Index książek > Przeczytaj o książce

Głosy starego morza


    info
Autor:
   Norman Lewis
Wydawnictwo:
   Czarne
ISBN:
   9788375369045
Rok wydania:
   2015
Liczba stron:
   296
Cena:
   40 zł
Kategoria:
   Dokument

Ocena recenzenta:

9 / 10

Ocena użytkowników (Głosów: 1)

10 / 10



Twoja ocena to
 /10 

    ksiazka

Tracąc tożsamość…


Dla nędzarzy zepsucie nie jest czymś tak naturalnym jak dla bogaczy. Tutaj ludzie zawsze byli okrutni, chytrzy i kłótliwi, ale nie byli zepsuci, dopóki ktoś, u kogo szukali przykładu, nie dał im właśnie takiego. Dziś zepsucie panoszy się wszędzie, gdzie okiem sięgnąć. Wdycha się je z powietrzem. O tym już nie szepce się na boku. To coś akceptowanego. Poważanego. Jak mogę winić peonów, że mnie oszukują, skoro oszustwo stało się grą, w którą grają wszyscy? [s. 289]

 

Gdy po raz pierwszy przeczytałem krótką notkę wydawniczą dotyczącą książki Normana Lewisa, od razu wiedziałem, że jest to lektura stworzona dla mnie. Anglik pragnący ukoić swoje nerwy, postanawia wyjechać do Hiszpanii i zamieszkać w rybackiej wiosce Farol. Brzmi jak kolejna mdława historyjka? Nie dajmy się zwieść pozorom. Głosy starego morza to reportaż historyczny, który oprócz niezwykłego folkloru, opisuje również powolne blaknięcie wszystkiego, co było pielęgnowane przez lata. Czytelnik staje się wręcz świadkiem swoistego rozkładu, wyrzeczenia się tradycji oraz wspólnej przeszłości. Dzięki Normanowi Lewisowi mamy nadzwyczajną sposobność przyjrzenia się tym procesom i zrozumienia jak łatwo i szybko można stracić własną tożsamość.

 

Gdy autor odwiedza Farol w roku 1948, jest to jeszcze wioska z tradycjami, miejsce odizolowane i zapomniane. Mieszkańcy mają własne niepisane zasady, a każdy dzień stanowi ciąg małych rytuałów. Kobiety odpowiedzialne są za życie rodzinne. One także zarządzają domowymi finansami. Jednym słowem sprawują władzę. Są to jednak rządy mądre i łagodne. Celem jest utrzymanie pewnej równowagi. Mężczyźni natomiast są tzw. ludźmi morza. Kutry oraz małe łódki stanowią dla nich drugi dom. Można by rzec, że w ich żyłach płynie słona woda. Jednakże rybacy nie czują się panami świata. Wiedzą, że ta ciemna otchłań jest potężniejsza, dlatego zasługuje na szacunek i umiar. Po połowach wszyscy zbierają się w starej karczmie i białym wierszem, przy szklance kwaśnego wina, opowiadają, co przytrafiło im się w trakcie połowów. Karczmarz ich wszystkich zna. Nie przejmuje się, że piją na kredyt, tak samo jak nie przejmuje się rzeźnik, mechanik oraz inni lokalni sprzedawcy. Oni wiedzą, że gdy rozpocznie się kolejny sezon, ich klienci uregulują należności. Niejeden również, mając wreszcie trochę zaoszczędzonych pieniędzy, poślubi jakąś farolankę. Oczywiście wszystko pod czujnym okiem Babci - kobiety-wyroczni. To ona decyduje, kto i kiedy może zawrzeć związek małżeński, jakie ryby nadają się na sprzedaż (przecież tych "niegodnych" nikt nie kupi), a nawet jak powinno się umeblować się własne mieszkanie…

 

Głosy starego morza to również wnikliwa analiza lokalnej kultury. Autor, oprócz tradycji, skupia się także na niespotykanych wierzeniach autochtonów, skrywanych uprzedzeniach oraz ksenofobi. W końcu to także historia opisująca dwojaką naturę mieszkańców. Z jednej strony żaden z nich nigdy nie zabiłby niechcianego kota, ale pozostawienie go na pewną śmierć w starym lesie korkowym nie jest już niczym zdrożnym. Innym przykładem może być stosunek tubylców do religii. Wszyscy mężczyźni w wiosce starają się unikać kościoła jak ognia. Jedynym powodem, dla którego tolerują obecność księdza, jest przeświadczenie, że parafialna kucharka jest jego kochanką. Nie zmienia to jednak faktu, że w przypadku ożenku małżonek oczywiście zawsze grzecznie czeka, aż duchowny odprawi modlitwę oraz zakończy ceremonię. Jeszcze innym zjawiskiem jest powszechna awersja do Cyganów. Jak zauważa Lewis, jest ona bardzo powszechna i mocno zakorzeniona w tej małej społeczności. To nic, że żaden z mieszkańców Farol nigdy w życiu nie miał okazji poznać ani jednego Roma…

 

Mając na uwadze powyższe informacje, należy zaznaczyć, że w opisywanej tutaj książce nie chodzi tylko o zachwycanie się urokami wioski rybackiej oraz sielankowym życiem jej mieszkańców. W rzeczywistości, jak dowiadujemy się z publikacji Lewisa, sytuacja ekonomiczna Farol z roku na rok znacząco się pogarsza. Coraz mniej ryb, silne sztormy, choroba drzew korkowych oraz brak pieniędzy na naprawę zepsutych kutrów sprawiają, że w pewnym momencie nad wioską dosłownie zawisa widmo głodu. Na początku wszyscy ignorują pierwsze symptomy choroby, wzbraniając się przed jakimikolwiek zmianami, ale w końcu nadchodzi czas, kiedy muszą stanąć przed faktem dokonanym - lepiej już nie będzie, a do garnka trzeba coś włożyć. Nadejście kryzysu to moment kiedy na scenie pojawia się Muga - hiszpański król czarnego rynku. Ten wpływowy człowiek postanawia podnieść wioskę z kolan, obiecując autochtonom duże zyski, lepsze warunki bytowe oraz świetlaną przyszłość. Bogacz stawia na turystykę. Po wojnie Hiszpania staje się o wiele bardziej otwarta na przybyszów zza granicy chętnych poznania jak dotąd obcej im kultury. Oczywiście nie trzeba dodawać, że przyjazd obcokrajowców to także przypływ gotówki. Właśnie na to liczy Munda. Niemniej jednak farolczycy do pomysłu rozwinięcia przemysłu turystycznego w ich regionie podchodzą bardzo sceptycznie. Obawiają się zmian. Pragną, aby wszystko było po staremu. Niestety pod naciskiem "biznesmena" oraz skorumpowanych władz lokalnych, społeczność ostatecznie musi zaakceptować nowe warunki. Jest to chwila, kiedy wszystko, co kochali, pielęgnowali przez pokolenia, z czego byli po prostu dumni, staje się zaledwie wspomnieniem. Degradacja postępuje bardzo szybko. W mgnieniu oka, czy tego chcą, czy nie, ich kulturowa spuścizna blaknie, ustępując miejsca "najwyższym światowym standardom". Dopiero po czasie farolczycy uświadamiają sobie, co utracili.

 

To jest miara naszego moralnego upadku. Chociaż ci ludzie zapewniają nam utrzymanie, czujemy do nich głęboką odrazę. Dla­czego? Bo oburza nas to, co z nas zrobili. … To jak choroba, zakażenie. W przeszłości nękała nas dżuma. Teraz nękają nas turyści… [s. 261]

 

Głosy starego morza to niezwykle poruszająca historia wprawiająca czytelnika w głęboki stan melancholii i zadumy. I choć jest to reportaż historyczny, nadal pozostaje aktualny i może posłużyć jako doskonały przykład niszczenia kultury w celu szybkiego wzbogacenia się. Norman Lewis na przykładzie wioski Farol i jej mieszkańców pokazuje jak łatwo poddajemy się 'nowemu', godząc się przy tym na utratę naszej tożsamości kulturowej. Jest to lektura, która daje do myślenia, lektura, którą bez obaw mogę polecić każdemu. Świetna pozycja. Warto przeczytać.



Autor: Kamil Nowak   Data: 15.01.2015



Zobacz komentarze do tej książki [0]

    autor
Norman Lewis

Poszukiwacz miejsc zapomnianych przez cywilizację


Norman Lewis (1908–2003) – brytyjski reporter, autor powieści i książek podróżniczych, którego Graham Greene nazwał „jednym z najwybitniejszych pisarzy XX wieku”. Fascynowały go miejsca, które cywilizacja zmieniła w niewielkim stopniu. Opisywał m.in. Birmę, Wietnam, Indie, kraje Ameryki Łacińskiej. W Polsce ukazały się dotąd trzy jego powieści (W cieniu wulkanów, Ucieczka z mrocznego tropiku, Zły omen) oraz reportaże Grobowiec w Sewilli. Podróż przez Hiszpanię u progu wojny domowej oraz Neapol 44.




nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos