![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
||||||||
![]() |
Fragment książki Twarze Szatana Udostępniony dzięki uprzejmości wydawnictwa Grasshopper Po chwili w apartamencie rozległ się dzwonek telefonu. Czechowicz podniósł słuchawkę, w duchu przygotowując się do dalszej walki o prawa konsumenta. - Już po ciebie idę! - zadeklarował ktoś ochryple i, nie czekając na odpowiedź, przerwał połączenie. Jednocześnie, jak ucięte nożem, w apartamencie zgasły wszystkie światła. Cezary, nie znając rozkładu pomieszczeń, postanowił, że poczeka w fotelu, aż ktoś z obsługi naprawi usterkę. Wkrótce od strony klatki schodowej dał się słyszeć cichutki chrobot, jakby ktoś drapał po ścianie czymś ostrym. - Może to niewidomy? - dywagował prezes. Jednak, po głębszym zastanowieniu, uznał ten pomysł za niedorzeczny. Ale skoro nie niewidomy, to kto? Drażniący dźwięk stawał się coraz głośniejszy, a jego źródło zbliżało się. Na krótko zapanowała cisza, po czym głos ze słuchawki zanucił: Jeszcze chwilka, jeszcze momencik, a rzeźnik toporeczkiem młynka zakręci. Toporek! Cezary Czechowicz zamarł ze zgrozy. Na ekranie wyobraźni ujrzał połamane palce, zmiażdżoną twarz, pocięty na kawałki tułów i owinięte wokół żyrandola jelita. Tymczasem amator ludowych pieśni skończył piosenkę. "Uciekaj! Uciekaj!" - ostrzegał Cezarego instynkt samozachowawczy. Ale na ucieczkę było już za późno. Coś stuknęło i drzwi otwarły się. W przestrzeni między ich krawędzią a futryną pojawiło się podświetlone od dołu trupioblade oblicze. Odziana na czarno postać uzbrojona była w tasak, jakiego nie powstydziłby się mistrz gildii katów. - Nieeee! Nie zabijaj! - poprosił Czechowicz, padając przed oprawcą na kolana. Nagle zapaliły się wszystkie światła i do pokoju - jeden za drugim - w wesołych podskokach wbiegli pracownicy zarządzanej przez Cezarego firmy. Pląsając wokół zaskoczonego prezesa, skandowali: - Nie-spo-dzian-ka! Nie-spo-dzian-ka! - Boże, co za ulga... - westchnął, ocierając pot z czoła. - Nieźle mnie wystraszyliście tym przyjęciem... - Jakim, kurwa, przyjęciem?! - wrzasnęła asystentka Frania, wymierzając mu siarczysty policzek. Prezes z impetem klapnął na podłogę. Strony: 1 | |||||||||||
![]() |
||||||||||||
|
||||||||||||
|
||||||||||||