Index książek > Przeczytaj o książce

Szatańskie wersety


    info
Autor:
   Salman Rushdie
Wydawnictwo:
   Rebis
ISBN:
   978-83-7510-801-9
Rok wydania:
   2013
Liczba stron:
   608
Cena:
   48 zł
Kategoria:
   Inne

Ocena recenzenta:

8 / 10

Ocena użytkowników (Głosów: 4)

7 / 10



Twoja ocena to
 /10 

    ksiazka

Studium utraty wiary


„Sny układają rzeczy po swojemu (…)” [s. 274]

 

Gwiazda kina indyjskiego, wcielający się w role bogów, olśniewający i zniewalający Dżibril Fariśta oraz aktor o tysiącu i jeden głosach, importowany z Indii do Anglii Saladyn Ćamća uciekają – każdy z nieco innych powodów – z Bombaju do Londynu lotem A1-420. Przeznaczenie, Opatrzność albo Szatan chce, by samolot Bostan, którym podróżują, porwali terroryści. Z wysadzonego w powietrze Bostanu ratują się jedynie dwaj aktorzy. Spadając, Dżibril recytuje niepokojącą pieśń – „Aby się znów urodzić, umrzeć najpierw trzeba”. Ich nieoczekiwany (dosłowny i symboliczny) upadek z nieba rozpocznie szatańsko-anielski pojedynek, przewrotną psychomachię, a metaforyczna śmierć otworzy drogę narodzinom do nowego życia.

 

Szatański narrator i jego marionetki

 

Punktem wyjścia dla Salmana Rushdiego są, co jasne, „szatańskie wersety”, czyli apokryficzne wersety Koranu, podobno objawione Mahometowi (Mahundowi) przez Szatana (Szajtana) przeobrażonego w archanioła Gabriela (Dżibrila). Dotyczą one trzech lokalnych bogiń: Allāt, al-'Uzzā i Manāt. W objawieniu Prorok ogłosił rzekomo, iż można liczyć na wstawiennictwo trzech żeńskich bóstw, podważając tym samym fundamenty swojej wiary. Później stwierdził, że te wersety podyktował mu Szatan. Zaopatrzony w dobry słowniczek podstawowych pojęć (o co zadbał Rebis, wznawiając „Szatańskie wersety”) albo zasobny w wiedzę na temat islamskiego świata, zwłaszcza religii, polski czytelnik podąży za kilkoma (bo przecież nie wszystko będzie dla niego czytelne – i chyba w tym tkwi demoniczność prozy Rushdiego – jest nieprzenikniona, można od-czytywać, pod-czytywać i roz-czytywać ją z różnych stron, deszyfrować z perspektywy muzułmańskiej, chrześcijańskiej, indyjskiej, europejskiej, amerykańskiej, metafizycznej, moralnej, społecznej, dominujących obecnie dyskursów*… i nigdy nie zakończyć żmudnej pracy dekodowania znaczeń ukrytych w znakach!) tropami, drogowskazami prowadzącymi albo w głąb labiryntu znaczeń, albo… na manowce, bo Rushdie to kuglarz, literacki iluzjonista. Choćby gra znaczeń imion i nazwisk bohaterów – na wzór najlepszych brytyjsko-indyjski pisarz obdarza imionami tych, którzy otaczali Mahometa, postacie literackie, a następnie umieszcza je we współczesności, zaburzając czasoprzestrzeń i rozszczepiając, multiplikując wymiary opowieści. Odłamki prawdy (nawiązań do autentycznych początków islamu) dryfują między manipulacjami dokonywanymi na języku.

