artykul
Kto z magią wojuje...
Nigdy nie brakowało osób, które stały na przeciwległym biegunie wobec nienazwanego. Swój najcięższy oręż, mózg, racjonaliści wytaczali jak armatę przeciwko okultystycznym teoriom. Batalie pozostawały zawsze nierozstrzygnięte...

Niektóre epoki w walce z niewytłumaczonym rodziły wiekopomne dzieła, jak Malleus Maleficarum. Te podręczniki zwalczające ciemne siły historia oceniła jako pomniki ciemnogrodu.
I w dzisiejszych czasach można się natknąć na pozycje roszczące sobie prawo do miana rozpraw naukowych. Jednak wiarygodność ich zaczyna pękać w szwach nie po stu-, ale dziesięcioleciach.

Duchy, Gwiazdy i Czary autorstwa L. S. de Campa to skarbnica wiedzy o ruchach religijnych, mistycznych zachodniego świata a także o ewolucji okultystycznych wierzeń i wpływie, jakie miały one na jednostki. Astrologia, numerologia, spirytyzm i niemal wszystkie zjawiska otoczone nimbem tajemnicy, są tutaj opisane miejscami szczegółowo. Jednak w manierze lekceważenia ich wartości dla codziennego życia; otóż konceptem pracy jest "demistyfikacja" owej w specyficzny sposób przez autora postrzeganej magii. Książka napisana jest bowiem z materialistycznego punktu widzenia, który w analitycznej nauce widzi jedyną możliwość poznania świata.

Dzieło stawia wiele pytań, lecz bardzo uproszczone odpowiedzi na nie mogą usatysfakcjonować jedynie nielicznych poszukiwaczy prawdy. Informacje na temat chrześcijaństwa, katolicyzmu mogą zaś podkopać wiarę nawet najbardziej "niezachwianych" w swych przekonaniach obrońców religii naszego kręgu kulturowego. Odnosi się wrażenie, iż między słowami de Camp stawia pytanie: Czy magia przeżyje chrześcijaństwo?

Autor bierze pod lupę cywilizację zachodnią, zgłębiając się w czasy antyczne. Jednak najwięcej miejsca poświęca chrześcijaństwu a głównie katolicyzmowi.
Według de Campa religia jest ściśle związana z magią. Twierdzi on, że wiele opowieści Starego Testamentu wywodzi się z dawnych mitów mezopotamskich, zaadaptowanych potem do "podmurowania" wiary w tej najświętszej z ksiąg:

"Opowieść o Noem została zapożyczona z sumeryjskiej legendy o bohaterze imieniem Ziusudra, który uciekł łodzią, gdy bogowie zatopili jego miasto. (. . .) Wieża Babel znana z księgi Genesis, XI, była prawdopodobnie babilońskim zigguratem."

W książce natkniemy się na opisy zachodzących między sobą zjawisk, niewygodnych dla zwolenników pewnych zapatrywań na "boskość" religii. Takie analizy dotyczą np. początków chrześcijaństwa w Rzymie. Jego wyznawcy byli najprężniejszymi przedstawicielami wśród tych wszystkich religii, które prócz państwowej wiary były wyznawane przez mieszkańców najpotężniejszego starożytnego mocarstwa. Chrześcijanie byli piętnowani przez władzę państwową, gdyż jedynie w swojej religii widzieli szansę zbawienia, a inne kulty były dla nich dziełem szatana. Szczególnie uderzający wydaje się fakt, że tak samo, jak chrześcijan rzucano na pożarcie lwom, tak i po zwycięstwie wyznawców religii Jezusa nawróceni na nią cesarze rzymscy równie okrutnie mordowali wróżbitów czy też pogan tylko za odmienność wyznań.

De Camp jest sceptykiem wobec zjawisk nadprzyrodzonych, ale na początku przekonuje nas, że magia to bardzo żywa dziedzina. Przesądy, które niemal weszły nam w krew, to tak naprawdę te nieracjonalne elementy, tkwiące w podświadomości osób mieniących się nawet największymi realistami. Gdyż nieraz postępujemy identycznie jak szamani podczas obrzędu magicznego... Ich rytuały odprawiane w celu powiedzenia różnych przedsięwzięć to niejako odzwierciedlenie życzeń szczęścia, szeptanych przez Amerykanów do kości rzucanych podczas gry.

Wobec możliwości przewidywania przyszłości de Camp jest całkowitym sceptykiem. Jednak nie tłumaczy on (tylko wyśmiewa) znaczenia pozornie bezsensownych zjawisk, jak np. czytanie z fusów. W rzeczywistości te wszystkie narzędzia, jak m.in. wahadełko, są "pomostem" dla intuicji, która u niektórych osób tylko w taki sposób może być skłoniona do pracy.

Rozdział poświęcony wróżbom nie wspomina o wielu odgałęzieniach sztuki dywinacji, jak tarot czy runy. Chiromancji autor poświęca zaledwie parę linijek tekstu. Ogranicza jej wpływ do kolorytu targów i kuglarskich sztuczek. Szczególnie tutaj przemilczanie naukowych hipotez dotyczących tego zjawiska rzuca się w oczy. De Camp nie wspomina chociażby o naukowych badaniach Uniwersytetu Londyńskiego, podczas których stwierdzono, iż pewne powtarzające się znaki na dłoniach odpowiadają określonym schorzeniom u pacjentów.
Autor podaje liczne przykłady wróżb przepowiadanych przez wszelkiego rodzaju proroków. Ciekawie opisuje życie Grecji i Rzymu, gdzie wróżbici pobierali pensję od państwa. Tematy przepowiedni, o których w książce możemy przeczytać to np. wielokrotne ostrzeżenia przed końcem świata, które się nie spełniały. Były to bezsprzecznie oszustwa, ale de Camp traktuje je jako poświadczenie o nieuczciwości wszystkich wróżbitów. Ten argument można skwitować wzruszeniem ramion, gdy pamięć podsuwa nam fałszywych proroków, których nie mało i w nauce.

Strony: 1 2 3
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos