Strona główna > Przeczytaj aktualności

    news

idzie Nowe!

Mateusz Płatos, 26.07.2010

Pisanie aktualizacji, choć robię to rzadko i leniwie, ma tę zaletę, że dostarcza mi kwartalnego przeglądu tematów i gatunków, które zajmują naszych redaktorów. Z zadowoleniem stwierdzam, że jest tych tematów i gatunków coraz więcej, tak, że powoli przestają mieścić się na jednej kartce i tworzą samotne wysepki, do których nic mi nie pasuje. Jak zakwalifikować np. Wielkie małe życie autorstwa prostego zwykle do zaszufladkowania Koontza – książkę o jego ukochanym psie imieniem Trixie? Wspomnienie to plasuje się pewnie gdzieś między biografią a autobiografią i, jakkolwiekby nie było, nie ujmuje to chyba żadnej ze stron. Jeśli tak, to powinienem zeswatać opowieść o Trixie z biografią Clinta Easwooda – Amerykański buntownik (polecam także galerię Clinta na naszym Facebooku ;) Nie znajduję także towarzystwa dla Dzidzi – najnowszej powieści Sylwii Chutnik, choć gdyby stworzyć kategorię „polskich młodych gniewnych pisarzy po kulturoznawstwie na UW”, to pasowałby jeszcze Cień po blokiem Mirona Białoszewskiego Juliusza Strachoty. Książki ponoć nie warto czytać, ale recenzję polecam, choćby, żeby zobaczyć Justynę Banaszczyk naprawdę wkurzoną.

Oddzielną kategorię można by utworzyć dla wydawnictwa Forma, które produkuje pozycje na tyle specyficzne, że chyba lepiej nie można ich opisać. Znowu jednak nie łączy ich poziom – obok niezłych Rupiecia Alana Sasinowskiego i Second Life Krzysztofa Niewrzędy (w recenzji tej ostatniej pozycji Krzysiek Maciejewski popisał się wierszem – polecam! ;) mamy słabe Lost Angels Krzysztofa Wasilonka.  Pierwsze dwie pozycje (te dobre) objęliśmy patronatem medialnym.

Natomiast dla takich książek jak Nieznane arcydzieło* Honoriusza Balzaka (*mało znane dzieło H. Balzaka) niedługo utworzymy specjalny dział, który podkreśli może nasze starania, by wyjść poza wiek XXI, czyli przypomnieć sobie literaturę z epoki, kiedy nie było jeszcze google (można o niej przeczytać np. tu lub tu).

Jak zwykle mamy dla Was coś z tzw. literatury światowej, która jest kolejną bzdurną kategorią, bo odnosi się przede wszystkim do „reszty świata”, która jak wiadomo rozciąga się wszędzie poza Europą i Stanami Zjednoczonymi. Czy coś łączy libańskiego Hakawati. Mistrza opowieści z japońską Odległą dzielnicą czy chińskim Słownikiem Maqiao? Niewiele, ale kolejny akapit udaje, że stanowi jakąś całość.

Można poszukać klucza osobowego. Na przykład u Piotra Piwko znajduję ostatnio zainteresowanie... śmiercią. Wprost mówi to tytuł Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego Mary Roach, a także Nie ma się czego bać – bardziej filozoficzne i autobiograficzne rozważania Juliana Barnesa. Przy odrobinie dobrej woli, którą mam nadzieję posiada jeszcze jakiś ocalały czytelnik, można by pod tę fascynację śmiercią podciągnąć również kryminał Tomasza Kontatkowskiego Nie ma takiego miasta oraz horror duetu Cichowlas & Kyrcz Koszmar na miarę – w obu przypadkach mordują, i to Polaków.

Jeśli mowa o kryminałach i horrorach, gatunkach, z którymi nie ma akurat problemów, to znaczy, że zaglądamy na półkę Krzysztofa Maciejewskiego. A tam znakomite Nadchodzi Łukasza Orbitowskiego oraz niezła powieść + zestaw żyletek Jeffrey’a Thomasa Listy z Hadesu (szczegóły w tekście, może to był jednak sok). Do tego King, jak zawsze niezawodny. Z bardziej fantastycznych pozycji mamy parę udanych kontynuacji – Opowieści sieroty: W miastach monet i korzeni Catherynne M. Valente i Miasto szkła Cassandry Clare (z cyklu Dary Anioła). Tutaj za autora sprawdzonego robi Feliks W. Kres, którego monumentalna Pani Dobrego Znaku na początku trochę niepokoi, ale na koniec zdobywa 9/10! Akapit kończę, bez rozważań nad związkiem i sensem, Szpitalem przemienienia Stanisława Lema (recenzja Marii Nowakowskiej), choć może wspomnę tylko, że trzymanie w tej samej szufladzie tzw. fantasy i sf jest uzasadnione tylko tym, że oba gatunki naginają jakoś rzeczywistość. A że w różne strony, z innych powodów i co innego z tego wynika...

Ale recenzję Marii przywołałem tak naprawdę tylko po to, żeby wywołać ją do tablicy (zręczne, wiem).  A przy tej tablicy z pozoru tylko dziecięce bohomazy, które jednak, jak udowodnimy, zasługują na rangę literatury pięknej i, nie przymierzając, wysokiej! Wystarczy przykład Skąpy nie jestem, powiedział Emil Astrid Lindgren z rysunkami Bjorna Berga, książka, którą można by postawić równie dobrze koło Nieznanego arcydzieła ;) Inny przykład, który dowodzi się sam to Odd i Lodowi Olbrzymi – opowieść Neila Gaimana inspirowana mitologią norweską. Z kolei w przypadku O Grzesiu, chłopczyku, który nie przestawał zadawać pytań oraz Czy można dotknąć tęczy? już same tytuły świadczą o głęboko filozoficznych inklinacjach zawartości. Co było do dowiedzenia.

Kolejnym wątpliwościom właściwie nie ma końca. Co łączy poradnik z Nowa radość z seksu z Młotkiem. Podręcznym nieporadnikiem? Albo komiks o Hellboyu i japońskie Dwie poduszki? W gruncie rzeczy chyba jedynym sensownym, aczkolwiek równie arbitralnym i nieco subiektywnym podziałem pozostaje ten na książki dobre i złe. Na dobre i na złe...

Życzymy wielu dobrych!





Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego niusa


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Patronat Top 20 Książki Top 20 Autorzy Przyjaciele
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos