Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Życie jest śmieszne, Mateusz Płatos

    artykul

Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Życie jest śmieszne
Mateusz Płatos, 01.09.2012

Przy całym swoim zamiłowaniu do chronologii, dat i nazwisk, jasnym umyśle i względnie uporządkowanej wizji opisywanej rzeczywistości Boy pozostał jednak przy prostej, nie budzącej szacunku anegdocie. Ten zawzięty tłumacz Balzaka miał już bardzo nowoczesną świadomość pisarską, w której wielkie, obiektywizujące rzeczywistość narracje zostają zastąpione przez konkret i perspektywę subiektywną. Znowu zabrnąłem daleko, bo coś takiego można by napisać o niemal dowolnym dziele XX-wiecznym. Interesująca jest jednak realizacja tej poetyki właśnie w formie anegdoty. A dokładnie w formie spiętrzonej masy anegdot, która zdaje się pokrywać całe życie, wręcz definiować je jako ciąg zabawnych i smutnych zarazem historii, które możemy czasem uchwycić, jak w błysku flesza. Smutnych, bo skończonych – anegdota, jak fotografia, zawsze przedstawia coś, czego już nie ma, zawsze więc kryje w sobie nostalgię czy wręcz pewne memento mori. A dlaczego zabawnych? Boy napisał raz o założycielu słynnej krakowskiej kawiarni: „O Michaliku pisano w nekrologach wiele pięknych, a zdawkowych rzeczy: polski Ragueuneau, ukochał sztukę, karmił ciastkami artystów etc. Jak zwykle, wszystko było zupełnie inaczej i o wiele zabawniej”. Wyłożył tu Boy swoją koncepcję kultury, w której każda rzecz, osoba czy zdarzenie, gdy trafia do pamięci zbiorowej, od razu zastyga i brązowieje, traci indywidualność i żywiołowość, zmienia się w mit. Boy przekuwa mit w anegdotę (co nikomu tu nie przeszkadza, ale to samo robi przecież choćby z Mickiewiczem w Brązownikach), czym chce jakby odsłonić obrosłą tłuszczem (sarmackim) tkankę życia. Warto przytoczyć tu definicję śmiechu według Bergsona, który uważał, że jest to rodzaj zaskoczenia i radości z tego, co nieoczekiwane, niespójne, nowe. Śmiejemy się, bo założyliśmy sobie jakiś schemat, a nie ma żadnego schematu, żadnej powtarzalności. Niesamowite jest więc właśnie to, że poczciwy Michalik wcale sztuki (modernistycznej) nie ukochał i nigdy nie poczęstował nikogo ciastkiem, a mimo to on właśnie stworzył artystom to legendarne już miejsce. Uogólniając, czego Boy szczęśliwie nie robi, życie jest piękne i śmieszne, bo jest niesamowite, a jest niesamowite, bo w ogóle się jakoś toczy, choć, logicznie rzecz biorąc, nie powinno. Jest piękne także dlatego, że jest... ludzkie. Inny przykład: Kraków na przełomie XIX i XX wieku dosyć prężnie się modernizował. Wiadomo, tak jak inne miasta i w ogóle wszystko się wtedy modernizowało. Jest w tym znowu ten suchy, bezosobowy determinizm, bo nic „się” przecież nie robiło – tylko znalazł się taki Juliusz Leo i on... itd. W ten sposób Boy przywraca historię ludziom.

Jeszcze tylko jeden cytat, w którym Boy tak opisuje przemiany Krakowa: „Młoda cyganeria z dumą przywdziewa uniform artysty, parysko-zakopiańską pelerynę, która ma tę zaletę, że wraz z młodopolskim krawatem pokrywa niedomagania ubrań i bielizny. Życie przenosi się z salonów do knajpy, a jeżeli zawadzi o salon, to o bawialnię jakiegoś lekarza czy profesora”5. Zręczne metafory, które mogłyby zastąpić porządny rozdział z podręcznika do Młodej Polski. A jednak są one nieprzypadkowe i wyrażają zainteresowanie Boya dla samej „materii życia”, a przede wszystkim – przestrzeni. Jeśli tylko Boy nie pisze o ludziach, pisze o miejscach. Im poświęca całe rozdziały, których same tytuły dużo już mówią (Prawy brzeg Wisły, Ludzie i mury). Są dwa rozdziały o kawiarniach, a na niemal każdej stronie salony, teatry, knajpy i kamienice. Boya interesuje także paradoksalna zależność ludzi, a i wielkiej sztuki od prostych warunków materialnych. I tak np. największa zasługą Wyspiańskiego w popularyzacji sztuki było... przejście na pastele, które były tańsze i malowało się nimi szybciej, dzięki czemu kupno obrazu stało się dostępne dla średnio zamożnego mieszczaństwa. Sam wreszcie Kraków jest przestrzenią jakby zaklętą, zamkniętą na zmiany, wysysającą z ludzi energię. Dlatego narodziny nowego, żywotnego ruchu artystycznego właśnie tam było dla Boya cudem, czyli znów czymś przeczącym logice i oczywiście – śmiesznym. Stare mury, chcąc nie chcąc, wchłonęły ten cud i dobrze go zakonserwowały, bo dzisiaj Kraków broni swojego artyzmu równie skutecznie, co niegdyś szlachectwa...

Oczywiście, że znasz! Myślę, że tej niewielkiej książeczki nie trzeba nikomu przedstawiać, a już z pewnością nie musi tego robić ledwie odrosły od ziemi (pod)Warszawiak. Piszę ten tekst właściwie z przekonania, że świeży entuzjazm zawsze jest w cenie, a i w zgodzie tradycją Papierowych Myśli pisania o książkach równie wybitnych, co zapomnianych i niedzisiejszych.

 

Czasem niedzisiejszych


Strony: 1 2 3
Wasze opinie

Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos