Temat dla mnie arcyciekawy, bo nie mogę wyrosnąć z książek przygodowych, od których moja przygoda z literaturą się zaczęła. W rankingu top10 do lat 10 były przede wszystkim książki Marka Twaina - wszystkie przygody Tomka i Hucka, a także Królewicz i Żebrak (którego ostatnio ze smakiem powtórzyłem). Poza tym uwielbiałem małe książeczki z serii "Trzech detektywów", sygnowane nazwiskiem Alfreda Hitchcocka, choć wątpię by kiedyś maczał w tym palce, mimo że kryminały były to naprawdę porządne. Trochę później odkryłem Przygody Tomka Wilmowskiego, Alfreda Szklarskiego, w które zaczytuję się do dzisiaj. A potem, potem sięgnąłem po Pottera, Władcę Pierścieni i wtedy odbiło mi na punkcie fantastyki ;-) Przyznam, że ominęły mnie wspaniałe bajki typu Piotruś Pan, Kubuś Puchatek czy Muminki, chyba że w wersji Disneyowskiej (której dzisiaj nie zaliczam już do grona 'książek'), ale teraz zacząłem to nadrabiać. Bo bajki mówią często to samo, co książki ;dorosłe', tylko nie boją się powiedzieć tego wprost. A od jakich ksiażek Wy zaczynaliście?
Ja już nie bardzo pamiętam, co czytałem w dzieciństwie, chociaż miło mi się kojarzą takie tytuły jak "Dzieci z Bullerbyn", "Chłopcy z placu broni" czy "Do przerwy 0:1". Natomiast gdy miałem lat ok.15, zafascynowałem się twórczością "westernową" Wernica i pochłonąłem kilkanaście jego pozycji ;)