 

Doskonale konstruuje Rushdie narratora – jest immanentną częścią literackiego kosmosu, szatańskim suflerem, który niby skromnie i powściągliwie powie na początku: „nie mogę się wtrącać!”, by później wyjawić: „widziałem wszystko”, „ja znam prawdę”. Narrator-lalkarz zręcznie kieruje swoimi marionetkami, dokonuje na nich eksperymentów demonicznych – miesza im w umysłach, obserwuje z zadowoleniem transmutacje i metamorfozy (zarówno te fizyczne, jak i duchowe) bohaterów oraz danse macabre, w którego orbitę się dostali po wylądowaniu w Londynie. Nie, on nie bluźni, nie recytuje wersetów à rebours, on podsuwa im pytania dekonstruujące ich osobowości. Obaj jego aktorzy (pomijam inne lalki, choć równie ciekawe, zwłaszcza żeńskie postacie – demoniczne kobiety!) wybiorą dwie różne drogi. Jeden podąży za instynktem przemiany, jego „ja” okaże się słabe, labilne, skłonne do „przetłumaczenia się” – szatańskie wspomnienia wepchnięte w jego umysł, rozbudzające zło i pragnienie zemsty, spowodują, że otworzy się na cielesne przeobrażenie w kozła-Satyra, poniżając tym samym siebie i rezygnując z godności oraz człowieczeństwa. Drugi zaś – nawiedzany przez sen ewokujący postać archanioła, odrzuci pozornie mistyczny świat (początkowo zda się, że w dwóch z trzech opowieści literacki archanioł Dżibril obdarzony został przez Rushdiego cechami ludzkimi: inercją, unikaniem działania, pragnieniem pozostania biernym widzem; wyrzeka się on bowiem cech nadludzkich, nie chce być naczyniem czy medium, przez które przechodzą objawienia i bluźnierstwa – ale jaki jest naprawdę? Kim jest literacki archanioł – aktorem Dżibrilem czy…), wybierze rzeczywistość „tu i teraz”, racjonalistyczny świat, spróbuje pozostać nieprzetłumaczonym, jednakże przypłaci za ten wybór utratą zdrowia psychicznego, rozszczepieniem jaźni.

 

Inny przetłumaczony na angielski

 

Salman Rushdie komponuje „Szatańskie wersety” ze zdekonstruowanych dzieł literackich, teatralnych, malarskich, muzycznych i filmowych (wymienić kilka z utworami Joyce’a i Bułhakowa na czele to za mało, zagadnienie to wymaga osobnego opracowania, zagłębienia się w kosmos „Szatańskich wersetów”, zwłaszcza, że inspiracje czerpie Rushdie nie tylko z tematyki, motywów, wątków, schematów i rozwiązań fabularnych, ale i ze struktury, ot choćby stosując sprawnie jukstapozycję czy symultaniczność). Obok cytatów i otwartych nawiązań, pojawiają się kryptocytaty, parafrazy zręcznie wplecione w narrację, subtelne i wyrafinowane aluzje. Równolegle tyleż kreuje trzy opowieści (a w każdej z nich kolejne opowieści…), ile prowadzi odbiorcę po trzech wymiarach tej samej przestrzeni, które w finale zazębiają się, kierując do konkluzji, że wszystko jest teatr i kuglarstwo. Bogactwo dźwiękowo-wizualne prozy Rushdiego, chwyty i gesty teatralne oraz zastosowanie techniki filmowej (najazdy kamery, oddalenia, kadrowanie) współgrają z tematyką. Liczne i natrętne pytania retoryczne, onomatopeje, stylizacja języka w zależności od postaci, homonimy, gra słów, rozbiórka frazeologizmów, zaburzenia chronologii (retrospekcje, antycypacje), paradoksy, antymonie imitują kakofonię współczesności, ogłupiający medialny szum (a jakże, „Szatańskie wersety” to także ostra i niewybredna satyra na społeczeństwo medialne i mass media!), a jednocześnie symbolizują tyleż bachiczny pochód, ile demoniczne harce. Spośród licznych motywów (choćby: pieśń i recytacja jako objawienie, słowo-kreacja, ogród, wygnanie, teatr lalek, danse macabre, sobowtór, sen jako nić łącząca różne wymiary i czasoprzestrzenie) najciekawszym i najlepiej przez Rushdiego przetworzonym jest wątek miasta: labiryntu, Babilonu, miejsca grzechu, seksualności, zmysłowości i cielesności, zmiennego tworu, zgnilizny, upadku człowieka, utraty wiary, ateizacji i laicyzacji życia.

 

Oto deliryczna, nieco surrealistyczna przestrzeń współczesności, gdzie wszystko można sprzedać w telewizji, cud trudno odróżnić od hochsztaplerki i manipulacji faktami. Oto świat cwaniaków, kombinatorów, spekulantów, sprzedawców śmierci i seksu, fałszerzy rzeczywistości. Świat relatywizmu moralnego, w którym objawienie poczytane może być jako majaczenie i choroba psychiczna. Świetny przykład znaczeniowej gry dokonywanej przez narratora, a jednocześnie obnażenie relatywizmu współczesności: „Człowiek, który postanawia wymyślić siebie na nowo – według jednego punktu widzenia – przyjmuje rolę Stwórcy; postępuje nienaturalnie, bluźnierczo, dopuszcza się obrzydliwości nad obrzydliwościami. Z innego punktu widzenia można dostrzec w nim tragizm, heroizm w jego staraniach, w jego chęci podjęcia ryzyka – nie wszystkie mutanty potrafią przetrwać. Albo spójrzmy na niego z perspektywy społeczno-politycznej: większość migrantów uczy się przybierać maski, a potem staje się nimi. Nasze fałszywe opisy przeciwko kłamstwom wymyślanym o nas, aby nie wyjawić ze względów bezpieczeństwa własnego skrywanego »ja«. Człowiek, który siebie wymyśla, potrzebuje kogoś, kto będzie w niego wierzył, na dowód, że mu się udało. Znowu zabawa w Boga, możecie powiedzieć. Albo (…)”. [s. 59-60] Każdy (w różnym stopniu) zakłada maski, udaje kogoś, kim nie jest i nie będzie (Ćamcia na przykład moduluje swój głos – ucieka od naleciałości indyjskich, wyzbywa się akcentu, lecz powrót do Bombaju niszczy jego plany o całkowitym „przetłumaczeniu się” na język angielski). Udawanie innego kończy się zwykle zatraceniem własnej tożsamości, utratą kontroli nad sobą. Jednym z największych problemów w powieści Rushdiego jest właśnie kwestia Inności i (nie)przetłumaczalności Innego, wyzbycia się własnej tożsamości pod wpływem okoliczności przez człowieka o słabym „ja” (chęci dopasowania się do rzekomej większości, której zdanie podyktowane jest tak naprawdę przez dominujące „wielkie narracji”, importowane mody i trendy).

 

„Szatańskie wersety” to nie tyle wskazanie na względną łatwość w manipulowaniu Świętymi Pismami (dobór kanonu, wyłączenie, a niekiedy wykreślenie i zakazanie pewnych dokumentów, apokryficzność tekstów), ile studium utraty wiary, połączonej z utratą ojca, symbolicznym rytualnym ojcobójstwem, które się nie powiodło, nie przebiegło tak, jak powinno i tym samym nie pozwoliło odnaleźć swojego miejsca, pozycji i utrwalić światopoglądu. Dopiero metaforyczna śmierć – dla siebie i dla świata – może przynieść narodziny, otworzyć nową drogę w życiu, ale czy drogę ku autentyczności, czy jeszcze większej fikcji, fałszerstwu i wyzbyciu się „ja”, to już kwestia indywidualna.

 

Narrator „Szatańskich wersetów” nieustannie podrzuca mimochodem pytanie: „Jaką jesteś ideą?”, innymi słowy – w co i w kogo wierzysz, jaki cel ma twoje istnienie, ba! czy istniejesz naprawdę, czy jesteś jedynie iluzją, snem, ułudą, a zatem marnym statystą powołanym dla kaprysu?

 

---

* „Szatańskie wersety” to niestety uczta dla badaczy posługujących się chętnie postkolonializmem i feministyczną krytyką czy psychoanalizą – idealne dzieło do rozbiórki i nadinterpretacji.

 



Autor: Luiza Stachura   Data: 06.09.2013



Zobacz komentarze do tej książki [0]

    autor
Salman Rushdie

Brytyjsko-indyjski pisarz


Salman Rushdie  urodził się w 1947 roku w Indiach. Od czternastego roku życia mieszkał w Wielkiej Brytanii, potem także w Stanach Zjednoczonych. Jest absolwentem Cambridge.




nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos