Otwieram dyskusje na temat odwiecznego sporu: lepszy film czy ksiazka? Czy znacie ekranizacje powiesci, ktore dorownuja literaturze?
Nie pamietam rezysera, ale ¨Imie Rozy¨ film zaskoczyl mnie oddaniem klimatu trudnej prozy Eco.
Film i ksiazka - remis.
Ten "odwieczny spór" zawsze wydawał mi się śmiesznym, bo to tak jakby rozważać wyższość śniadania nad obiadem - co kto lubi, co kto chce. Osobiście lubię i jedno i drugie, choć przeczytałem w życiu więcej dobrych książek, niż obejrzałem dobych filmów. Na pewno są tobardzo różne sposoby przekazu - film działa na zmysły - pokazuje, mówi, dzięki czemu jest, moim zdaniem, prostszy w odbiorze. Ksiażka zawsze angażuje wyobraźnię i wymaga myślenia, pozwala też na przekazanie bardziej skomplikowanych treści, bo odbiór następuje znacznie wolniej, niż w przypadku filmu. Film jest bardziej syntetyczny, potrafi długie książkowe opisy zebrać w jeden moment, klatkę filmową - to ujęcie chwili w filmie lubię, tak jak i refleksyjność - przeciąganie chwili do nieskończoności - w książce. Co jest lepsze? Nie wiem.
Obejrzenie filmu po przeczytaniu książki jest ciekawe, ale w drugą stronę rzadko to działa. Na mnie np. film "Lolita" zrobił większe wrażenie niż książka.
"Lolitę" oglądałem jakieś 6 lat temu i film ten zrobił na mnie pozytywne wrażenie, a książkę przeczytałem stosunkowo niedawno, kiedy wiele scen (jakieś 90%) z filmu uległo już zniszczeniu w mej pamięci. I jak dla mnie powieść Nabokova jest rewelacyjna, a film..."tylko" bardzo dobry ;)