym nazwiskiem Tolkiena jest Rudy Dżil i jego pies, do którego ilustracje przygotowała Pauline Diana Baynes, która zajęła się również oprawą plastyczną książki Liść, dzieło Niggle’a i – uwaga – Opowieści z Narnii. John bardzo lubił jej charakterystyczny styl, czerpiący ze średniowiecznych wzorców.

Władca Pierścieni został ukończony w 1949 r. i w 1950 r. trafił – po dwunastu latach! – do wydawnictwa Allen&Unwin (nota bene – Pauline Baynes ozdobiła jedno z wydań swoimi pracami, ale nie było to wydanie pierwsze).

Minęły jednak jeszcze cztery zanim książka ujrzała światło dzienne. Dojście do kompromisu pomiędzy twórcą a wydawcami nie było łatwe. Tolkien, znany ze swojego perfekcjonizmu, miał konkretną wizję swojej książki, od której przez pewien czas nie chciał odstąpić. Władca Pierścieni miał ukazać się razem z Silmarillionem, a jedna z ksiąg – Ksiega Mazarbul – miała być wydrukowana przy pomocy technik reprodukcji chemigraficznej, które pozwoliłyby oddać piękno tekstu, ozdobionego fragmentami pisma elfów i krasnoludów, spisanych na papierze o porwanych i nadpalonych brzegach, pokrytym dodatkowo „zaschniętą krwią”, którą Tolkien pieczołowicie nanosił na karty. Tego, jak na czasy powojennej oszczędności, było za dużo. Już sam papier był towarem drogim, co uniemożliwiało wydanie książki o takiej objętości jak Władca…, a w każdym razie czyniło podobne przedsięwzięcie kompletnie nieopłacalnym. Co więcej, wydawnictwo Allen&Unwin zażądało wglądu w rękopisy przed powzięciem decyzji; Tolkien, dotknięty do żywego, wycofał się z propozycji i udał się do wydawnictwa Collins. To, po fali początkowego entuzjazmu, domagało się wykreślenia całych partii tekstu. Rozczarowany, pisarz zamierza w ogóle poniechać wydania książki. Na szczęście o perypetiach dowiaduje się Rayner Unwin, który w dzieciństwie przyczynił się swoim zdaniem do wydania Hobbita, a obecnie zaczyna pracę w wydawnictwie swojego ojca. Pisze on list do Tolkiena, w którym prosi o przesłanie manuskryptu, obiecując, że zaakceptuje go bez żadnych poprawek. John wysyła tekst, jednak niechętnie. Rayner dotrzymuje słowa i przygotowuje książkę do druku; zakłada, że jest ona wartościowa, ale mimo wszystko przyniesie straty. Żeby je zminimalizować decyduje się wydać książkę w trzech tomach, po jednym na rok (w końcu ukażą się w latach 1954-55). Pozwala to również uniknąć finansowej pułapki związanej z ceną papieru. Tolkien idzie na ustępstwa, godząc się na podział Władcy Pierścieni na trzy części, zaznaczając jednak, że wszystkie tomy będą miały oprócz swoich tytułów również ten, którym on opatrzył całość. Znane nam dzisiaj nazwy – Drużyna Pierścienia, Dwie Wieże i Powrót Króla zostały wymyślona przez Raynera Unwina. Tolkien jednak nigdy się z tym nie pogodzi, cierpliwie przez lata tłumacząc, że jedyny logiczny podział to ten na Władcę Pierścieni i Silmarillion. O tym, że wydanie trylogii było czymś niestandardowym z punktu widzenia wydawnictwa, informuje też umowa; figuruje w niej punkt, według którego jeśli pojawią się jakieś zyski, to wydawnictwo podzieli się nimi z pisarzem po połowie. Zwyczajowo wydawcy przypadała większa część zarobku, w tym wypadku nikt jednak nie spodziewał się powodzenia. Kolejną trudnością okazuje się dla Tolkiena dostarczenie map; bardzo dużo wysiłku pochłania opanowanie wszystkich szkiców, nieraz niejasnych lub sprzecznych ze sobą. Do tej benedyktyńskiej roboty zgłasza się Christopher, wykładowca w Oxfordzie i jeden z najbardziej cenionych krytyków prac ojca. Sporządza on dwie doskonałe mapy; nad ostateczną wersją drugiej z nich – ilustrujących topografię Shire’u, pracuje bez przerwy przez całą dobę. Latem 1954 r. Tolkien-ojciec składa w wydawnictwie komplet materiałów (tekst Władcy…, uzupełniony fragmentami Silmarillionu, mapy i genealogie) – po szesnastu latach pierwsze dwa tomy Władcy Pierścieni wyjeżdżają z drukarni.

Pisarz jest niespokojny: "Boję się jej opublikowania, bo nie będę mógł nie zwracać uwagi na recenzje. Odsłoniłem swoje serce na strzały." zwierza się o. Robertowi Murray’owi. Nie zawodzi go Lewis – jego recenzja w „Time and Tide” z 14 sierpnia 1954 r. jest więcej niż entuzjastyczna; Clive ostrzega jednak – moja przychylność zjedna ci wielu wrogów. Tak też się dzieje – tekst Lewisa jest często wyśmiewany, ale jednak Władca…broni się dobrymi recenzjami. Pierwszy nakład rozchodzi się dosyć szybko. We wrześniu 1955 r. BBC adaptuje książkę na dziesięcioodcinkowe słuchowisko radiowe; w dwa lata później Tolkien zostaje uhonorowany International Fantasy Award; jest to jego pierwsza nagroda literacka.


Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
Wasze opinie
    news
owesattilia, 29.09.11
<a href=http://lipitor-generico-atorvastatina.webs.com>lipitor generico 40 mg</a>
<a href="http://lipitor-generico-atorvastatina.webs.com">lipitor generico 10 mg</a>



impuissance sexuelle masculine, 02.11.10
impuissance raisons http://impuissance-masculine.e-monsite.com/ impuissance raisons http://impuissance-masculine.yolasite.com/ impuissance feminine


*jubel, 08.03.10
To ja dziękuję :-D

A jednocześnie proszę wszystkich o ew. uwagi faktograficzne, bo już wiem, że jeden drobiazg trzeba dopisać (co wskazała osoba odpowiedzialna za facebookowy profil Kwartalnika Espe, której z tego miejsca bardzo dziękuję).



no title~nincompoop, 08.03.10
To pierwsze tak bogate , porządnie napisane i ciekawie ilustrowane opowiadanie o życiu i twórczości Mistrza jakie czytam w języku polskim .
Dostarcza rzetelnych informacji i ciekawostek z życia pisarza i kolejny raz przekonuje nas o talencie recenzencko-pisarskim Marii Nowakowskiej . Dziekuję i oby tak dalej .




Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos