artykul
Prawo do indywidualności
Z Anną Klejzerowicz, autorką powieści kryminalnych, rozmawia Krzysztof Maciejewski

Krzysztof Maciejewski: Oceniając dzisiejsze kryminały można odnieść wrażenie, że dominują w nich dwa nurty - makabra i humor. Mamy więc opowieści w stylu Adama Zalewskiego i Marka Krajewskiego oraz lżejsze historie w stylu Joanny Chmielewskiej. Czy taki podział rzeczywiście występuje?

Anna Klejzerowicz: Mnie się to jednak wydaje uproszczeniem. Kryminały są różne. Oprócz makabrycznych i  humorystycznych istnieją jeszcze... po prostu kryminały. Na przykład powieści Wrońskiego albo choćby „Morderstwo w Alei RóżCegielskiego – by zostać przy najnowszych polskich przykładach. To są rasowe powieści kryminalne. A książek Marka Krajewskiego wcale nie zaliczyłabym do makabry... To już może raczej przyjęłabym takie założenie, że mamy kryminały bardziej serio – realistyczne - oraz kryminały z przymrużeniem oka. Choć takie szufladkowanie zwykle bywa złudne.

Ale czy chce Pan powiedzieć, że sama popełniłam oba te wymienione przez Pana rodzaje?...

 

Takie mam podejrzenia…

Bo fakt, coś w tym jest. „Sąd Ostateczny” może się miejscami wydawać mroczny i makabryczny. Z tym, że makabra w tej książce wywodzi się niejako od samego Hansa Memlinga... ;-)

Ludzie Średniowiecza mieli niespożytą wyobraźnię w tym zakresie: wyszukane tortury, przemoc, śmierć i odzieranie człowieka z jego godności oraz sprowadzanie jej do roli groteski było dla nich chlebem powszednim. Albo pożywką. A ja pisałam między innymi o konkretnym obrazie, więc nie mogłam tego uniknąć, w ten czy inny sposób i tak musiałabym to opisać.  Poza tym... niestety, ale ta makabra, ciemnota, fanatyzm, okrucieństwo, całe to piekło jest w nas, w ludziach - ostatnio powraca nawet jakby ze zdwojoną siłą, otacza nas zewsząd, wystarczy włączyć wiadomości w telewizji lub Internecie. Trzeba o tym pisać, pokazywać to. Pomijanie tego jest samooszukiwaniem się, że nasz świat, nasza cywilizacja chroni nas przed złem, a nawet nasze zbrodnie są subtelne, wysublimowane, popełniane ze smakiem i finezją. Tak nie jest - i wiemy o tym, choć może nie zawsze chcemy wiedzieć. Prawdę mówiąc, ludzkość niewiele się od czasów Memlinga zmieniła. I dlatego psychopata z mojej powieści jest w stanie wprowadzić w czyn – w imię swoich przekonań, czy też raczej, w tym przypadku, chorych urojeń – przerażające wizje średniowiecznego artysty...

Natomiast „Ostatnią kartą jest Śmierć” to – i owszem - zupełnie inny rodzaj kryminału. Jest to historia lekka i z przymrużeniem oka, klasyczna, przyjazna, i wcale nie aż taka straszna. Taki miałam zamysł.  Wszystko zależy od opowiadanej historii. Każda potrzebuje innych środków wyrazu.

 

Emil Żądło i Weronika Daglewska mocno się między sobą różnią (nie tylko płcią ;-). Który z tych bohaterów jest bliższy Pani mentalności?

Ooo, to trudne pytanie. Człowiek siebie tak do końca nie zna... Z pewnością oboje mają w sobie po jakimś kawałku mojej mentalności - choć to całkowicie samodzielne byty. Weronika to silna osoba. Jest otwarta, przebojowa, zaradna, uparta i nigdy się nie poddaje. Chciałabym oczywiście być taka jak ona, ale to mi nie zawsze wychodzi. Emil w prywatnym życiu jest zdecydowanie słabszym człowiekiem, pełnym kompleksów, nieuporządkowanym, niezorganizowanym, niezbyt pewnym siebie, impulsywnym. Chyba, niestety... wstyd się przyznać, ale bliżej mi do niego...  

 

Jakie opowieści najbardziej Pani lubi czytać?

Ja lubię czytać niemal wszystko – byle było to tak napisane, że do mnie przemówi. I nie tylko kryminały. Ale lubię właśnie... opowieści. Konkretne i dobrze opowiedziane historie: z pomysłem, akcją, intrygą i tajemnicą. Nie przepadam za książkami o niczym, za powieściami, które opowiadają wyłącznie o czyichś przeżyciach – obojętnie, w sensie duchowym czy materialnym. Chyba że ktoś potrafi zrobić z tego thriller psychologiczny;-) Generalnie nie lubię jałowego wałkowania cudzych wewnętrznych problemów egzystencjalnych. Historia ma być historią.   

 

A jaką książkę chciałaby Pani przeczytać, ale jeszcze nikt jej nie napisał?

Nie wiem, nad tym się nigdy nie zastanawiałam. Ludzka wyobraźnia to niezmierzony wszechświat, nie da się go zmierzyć ani przewidzieć. Ale... jeśli taka książka gdzieś kiedyś powstanie, wtedy powiem: O, to jest książka, na którą czekałam przez całe życie!  Nie pierwszy raz zresztą. Było ich już mnóstwo.


Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos