![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce I tak doczekaliśmy końca
Biurowy paragraf 22Podobno nikt nie zna nas tak dobrze jak ci, którzy siedzą obok nas na spotkaniach służbowych i zapełniają biurowe lodówki podpisanymi jogurtami. Każde biuro jest rodzajem rodziny, a agencja reklamowa w Chicago, którą w swojej pierwszej książce błyskotliwie opisuje Joshua Ferris., jest rodziną dziwaczną i ciekawą. Ale szufladkowanie I tak doczekaliśmy końca jako komedii wyśmiewającej biurowe absurdy, takiej literackiej wersji komiksów o Dilbercie, to grube nieporozumienie.
Debiut młodego pisarza można śmiało porównać ze słynnym Paragrafem 22 Josepha Hellera - powieścią, która w groteskowy sposób ukazywała bezsens i absurdalność wojny. Tym razem mamy do czynienia z demaskacją absurdów życia w wielkiej korporacji w dobie wielkiego kryzysu. W obu powieściach za humorem i śmiechem kryją się poważne treści dotykające najtrudniejszych wyborów, przed jakimi staja ludzie. U Hellera oficerowie walczyli o wyższe szarże kompletnie lekceważąc życie młodych pilotów. U Ferrisa miejsce pracy pokazane jest w chwilami przerażającym studium wyobcowania i postępującego zobojętnienia. W biurze istnieją dwa obiegi informacji - w postaci oficjalnej i w formie nurtu podskórnego tworzonego przez plotki i obsesyjne roztrząsanie decyzji przełożonych. Prawda przekazywana jest nie w komunikatach i formowych mailach, ale w czasie przerw na kawę. O co chodzi tak naprawdę z tą tajemniczą numeracją krzeseł i dlaczego trwa walka o najlepsze meble biurowe pozostawione przez zwolnionych? Kto zlecił społeczną kampanię walki z rakiem piersi, która w trudnym okresie staje się dla agencji jedynym zleceniem? Dlaczego jeden z copywriterów płaci 300 dolarów miesięcznie za przechowywanie pewnego indiańskiego totemu? Odpowiedzi na te pytania nurtują pracowników firmy, zajmując ich wolny czas. Bardzo ciekawym zabiegiem jest utrzymywanie pierwszoosobowej narracji prowadzonej w liczbie mnogiej. Z początku daje to wrażenie dość sztucznej konstrukcji, którą kojarzyć możemy z firmowymi prezentacjami wizerunkowymi, swoistej pluralis corporatis. Jednak po pewnym czasie ten zbiorowy narrator traci swoją wyjątkowość, a czytelnik uświadamia sobie, że być może autorowi chodziło o coś zupełnie innego. Zwłaszcza, że z rozwojem akcji obserwujemy drastyczne uszczuplanie zespołu agencji na skutek grupowych zwolnień. W ogóle Joshua Ferris potrafi czytelnika zaskoczyć - do pewnego momentu fabuła toczy się wręcz bezrefleksyjnie wokół bezsensownej egzystencji biura, by nagle całkowicie zmienić nastrój. Ta zmiana pokrywa się ze zmianą sposobu narracji - oto w pewnym momencie czytamy, jakby wtrącony, długi rozdział opisujący ostatni wieczór pewnej kobiety przed czekającą ją operacją. Nawiązanie do tego fragmentu w samym finale wcale niczego nie wyjaśnia - do końca nie wiemy, czy czytaliśmy prawdziwe opisy, czy też może fragment zupełnie innej powieści. Ta nieco surrealistyczna opowieść mówi wiele o kondycji współczesnego człowieka skazanego na wyścig szczurów, gdy alternatywą jest brak środków do życia. Joshua Ferris mimo młodego wieku już wie, że życie może być zabawne i smutne zarazem. I taka jest jego powieść. Zobacz komentarze do tej książki [0]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||