artykul
Odys w podróży
Z Krzysztofem Lisowskim - autorem niedawno opublikowanej książki "Czarne notesy (o niekonieczności)" - rozmawia Krzysztof Maciejewski

Papierowe Myśli: Czym jest dla Pana obszar podróży (literacko i osobiście)?

Krzysztof Lisowski: Żeby zabrzmiało to naturalnie: inspiracją, ucieleśnieniem przemiany, realizacją tęsknoty/projektu, próbą przekładu wiedzy książkowej na wiedzę praktyczną. Długo przygotowuję się do każdej podróży, może nie zawsze długo, ale sumiennie.

PM: Skąd pomysł na lapidarność zapisków w "Czarnych notesach"?

KL: Od pewnego czasu brakowało mi czegoś, „formy bardziej pojemnej” jak mawiał mistrz Miłosz. W Polsce jest podobno 600 tysięcy poetów – więc pomyślałem, czy muszę następną dekadę pisywać wyłącznie wiersze? Ale też pisywałem „na boku” felietony, prózki, zapisywałem anegdoty, historyjki-dykteryjki . Zauważyłem też, że zmieniają się gusta i zapotrzebowanie czytelniczej publiczności. Short Message jest w modzie, historia zwarta, esencjonalna, która nie zmęczy, a może zainspiruje, otworzy nowe światy przed czytelnikiem?

Więc różne podobne pomysły pojawiły się, przeplatały z wierszami w dwóch poprzednich moich tomach „Niewiedza” i „Wiersze i między wierszami”, towarzyszyły myśleniu w trakcie długiego pisania i przygotowywania książki podróżniczo-eseistycznej „Greckie lustro”.

I oto od maja 2011 do maja 2012 napisałem około setki tych drobnych narracji, do tego dwa poematy prozą, wieńczące „Czarne notesy”, i tak powstała książka. Oczywiście przy dopingu kilkorga moich przyjaciół i wiernych czytelników.

 

PM: Czy książka w zamyśle jest nieco ulissesowska?

KL: Oczywiście. Osobiście wolę greckie, a nie łacińskie imię króla Itaki – Odyseusza. Tak, przecież to jest rzecz o jak najdłuższym (przypomnijmy sobie odpowiedni wiersz Kawafisa) wędrowaniu, odnawianiu się i przemianie w wędrówce. Dziadkiem Odysa ze strony matki był Hermes, więc… wszystko jasne. Tamten także miał ogromny talent do przemieszczania się w czasie i przestrzeni.

Oczywiście to jest książka także o wolności, niekonieczności, wędrowaniu po światach własnej i cudzej (pisarskiej) imaginacji.

 

PM: Czy pisze Pan dla modelowego czytelnika? Czy ktoś taki w ogóle istnieje w pisarskiej świadomości?

KL: To jest z pewnością czytelnik podobny do mnie, uczący się całe życie, niebojący się zmian, czegoś trudnego, czasem – na początku – niepokojąco niezrozumiałego. To tak jak przy „Greckim lustrze”, kiedy zagłębiałem się w mitologię grecką, w różne wersje mitów, a potem przy kolejnych lekturach, następnych moich podróżach i pisanych tekstach, rzeczy zazębiały się, jedne tropy prowadziły do innych, białe plamy wypełniały się zrozumiałą treścią, wyrazistym obrazem. To także czytelnik podobny do moich nielicznych przyjaciół, dla których czytelne są podobne kody kultury. „Modelowy czytelnik” występuje w podręcznikach teorii literatury. Wierzę w żywego czytelnika, także młodego, młodszego ode mnie, który potrafi – jak jeden z dzisiejszych debiutantów – nauczyć się nowogreckiego, bo chce przeczytać Kawafisa w oryginale. Robi to przede wszystkim dla siebie, ale nie znaczy to, że nie dla innych.


Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego artykułu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 10 Artykuly
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos