artykul
(Nie)świadomość na styku duchowości
Z Pawłem Orłem - pisarzem, poetą i dramaturgiem - rozmawia Krzysztof Maciejewski

 

Krzysztof Maciejewski: Ahoj.

 Paweł Orzeł: Cześć.

Duchowo jesteś z Madrytu, jak przyznałeś... Jest ten Madryt w Twoich utworach gdzieś wszyty?

Nie tylko duchowo. Metrykalnie też. Madryt jest obecny. I nie jest... To moje prywatne centrum wszechświata, przez co uczciwe pisanie bezpośrednio o nim okazuje się chyba dla mnie za trudne, a w efekcie końcowym rozczarowujące. Powiedzmy, że jest to miejsce tak ważne, wręcz tak intymne, że jeszcze chcę je zachować dla siebie. Choć oczywiście istnieje pewna możliwość, że niebezpośrednio, w formie pewnych mniej lub bardziej czytelnych klisz pojawia się. Może to nawet nieuniknione.

Foto: Joanna Kamieńska

Czy dla pisarza ważne jest miejsce, w którym tworzy?

Kwestia bardzo indywidualna. Nie tyle w skali makro - dużych miast czy miejscowości, ale właśnie mikro - tej codziennej przestrzeni, którą podporządkowuje swojemu pisaniu. Związane z nią są na pewno indywidualne rytuały, przyzwyczajenia... Nie wierzę, że można w każdych warunkach, w dowolnym miejscu i czasie pisać na równym, załóżmy że wysokim poziomie. Równie ważny jest sam mechanizm pisania. Chyba jestem z wymierającego gatunku, który wszystko uzależnia od długopisu i kartki. Nie potrafię twórczo pisać na komputerze. Czy jestem przez to we współczesnym świecie upośledzony?

 

Podchodzisz z pietyzmem do pisania? Czy jest to dla Ciebie rzemiosło, czy bardziej natchnione bytowanie w stanie łaski?

Nieśmiertelne pytanie w naszej kulturze. Odwieczne i ciągle chyba bardzo trudne. Najlepiej jest powiedzieć, że każde natchnienie czy stan twórczej łaski powinien dla pełni szczęścia być podparty odpowiednim warsztatem i sumiennością w pracy. Uważam, że pisanie, literatura, przede wszystkim proza, wśród przejawów kultury ma bardzo specyficzne miejsce. Gdzieś na styku rzemiosła i czystej myśli, swoistego intelektualizmu i artyzmu. Oczywiście nieco upraszczając...

 

Jak mówiłeś - najciekawsze dzieła – bez względu na to, czy chodzi o architekturę, teatr, kino czy literaturę, powstają zawsze na styku kultur...

Tak. Może głoszę jakąś herezję, ale uważam, że dzieła, które możemy uważać za, powiedzmy, sztandarowe, jakieś opus magnum czy wzorcowe dla jakiegoś okresu na swój sposób w tej swojej – tak zwanej – doskonałości są nudne. Po prostu. Nawet jeśli czasem mówi się, że dzieł „czystych” nie ma. Historia sztuki, którą miałem przyjemność ukończyć, powinna właściwie nazywać się „historią znanych lub wybitnych dzieł”. To wierzchołek góry lodowej, o wielu rzeczach się nie mówi. Trzeba ich samemu szukać. Ferment, który powstaje na styku kultur, jest właśnie doskonałym miejscem na tego typu poszukiwania.

 

Wiesz, to mnie trochę zaskoczyło. W Twoich książkach, które znam, nie znalazłem jakichś bezpośrednich nawiązań do historii, architektury czy malarstwa. A może niedokładnie czytałem?

W moim debiucie prozatorskim „Nic a nic” właściwą akcję opowiadań zastępuje swoista wędrówka między dziełami sztuki. Od obrazu do budynku, od budynku do utworu muzycznego... I tak przez dziesięć opowiadań w sposób bardzo intensywny, nawet nieco paranoiczny. Może to była jakaś próba poradzenia sobie z nadmiarem bodźców kulturowych? Nie wiem. Efekt tego przesycenia jest taki, że faktycznie przestałem robić bezpośrednie aluzje do czyichś dzieł, przede wszystkim plastycznych. W „Cudzychsłowach” bardziej interesowała mnie materia samego słowa, jego historia, możliwości i ograniczenia. „Ostatnie myśli” w tym względzie stoją w opozycji do „Niców”, bo główny bohater-narrator nie wsłuchuje się w kulturę ani nie roztapia się w niej. W centrum stawia siebie. Siebie i swój pokój, w którym oczywiście kultura musi być obecna, chociażby przez książki, których tytułów nie podaję, ale jest tylko jednym z rekwizytów tego przedstawienia. Równie ważnym jak poduszka. Sytuacja bohatera zmagającego się z własnym ciałem pozwala na tego typu ryzykowne przewartościowania.

 

Zapytam może o ukryty przekaz Twojej ostatniej książki, to o czym mi wspominałeś na spotkaniu – o spojrzeniu z różnych punktów widzenia na te same sytuacje... Czy lubisz takie gry formalne?

Ukryty przekaz? Chyba nie ma jednogłośnego ukrytego przekazu lub jestem go nieświadomy. Istnieje taka możliwość. Jest nawet bardzo prawdopodobna. W tej książce z pozoru nieliteracka i nieciekawa sytuacja – niemożność zaśnięcia lub po prostu bezsenność – staje się pretekstem do badania człowieczeństwa. Chyba tak to mogę określić. W ten sposób postawiony przeze mnie problem, wymagał pewnych rozwiązań formalnych. Specyficznej konstrukcji zdania, odpowiedniego układu tekstu... Chodziło o to, by tekst działał również na czytelnika wizualnie. A że lubię eksperymentować, był to znakomity pretekst, by znów zrobić coś nietypowego. Lubię, kiedy dzieje się coś na wielu płaszczyznach. Samo opowiadanie historii mnie nudzi...


Strony: 1 2
Wasze opinie
    news
..,.,~.,,.,, 03.04.12
pan Orzel wydaje sie szalencem, ale szalencem pozytywnym. wiedzy i umiejetnosci na pewno odmowic mu nie mozna. ciekawa postac. kazda ksiazka inna,,,


Guay!!!~Asturias-Constantino, 07.02.12
No puedo leer el texto, pero las fotos son preciosas. Parece difícil imaginar que aquél niño con el que jugaba yo en Madrid ya sea todo un hombre. Enhorabuena y mucha suerte
Un abrazo. Constantino



takst~camissia, 04.02.12
bardzo ciekawy....Czytam jego i uwazam,ze jest potrzebny.Mam nadzieje,ze nie tylko w Polsce bedzie podziwiany.Czekam na kolejna jego tworczosc




Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos