Strona główna > Przeczytaj nius

    news

Słodko-gorzka historia

Kamil Nowak, 05.02.2016

Z serii #uratujKSIĄŻKĘ: Słodko-gorzka historia o tym, jak mimo dobrych chęci nikt nie przejął się literaturą.

 

Dzisiaj miała być recenzja. Ale jej nie będzie. Dlaczego? Bo tłusty czwartek w kontekście literatury okazał się dniem niezwykłym. Uratowałem książki. A dokładnie 96 książek. Publikacje miały iść na przemiał…

 

Wczoraj, gdy wracałem do domu, zauważyłem samochód na węgiel, do którego co chwilę zrzucano z drugiego piętra książki. Podszedłem i zapytałem mężczyznę, czy mogę „zanurkować” i poszukać interesujących pozycji. Szybko odpowiedział mi, iż w mieszkaniu ma ich znacznie więcej. Zaprosił mnie na górę, abym wybrał sobie interesujące mnie lektury. A były ich tam setki. Właśnie tak rozpocząłem akcję ratowania książek.

 

Okazało się, że domowa biblioteczka (a w zasadzie biblioteka) należała niegdyś do rodziny tegoż Pana. Teraz, gdy mieszkanie było już puste oraz miało być wyremontowane i wkrótce sprzedane, pozostał problem książek. Podczas rozmowy okazało się, że mężczyzna nie chciał ich wyrzucać. Najpierw podzwonił do dolnośląskich bibliotek, ale ŻADNA NIE CHCIAŁA PRZYJĄĆ ZBIORÓW. Brak najmniejszego zainteresowania. A na półkach w mieszkaniu można było znaleźć piękne wydania klasyki, biografie pisarzy, publikacje podróżnicze oraz antropologiczne, często wzbogacane rycinami, sławne Tygrysy oraz Labirynty Wydawnictwa MON, mnóstwo książek od Czytelnika i Iskier, kryminały, westerny, dramaty… Nie wspominając już o licznych pozycjach francuskojęzycznych. Wszystko w idealnym lub prawie idealnym stanie. Tego biblioteki ani inne podobne instytucje zdecydowanie NIE CHCIAŁY. Za dużo zachodu. Mężczyzna nie poddawał się. Umieścił informację w internecie. Udało mu się sprzedać trochę perełek. Całą resztę (czyli spokojnie ponad 1000 książek) postanowił oddać za darmo. I w tym przypadku zero odzewu. Ogłoszenie w sieci nic nie dało. Nikt się nie zainteresował. Obecny właściciel nie wiedział, co robić. Sam nie miał jak i gdzie umieścić tych wszystkich tomów. Co mógł, to zabrał do swojego mieszkania, dla synów, ale „kilogramy” słowa pisanego nadal zalegały na półkach. W końcu nie było wyjścia. Z ogromnym żalem zdecydował się je wyrzucić. I wtedy właśnie, gdy kolejne tytuły lądowały na przyczepie samochodu, ulicą przechodziłem ja.

 

Do domu zabrałem dwa worki książek (trochę ważyły). Mówiąc worki, mam namyśli te duże do przenoszenia gruzu. Więcej nie mogłem. Wybrałem tyle, ile zdołałem unieść, i które pragnąłem mieć w swojej biblioteczce. Mężczyzna bardzo się cieszył, że ktoś w końcu jednak zainteresował się rodzinną spuścizną. Nie chciał żadnych pieniędzy. Pożegnaliśmy się, uścisnęliśmy sobie dłonie. Ja poszedłem do domu z tomami w workach. On odjechał samochodem. Na „pace” nadal leżała góra książek i… czyjaś historia.

 

Kamil Nowak

Redaktor Naczelny



  źródło: tekst własny



Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego niusa


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Patronat Top 20 Książki Top 20 Autorzy Przyjaciele
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos