Index książek > Przeczytaj o książce

Sąd w Canudos


    info
Autor:
   Sandor Marai
Wydawnictwo:
   Czytelnik
ISBN:
   978-83-07-03297-9
Rok wydania:
   2013
Liczba stron:
   180
Cena:
   25 zł
Kategoria:
   Dokument

Ocena recenzenta:

9 / 10

Ocena użytkowników (Głosów: 1)

10 / 10



Twoja ocena to
 /10 

    ksiazka

Triumf amoralności


Czym było Canudos? Świętym Miastem, miejscem, gdzie człowiek odnajdywał siebie i odkrywał świat na nowo. Jego ciało stawało się wolne, a umysł oświecony. Drugi Eden. Był rok 1896 kiedy wszystko się zaczęło. W Nowej Brazylii, już republice, mieszkańcy Canudos okazali się przeszkodą w dążeniu do zbudowania idealnego państwa. Jakim cudem lud żyjący w glinianych chatach, bez przedmiotów codziennego użytku, nawet stołów, miał stanowić ucieleśnienie ludzkiego szczęścia i całkowitego spełnienia? I jeszcze ten prorok – Doradca... Rozpoczęła się krwawa wojna z biedakami, która ostatecznie pochłonęła aż trzy ekspedycje wojskowe. Oto historia o wierze i krwi, o mieście cudów i nowym mesjaszu. Historia o nas samych. Bez względu na to po jakiej stronie jesteśmy.

 

Książka jest zapisem wspomnień Olivera O'Connela, człowieka, który pośrednio uczestniczył w wojskowym przedsięwzięciu przeciwko mieszkańcom Canudos w latach 1896-1897. Był członkiem czwartej, zwycięskiej ekspedycji pod dowództwem marszałka Carlosa Machado de Bittencourta - ministra wojny. Postanowił on spisać swoje wspomnienia z ostatniego dnia, kiedy to był świadkiem niezwykłych wydarzeń. I wcale nie są to zapiski prosto z frontu. O'Connel tylko obserwował i słuchał. W oddali dudniły jeszcze pojedyncze wystrzały z karabinów. Minister przygotowywał się do konferencji prasowej, w której miał ogłosić ostateczne zwycięstwo – zniszczenie w zarodku ideologicznej choroby, spalenie niebezpiecznej dla demokracji zarazy. Tak właśnie postrzegane było Święte Miasto. Niebezpieczna anomalia, hańba dla narodu. W tekście jego mieszkańcy często opisywani są jako praludzie, robaki żyjące na zakurzonej pustyni, pozbawieni wody i żywności, a mimo to nadzwyczaj opieszale żegnający się z tym światem. Sam Oliver używa takich sformułowań. Zwykle z przyzwyczajenia, pod wpływem reszty jego kompani. Wkrótce jednak opisuje sytuację i nastroje panujące w jego obozie. Zauważa podczas odbywającej się konferencji, że wróg już nie jest postrzegany jako istota. Zamiast tego każdy zabity staje się tylko liczbą, zwykłym numerkiem, mało istotnym. Liczy się wynik końcowy, suma. Ponieważ to ona ma świadczyć o potędze marszałka i jego ludzi. Bittencourt podczas konferencji przemienia się w aktora. Świadczą o tym jego poza, zachowanie i głos. Ludzie, którzy go otaczają także są niezwykli. Nie pasują do miejsca, w którym jeszcze dzień wcześniej lała się krew. Piękny ubiór, białe rękawiczki. Bankier zasiada obok duchownego. Wokoło reporterzy głodni sensacji. A minister, człowiek kochający statystyki, rzuca im dane i zdjęcia. Całość tej sztuki ma dopełnić prezentacja specjalnie zakonserwowanej alkoholem głowy przywódcy dzikusów – Doradcy. Scena finałowa.

 

Książka Sándora Márai może w pewien sposób szokować, tak jak szokuje dziennikarzy i innych świadków nieznających "scenariusza". Ktoś powie, że ta publikacja jest reportażem. Jeżeli tak, to byłby to bardzo kiepski reportaż. O'Connel nigdy nie walczył w polu z ludnością Canudos. Sam przyznaje, że nie miał nawet broni w dłoniach. Ale widział co działo się w obozie, słyszał opowieści frontowe, znał przyjętą przez wojsko taktykę. Wroga należało zagłodzić i pozbawić dostępu do wody. Susza była trzecią stroną konfliktu, bezwzględną, walczącą z każdym, przynoszącą śmierć. Żołdakom także doskwierało pragnienie. Marszałek postanowił być bezwzględny dla swego nieprzyjaciela. Wykupił wszystkie osły i muły, które dostarczały zaopatrzenie, aby uniemożliwić przeciwnikowi uzupełnianie zapasów. Śmierć była powolna. A na tych co zbiegli, poddali się, czekała w najlepszym wypadku kulka, w najgorszym – cięcie nożem. Zero jeńców. Wirus nie może roznieść się po kraju. Czym jest więc ta książka, jak nie reportażem? Studium natury człowieka.

 

Sąd w Canudos jest narzędziem służącym do ujawnienia pewnych ludzkich odruchów. Bada zachowanie, sposób myślenia. Udowadnia, że są momenty, gdy długotrwałe usunięcie pewnych granic jest w stanie spowodować niepohamowany zanik moralności. Coś powszechnie piętnowane w normalnym środowisku, w którym żyjemy na co dzień, nagle podczas wojny wypływa z nas, wychodzi z ukrycia i niszczy świat dookoła. Znikają wcześniej wyznaczone granice. Amoralność święci triumfy. Co najgorsze, okrucieństwo jest sankcjonowane, a wręcz nagradzane. Tak było również w przypadku akcji w Canudos. Z czasem armia coraz mniej przypominała wojsko, a bardziej stado głodnych krwi zwierząt. Zapanował chaos, brakowało dyscypliny. Żołnierze upili się śmiercią wroga. I chcieli więcej, uzależnili się. Zabijanie było niczym sport, dobra zabawa, codzienna rozrywka. Pozbawione uczuć, wręcz mechaniczne. Jednak bardzo ciekawe jest porównanie działań zbrojnych w Brazylii do rzeczywistości ówczesnej europejskiej wizji konfliktu. Oliver O'Connel zauważa, że (…) w pewien sposób wciąż jeszcze byliśmy ludźmi, ponieważ za pomocą tej [prymitywnej] broni jeden człowiek był w stanie zabić naraz co najwyżej jednego człowieka [s. 31]. Jakże celne nawiązanie do współczesnego świata.

 

Sąd w Canudos to także niezwykły obraz człowieka wierzącego. Sándor Márai wskazuje problem braku akceptacji oraz zrozumienia. Pojawia się tu niejednokrotnie opisywany w literaturze konflikt praw boskich i ziemskich. Które jest ważniejsze, które bliższe człowiekowi i jego naturze? Buntownicy ze Świętego Miasta to ludzie żyjący w swego rodzaju chrześcijańskiej komunie. Nie uznają własności prywatnej, rezygnują z wielu wygód, nie istnieje dla nich coś takiego jak sztuka. Pieniądz jest abstrakcją, o czym świadczą kule ze srebra, którymi strzelają w obronie swego małego raju. Canudos jest dla nich niczym uniwersum, świat w świecie ((...) kto przybył do Canudos, rychło pojmował, że nie przybywał do jakiegoś nowego społeczeństwa, lecz do innego życia... [s. 147]). A najważniejsze w nim stają się bóg i modlitwa. Tego nie potrafi zaakceptować władza. Siły zbrojne atakują. Nikt z nich nie jest w stanie w pełni pojąć istoty tej nowej "religii". I jak to najczęściej bywa w takiej sytuacji, właśnie ci nieświadomi zaczynają ją wyśmiewać i uznawać za niebezpieczną.

 

Sándor Márai napisał wspaniałą, niezwykle pouczająca i wciąż aktualną książkę. Co istotne, nie jest w niej ważna sama wojna, ale to, co ona przynosi i pozostawia w ludziach (zarówno w zwycięzcach, jak i przegranych). Ważny jest obraz pola bitwy, gdy już opadnie cały kurz i ujrzymy ofiary. A ofiarami wojny są także ci, którzy przeżyli, zabijali i niszczyli. Sąd w Canudos jest znakomitym studium ludzkiej wytrzymałości, ograniczeń, a także granic moralności. Opisano tu moment, gdy maska człowieka pęka i odsłania oblicze bestii, istoty ułomnej, niszczącej - jak tylko poczuje lęk przed nieznanym. Ale nawet u niej następuje nagle moment przebudzenia, chwila, w której jej świat się zmienia, kiedy dostrzega złożoność pewnych struktur będących do tej pory w jej oczach prostymi i, z powodu tej prostoty, mało istotnymi elementami rzeczywistości. Pojawiają się nowe obawy oraz pytania dotyczące słuszności wojny. Mam nadzieję, że ta książka również Wam, Drodzy Czytelnicy, pozwoli na kilka z nich odpowiedzieć. Czy warto sięgnąć po Sąd w Canudos? Ba, trzeba!



Autor: Kamil Nowak   Data: 08.04.2014



Zobacz komentarze do tej książki [0]

    autor
Sandor Marai

Zagorzały przeciwnik komunistycznej dyktatury


Sándor Márai często określany jest mianem jednego z najwybitniejszych pisarzy węgierskich. Urodził się 11 kwietnia 1900 roku w Koszycach. Był niezwykle uzdolnionym uczniem. Już w szkole średniej biegle władał językiem niemieckim i francuskim. Ukończywszy ją wyjechał do stolicy, a w1919r. do Niemiec, gdzie zaczął studiować dziennikarstwo. Został współpracownikiem "Frankfurter Zeitung". Przesyłał także felietony i opowiadania do gazet węgierskich. Tłumaczył dzieła Kafki na węgierski. W 1923r. przyjechała do niego z Koszyc Ilona (Lola) Matzner, z którą niebawem wziął ślub (ich związek określano jako wielką miłość, przeżyli razem 63 lata). Pięć lat później wrócili do swego ojczystego kraju i osiedli w Budapeszcie.



nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos