Rok 1926 przynosi Johnowi nowego przyjaciela w osobie Clive’a Staplesa Lewisa, znanego szerzej jako autor Opowieści z Narnii. Nie jest to jednak sympatia od pierwszego wejrzenia. "To gładki, blady, wygadany facecik. [...] Uważa, że literaturę pisze się dla rozrywki mężczyzn pomiędzy trzydziestką a czterdziestką [...] Zupełnie niegroźny, tyle, że dobrze by mu zrobiło parę kuksańców" – notuje z przekąsem Lewis w swoim pamiętniku.

Mężczyzn do pewnego stopnia łączy biografia – oboje walczyli na froncie zachodnim i zostali z niego wycofani z powodu zapadnięcia na gorączkę okopową. Lewis wkrótce podejmuje studia na Oxfordzie, gdzie zdobywa najpierw stopień bakałarza literatury, by w dwa lata później zostać wykładowcą, uwielbianym przez studentów i obdarzonym dźwięcznym, silnym głosem – literatury średniowiecznej i renesansowej. Najbardziej fundamentalna różnica zawiera się w podejściu obu mężczyzn do religii i mitów – Tolkien jest zdeklarowanym katolikiem, Lewis – ateistą. Johnowi udaje się jednak przekonać przyjaciela, by zmienił stanowisko w obydwu kwestiach, nie uprzedzajmy jednak faktów.
Clive Staples Lewis
Mamy rok 1926; Tolkien zakłada nieformalną grupę Kolbitar (z islandzkiego – Węglożerni, Gryzący Węgiel – prawdopodobnie od siedzenia tak blisko ognia, że prawie je się węgle). Osoby zrzeszone w kole dyskutują o czytanych w oryginale (staronordycki) sagach islandzkich oraz prezentują własną twórczość. Clive dołącza do Węglożernych w 1927 r. i staje się – zapewne ku własnemu zaskoczeniu – przyjacielem Tolkiena i fanem jego twórczości. John zapoznaje go najpierw z poematem o Berenie i Luthien. Zachęcony entuzjastyczną reakcją, Tolkien prezentuje jeszcze fragmenty Sillmarillionu wraz z przygotowanymi przez siebie mapami. Lewis zdradza mu w zamian swoje marzenie – chce być beletrystą oraz pisać poezje. Tolkien, po wysłuchaniu kilku prób literackich utwierdza go w powziętej decyzji; o jej trafności nie trzeba nikogo przekonywać. Ich przyjaźń, opisana przez Lewisa w książce Cztery miłości, będzie rozkwitać nad antałkiem ciemnego piwa, przy rozmowach o książkach – swoich i cudzych oraz dyskusjach nad istnieniem świata. Gdy małżeństwo Tolkiena wejdzie w trudny okres, związany z nieporozumieniami na tle wychowania dzieci i spraw wiary, Clive okaże się dla przyjaciela istotnym wsparciem; Tolkien przyznaje, że ceni go po równo za intelekt i za wielkie serce. Nie była to jednak więź, która trwała do śmierci. W latach czterdziestych mężczyźni odsunęli się od siebie; za jeden z powodów uznaje się różnice w podejściu do literatury. Nie doszło jednak nigdy do oficjalnego zerwania kontaktów, nie ustał też wzajemny szacunek i sympatia, co widać chociażby w tekście stworzonym przez Tolkiena po śmierci Lewisa w 1963 r.: „Był wielkim człowiekiem i wszelkie wyrachowane oficjalne noty pośmiertne zaledwie powierzchownie oddają jego zalety.”
Z osobą C.S. Lewisa łączą się jeszcze dwie, niezbyt dalekie od siebie sprawy – jego nawrócenie i esej Tolkiena O baśniach.

Irlandczyk, wychowywany w bogobojnej rodzinie, określił się jako ateista w wieku lat piętnastu, gdy, jak sam napisał, stał się „bardzo zły na Boga za Jego nieistnienie”. Swoją decyzję umacniał licznymi lekturami i zdawało się, że jest ona ostateczna. Jednak, jak sam pisał, gdy znalazł w Tolkienie „jedynego słuchacza”, wiele kwestii zaczęło się zmieniać. Oprócz wejścia na ścieżkę literacką – o czym wspominałam – w wyniku licznych dyskusji odrodził się w Lewisie pierwiastek wiary. Jednym z kluczowych momentów tego procesu jest rozmowa z Tolkienem na temat mitologii, w sobotę, 19. września 1931r. Spór biegł po linii prawdy i fałszu; obaj przyjaciele dostrzegali potęgę mitów, jednak Lewis utrzymywał, że są one po prostu „bezwartościowymi kłamstwami, zaprawionymi jednak słodyczą”. Z taką opinią Tolkien nie mógł się zgodzić; zreplikował w następujący sposób, akcentując wytwórczą rolę człowieka, podległego Bogu, w konstruowaniu mitycznych światów: "[…] człowiek nie jest zaprzysiężonym kłamcą. Może sprowadzać swoje myśli do kłamstw, lecz pochodzi od Boga i od Niego czerpie swoje najważniejsze ideały. […] A więc nie tylko abstrakcyjne ludzkie myśli, ale również wytwory jego wyobraźni muszą pochodzić od Boga, a zatem muszą odzwierciedlać choć odrobinę wiecznej prawdy. Tworząc mity i różne mitologie oraz zaludniając świat elfami, smokami oraz goblinami, opowiadający człowiek w istocie współtworzy Boże dzieło i przekazuje nam drobny, rozszczepiony refleks prawdziwego światła. […] w pogańskich mitach Bóg objawia się poprzez umysły poetów, a powstające w nich obrazy odzwierciedlają fragmenty wiecznej prawdy. Chrześcijaństwo jest takim właśnie odzwierciedleniem; jednakże, co ogromnie ważne, poetą, który je wymyślił, był sam Bóg, posługujący się rzeczywistymi ludźmi oraz prawdziwymi faktami." Jego argumenty znalazły drogę do serca i umysłu Lewisa i jeszcze w tym samym, 1931 r., Clive wstąpił w szeregi wyznawców kościoła anglikańskiego. Wybór akurat tego odłamu chrześcijaństwa był dla Tolkiena pewnym rozczarowaniem; liczył on, że przyjaciel dołączy do grona rzymskich katolików. Konwersja miała znaczny wpływ na twórczość Lewisa, która – zwłaszcza po II Wojnie Światowej – obfituje w wątki chrześcijańskie. Dla porządku dodajmy, że powyższa dyskusja zaowocowała jednym z bardziej znanych niefabularnych tekstów Tolkiena – zapisem wykładu O baśniach (On Fairy-Stories), wygłoszonego pierwotnie na uniwersytecie St. Andrews 8 marca 1939r. Jądrem eseju jest przekonanie o istotności i suwerenności baśni jako gatunku; Tolkien odpiera zarzuty eskapizmu, potępia też strukturalistyczno-antropologiczne podejście, według którego wszystkie baśnie są jedną i tą samą historią. Baśń powinna być traktowana serio, bez zarezerwowanego dla bawialnianej lektury lekceważenia, ale i bez czatowania na symbolistyczno- tajemne głębie; baśń to literatura opowiadająca o ludziach, mówi Tolkien, i to zdanie tylko pozornie jest banałem.
To ja dziękuję :-D
A jednocześnie proszę wszystkich o ew. uwagi faktograficzne, bo już wiem, że jeden drobiazg trzeba dopisać (co wskazała osoba odpowiedzialna za facebookowy profil Kwartalnika Espe, której z tego miejsca bardzo dziękuję).
no title~nincompoop, 08.03.10
To pierwsze tak bogate , porządnie napisane i ciekawie ilustrowane opowiadanie o życiu i twórczości Mistrza jakie czytam w języku polskim .
Dostarcza rzetelnych informacji i ciekawostek z życia pisarza i kolejny raz przekonuje nas o talencie recenzencko-pisarskim Marii Nowakowskiej . Dziekuję i oby tak dalej .
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







