index

Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Fragment książki Eragon
Udostępniony dzięki uprzejmości wydawnictwa Mag

Rozdział III
Obcy w Carvahall
Śniadanie było zimne, lecz herbata gorąca. Pokrywający okna szron stopniał, gdy rankiem rozpalili ogień. Woda spłynęła na drewnianą podłogę, tworząc ciemne kałuże. Eragon spojrzał na Garrowa i Rorana, krzątających się przy kuchni i pomyślał, że dopiero za kilka miesięcy znów ujrzy ich razem.

Roran przysiadł na krześle, sznurując buty. Obok na podłodze złożył pełny worek. Garrow stał między nimi, ręce wsunął głęboko do kieszeni. Koszula zwisała mu z ramion, skóra sprawiała wrażenie napiętej. Mimo próśb i nalegań młodzieńców, odmówił pójścia z nimi. Pytany o powód odparł, że tak będzie najlepiej.

- Masz wszystko? - spytał Rorana.

Garrow przytaknął. Wyciągnął z kieszeni niewielką sakiewkę. Gdy wręczył ją Roranowi, zabrzęczały monety.

- Oszczędzałem je dla ciebie. Nie jest tego wiele, ale jeśli zechcesz kupić jakąś drobnostkę bądź błyskotkę, wystarczy.

- Dziękuję, lecz nie zamierzam wydawać pieniędzy na błyskotki - odparł Roran.

- Rób co chcesz, są twoje. Nie mam nic więcej, co mógłbym ci dać, prócz ojcowskiego błogosławieństwa. Weź je, jeśli chcesz; nie jest wiele warte.

Głos Rorana zadrżał ze wzruszenia.

- Będę zaszczycony mogąc je otrzymać.

- Zatem przyjmij je i idź w pokoju - Garrow ucałował go w czoło, po czym odwrócił się i dodał głośniej. - Nie myśl, że zapomniałem o tobie, Eragonie. Mam wam do powiedzenia parę słów. Czas, abym je wypowiedział, bo odkrywacie świat. Słuchajcie ich, a dobrze wam posłużą. - Pochylił głowę patrząc na nich surowo. - Po pierwsze, nie pozwólcie, by ktokolwiek zawładnął waszym ciałem bądź umysłem. Dołóżcie wszelkich starań, aby wasze myśli pozostały swobodne. Nawet wolny człowiek może być bardziej skrępowany niż niewolnik. Służcie ludziom w potrzebie uchem, lecz nie sercem. Okazujcie szacunek tym u władzy, lecz nie podążajcie za nimi ślepo. Osądzajcie, kierując się logiką i rozumem, lecz nie komentujcie głośno.

Nie uważajcie nikogo za lepszego od siebie, nieważne kim byłby w życiu. Traktujcie wszystkich uczciwie, by nie narazić się na zemstę. Rozważnie wydawajcie pieniądze. Bądźcie wierni swym przekonaniom, a inni was wysłuchają. - Zawahał się i dodał wolniej. - A co do miłości... moja jedyna rada brzmi: bądźcie uczciwi. To najpotężniejsze narzędzie, otwierające serca i zyskujące przebaczenie. To wszystko, co mam wam do powiedzenia. - Nagle wydało się, że jest lekko skrępowany.

Podniósł z ziemi worek Rorana.

- Teraz musisz już iść. Zaczyna świtać, Dempton będzie czekać.

Roran zarzucił worek na plecy i uściskał Garrowa.

- Wrócę, gdy tylko będę mógł - oznajmił.

- To dobrze - rzucił Garrow. - Teraz jednak idź i nie martw się o nas.

Rozstali się niechętnie. Eragon i Roran wyszli na dwór, po czym odwrócili się i pomachali. Garrow podniósł kościstą dłoń, jego poważne oczy obserwowały obu chłopców maszerujących w stronę traktu. Po długiej chwili zatrzasnął drzwi. Słysząc niosący się w powietrzu dźwięk, Roran przystanął.

Eragon obejrzał się, wodząc wzrokiem wokół. Na moment zatrzymał się na samotnych budynkach. Wydawały się żałośnie małe i kruche. Jedynym dowodem życia była cienka smużka dymu wzlatującego z komina zasypanego śniegiem domu.

- To nasz cały świat - zauważył z powagą Roran.

Eragon zadrżał niecierpliwie.

- Ale dobry - rzekł szorstko. Roran skinął głową, wyprostował plecy i ruszył naprzód w nową przyszłość. Gdy zeszli ze wzgórza, dom zniknął im z oczu.

* * *

Kiedy dotarli do Carvahall, wciąż było bardzo wcześnie, lecz drzwi kuźni stały już otworem. Powietrze wewnątrz okazało się przyjemnie ciepłe. Baldor powoli operował dwoma wielkimi miechami przymocowanymi z boku kamiennego pieca, pełnego rozżarzonych węgli. Przed piecem stało czarne kowadło i okuta żelazem beczka, pełna słonej wody. Z szeregu drążków wystających ze ścian na wysokości szyi zwisały rzędy przedmiotów: olbrzymie szczypce, kleszcze, pilniki gładkie i zębate, młoty najróżniejszych kształtów i rozmiarów, dłuta, linie, przebijaki, wiertła, sztabki żelaza i stali czekające na ukształtowanie, obcęgi, nożyce, kilofy i łopaty. Horst i Dempton stali obok długiego stołu.

Na ich widok Dempton ruszył naprzód, z szerokim uśmiechem pod ogniście rudym wąsem.

- Roranie, cieszę się, że przyszedłeś. Mam nowe żarna i nie dałbym sam sobie rady. Jesteś gotów?

Roran poprawił worek.

- Tak. Czy już ruszamy?

- Najpierw muszę załatwić parę spraw, ale wyruszymy w ciągu godziny.

Eragon przestąpił z nogi na nogę i Dempton odwrócił się do niego, pociągając koniuszek wąsa.

- Ty musisz być Eragon. Tobie też zaproponowałbym pracę, ale Roran zajął jedyne miejsce. Może za rok czy dwa, co?

Eragon uśmiechnął się niespokojnie i pokręcił głową. Mężczyzna był przyjacielski, w innych okolicznościach z pewnością by go polubił, w tej chwili jednak pożałował, że młynarz kiedykolwiek przybył do Carvahall. Dempton sapnął.

- Doskonale, doskonale. - Z powrotem skupił uwagę na Roranie i zaczął wyjaśniać jak działa młyn.

- Są gotowe - przerwał im Horst, wskazując ręką stół, na którym leżało kilka zawiniątek. - Możesz je zabrać kiedy chcesz. - Uścisnęli dłonie, po czym Horst wyszedł z kuźni, wzywając gestem Eragona. Zaciekawiony chłopak podążył za nim. Ujrzał kowala stojącego na ulicy ze splecionymi na piersi rękami. Eragon machnął kciukiem w stronę młynarza.

- Co o nim sądzisz?

- To dobry człowiek - zagrzmiał Horst. - Zaopiekuje się Roranem. - Z roztargnieniem strzepnął z fartucha opiłki żelaza, po czym położył ciężką dłoń na ramieniu Eragona. - Chłopcze, pamiętasz swoją kłótnię ze Sloanem?

- Jeśli chodzi ci o zapłatę za mięso, nie zapomniałem.

- Nie, ufam ci, chłopcze. Chcę natomiast wiedzieć, czy wciąż masz ten niebieski kamień.

Serce Eragona zatrzepotało. Czemu on pyta? Może ktoś widział Saphirę? Starając się nie panikować, rzekł:

- Mam, ale dlaczego pytasz?

- Gdy tylko wrócisz do domu, pozbądź się go - Horst puścił mimo ucha zdumiony okrzyk Eragona. - Wczoraj przybyli tu dwaj mężczyźni, dziwni ludzie ubrani na czarno i uzbrojeni w miecze. Sam ich widok sprawił, że wstrząsnął mną dreszcz. Wieczorem zaczęli wypytywać ludzi, czy ktoś znalazł kamień taki jak twój. Dziś znów będą pytali. - Eragon zbladł. - Nikt rozsądny nie powie im ani słowa, ludzie umieją rozpoznać kłopoty. Potrafiłbym jednak wskazać paru, którzy będą mówić.

Serce Eragona ścisnęło się ze zgrozy. Ktokolwiek posłał kamień do Kośćca, w końcu go odnalazł. A mo

Strony: 1 2 3
nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos