Index książek > Przeczytaj o książce

Dziadek Leon


    info
Autor:
   Sylvain Chomet, Nicolas Crecy
Wydawnictwo:
   Egmont
ISBN:
   978-83-237-2443-8
Rok wydania:
   2008
Liczba stron:
   160
Cena:
   79 zł
Kategoria:
   Komiksy

Ocena recenzenta:

9 / 10

Ocena użytkowników (Głosów: 0)

Brak



Twoja ocena to
 /10 

    ksiazka

Stuletnia beczka rewolucji


Chomet... To – zdaje się – coś mi mówi. – przyzna niejeden kino-amator. Trio z Belleville – doda ktoś szybciej kojarzący. I Starsza pani i gołębie , dorzuci ten spośród nas, kto akurat interesuje się francuską animacją. No i oczywiście – Dziadek Leon ! powiedzą wszyscy, którzy skorzystają z oferty Egmontu i przeczytają pierwszy z trzech tomów wspomnianego komiksu.


Egmont wsławił się na rynku komiksowym wydawaniem ekskluzywnych (o czym każdorazowo przypomina cena na okładce) serii komiksowych. Jedną z nich są Plansze Europy; nie trzeba legitymować się wyjątkową przenikliwością, by stwierdzić, że oto proponuje się nam wybór rzeczy wybitnych z zakresu sztuki komiksowej Starego Kontynentu. Serie, podobnie jak antologie, mają to do siebie, że zazwyczaj nie są równe, ale decyzja co do tego, która pozycja jest równa a która równiejsza zwykle rozpala dyskutantów, bo – znowu bez odkryć – gusta są różne. Całej serii oceniać w tym miejscu nie zamierzam; wypada jednak wtrącić na początku trzy słowa o moich gustach, bo rzecz to dla finalnego kształtu recenzji nieobojętna.

Nie przepadam za utworami o słabo zindywidualizowanej kresce; skoro komiks daje tak wielkie pole dla ekspresji graficznej, to ten potencjał nie powinien się zmarnować. Nie oznacza to oczywiście, że szukam przeładowania; więcej - pewna oszczędność środków jest nawet pożądana. W mój gust nie wpasowuje się weryzm, rzadko doceniam utopijną oniryczność stylu. O dziwo, mimo tego kręcenia nosem, udało mi się w życiu zebrać całkiem sporo albumów, których strony śledzę zachwyconym wzrokiem. Tak też sprawa się ma z Dziadkiem Leonem , komiksem świetnym, francuskim i cholernie drogim.


Wśród produktów eksportowych Francji komiks zajmuje poczesne miejsce, o czym wiele osób, zapewne również Francuzów, nie wie. Imprezą wielkiego kalibru jest festiwal komiksowy w Angoulême (nota bene – przyznano na nim nagrodę dla drugiego tomu Dziadka Leona w 1998r.), z którym to zresztą miastem związani są obaj twórcy Dziadka Leona , którzy studiowali w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Z Francją związani są tacy twórcy jak Marjane Satrapi czy Joann Sfar (znakomite przygody Kota Rabina oraz Klezmerzy – jak dla mnie – oślepiająco jasna gwiazda na komiksowym firmamencie).


Jeden rzut oka na Dziadka… wystarczył, bym się zakochała. Tusz, węgiel i akwarele to jeden z moich ulubionych zestawów; ponadto mamy w tym przypadku do czynienia z absolutną maestrią w obchodzeniu się ze środkami artystycznymi. Precyzja, wynikająca z doskonałego opanowania tworzywa, koegzystuje z niebywałą swobodą, swadą, nerwem, szykownym niedbalstwem. Te wszystkie postaci – stare i młode, pomarszczone i nalane, wysuszone na wiór lub na wpół żywe we własnym sadle – są jednocześnie indywidualne i bezwzględnie podporządkowane estetyce komiksowego imaginarium. „Dajcie mi świat, a przerobię go na własną modłę” – krzyczą Chomet i Crécy, a ich głos niesie się nad każdą stroną Dziadka Leona .

Świetnie dobrana do historii jest kolorystyka, oscylująca pomiędzy sepiowymi czerwieniami i poszarzałym błękitem, z flarami żywszych kolorów co pewien czas. To paleta, której lepiej wystrzegać się w pochmurne dni; tkwi w niej duży potencjał melancholii, który może się czytającemu udzielić. Bardzo interesujący jest również sposób prowadzenia narracji, w którym co pewien czas pałeczkę przejmują różne postaci, opowiadając historię ze swojej perspektywy i na swój sposób.


Cóż współczesnemu światu zaoferować może stulatek, zapyta niebacznie niejeden młody człowiek. W tym wypadku, młody człowieku, to stuletnie wcielenie wywrotowości, pełnymi garściami czerpiące ze specyficznej mieszaniny władzy, estymy i bezkarności, jaką otacza się nestora rodu. Interesująca biografia, w którą wplatają się dźwięki międzynarodówki, tatuaże w kształcie kotwic i kaczek oraz gorące epizody boliwijskie, to tylko wierzchołek tego, co reprezentuje sobą Dziadek.

Wróciwszy na łono rodziny, której koleje losu przekazały stery założonej przez Leona fabryki kosmetyków, staruszek nie zamierza próżnować. Przede wszystkim przyhołubia swojego nieszczęsnego wnuka, nieutuloną w poczuciu żalu i beznadziei wielokrotną ofiarę kolek i zaparć, tchórza i impotenta, w skrócie – Gege. Każde z tych określeń odzwierciedla rozpaczliwa sylwetka trzydziestolatka, której poruszenia nasuwają na myśl wyjątkowo niechętnie nastawiony do świata nagrobek.

Jednak, nie smućcie się! Dziadek Leon nie na takie rzeczy znalazł sposób. Na dziadka za to sposób próbuje znaleźć rodzina, która powoli ma dość panoszącego się patriarchy. Pomysł, by zmyć mu tatuaże mydłem z kobiecego mleka to dopiero początek ich subtelnych planów. Bowiem, co wielokrotnie podkreślone zostaje w komiksie, sumienie kapitalisty to zbiór pusty; każdy sposób, by wykorzystać nadarzającą się okazję i sprokurować nową jest sposobem dobrym.

Brak etyki biznesowej, wypaczenia, do których prowadzi w życiu zawodowym i prywatnym żądza zysku to jeden z dwóch głównych wątków komiksu (chociaż przyznam, że pewna oczywistość tej nieetyczności była dla mnie nużąca; jak bowiem długo można patrzeć na nienasycone sępy?). Osią akcji jest szansa podpisania wyjątkowo lukratywnego kontraktu z firmą z Japonii. Gege w roli marketingowca, razem z dziadkiem – chodzącą reklamą kremów odmładzających, narobią sporej kabały w planowanym biznesie.

Drugą historią, nie mniej ważną, jest przemiana jaka dokonuje się w Gege. Wyrasta on na pełnowymiarowego bohatera, który nie zawaha się kupić w stosownym momencie hot-doga. Dlaczego hot-doga? Co na to dziadek? Na kogo spadnie wieko trumny? Czy on naprawdę go zgwałcił? Jaką rolę w całej sprawie odegrał Michel Jackson? – to tylko niektóre z pytań, które sprawią, że krew będzie Wam żywiej krążyć podczas 154 stron świetnej lektury.



Autor: Maria Nowakowska   Data: 24.01.2010



Zobacz komentarze do tej książki [2]

    autor
Sylvain Chomet

Kreślarz słodkiej Francji


Studiował grafikę w Angouleme – mieście słynącym z międzynarodowego festiwalu komiksów. Studia ukończył w 1982 roku. Cztery lata później opublikował swój pierwszy komiks zatytułowany „Sekrety ważki”. W 1988 roku Sylvain Chomet przeprowadził się do Londynu, gdzie jako animator pracował w studio Richarda Purduma.



Nicolas Crecy

Ojciec chrzestny Dziadka Leona


Nicolas de Crécy urodził się we Francji we wrześniu 1966. Ukończył studia ze sztuki komiksu w Angoulême. Debiutował w 1987 r. albumem Bug Jargal, adaptacją (scenariusz Sylvaina Chometa) jednej z prac Victora Hugo. Przez dwa lata pracował dla francuskiego Disney’a. W międzyczasie narysował wysoko oceniany album Foligatto, do scenariusza innego kolegi z Angoulême, Alexiosa Tjoyasa. Komiks opowiada historię młodego śpiewaka-kastrata; od strony wizualnej koresponduje z estetyką baroku, Klimta, ze względu na specyficzne użycie koloru ma duszną, niesamowitą atmosferę. Foligatto był dla Crecy’ego trampoliną na komiksowy firmament słodkiej Francji. W 1995 r. Crecy ponownie łączy się we współpracy z Chometem; owocem ich pracy jest Dziadek Leon, który koniec końców osiągnie rozmiar trylogii. Równolegle powstają plansze do Monsieur Fruit (Super Pan Owoc) oraz Bibendum Céleste. Innym polem aktywności Francuza jest animacja. Pracował (znowu z Chometem) przy filmie Starsza Pani i gołębie. W 2003 r. wydał album Prosopopus, w 2005 r. zaczął rysować serię Salvatore. W 2006 r. ukazał się (po angielsku) jego komiks Glacial Period, który można przeczytać pod tym linkiem:




nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos