![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Ludzie z wysp
Kroniki homaroweBardzo często czytając książkę umieszczamy ją w jakimś układzie odniesienia. Naturalnym nawiązaniem, czy też referencją, stają się w takich przypadkach inne książki. Ludzi z wysp autorstwa Elizabeth Gilbert można umieścić w tym sztucznym układzie gdzieś pomiędzy Williamem Whartonem a E. Annie Proulx. Ale to tylko rodzaj drogowskazu, który niczym wskazania GPS, może nas zwieść na manowce. Chodzi o powierzchowne wrażenie, a nie o ocenę literackiego poziomu opisywanej powieści.
U wybrzeży Maine leżą dwie, sąsiadujące ze sobą wyspy. To sam skraj rzeczywistości, odległe rubieże bez sklepów, teatrów i wielkiego przemysłu. Niegdyś znaczące z gospodarczego punktu widzenia ze względu na wydobycie granitu, teraz podupadły. Żyją tu właściwie tylko rybacy, którzy wyspecjalizowali się w połowie homarów. Od lat toczą swoje śmieszne wojny o łowiska i nie potrafią dojść do porozumienia. Do ich świata pragnie dołączyć młoda i energiczna Ruth Thomas – główna bohaterka powieści. To młoda buntowniczka, wyprana z romantyzmu i twardo stąpająca po ziemi. Ale i ona ma swoje uczucia – co wyjdzie na jaw, gdy zakocha się w młodym, przystojnym poławiaczu homarów z wrogiego klanu. Jeśli w tym momencie wyobraźnia podpowiada, że wydarzenia potoczą się zgodnie z utartymi schematami, to znaczy, że się właśnie popełniamy błąd tendencyjności poznawczej. A może po prostu znów uwierzyliśmy w notkę umieszczoną przez wydawcę na czwartej stronie okładki? Dowiadujemy się z niej, że Ludzie z wysp to „(…)wciągająca, iście szekspirowska opowieść o uczuciu, a zarazem ciekawy psychologiczny portret specyficznej wyspiarskiej społeczności”.. Tymczasem wątek romansowy stanowi tak naprawdę całkowicie poboczną odnogę akcji, potraktowany jest przez autorkę pobieżnie i pretekstowo. Znacznie ważniejsze jest natomiast faktycznie wzmiankowane sportretowanie mieszkańców wysp. Ich historię poznajemy dosłownie od podszewki – pisarka kreśli bardzo szczegółowe opisy egzotycznego życia wyspiarzy, opowiada dzieje ich wojen o przetrwanie, czy wreszcie porusza tematykę ekonomicznych cykli koniunkturalnych związanych z trudnym losem rybaka. Chwilami akcja książki – i tak tocząca się leniwie, zwalnia do szybkości osiąganych przez długodystansowe żółwie. Tak naprawdę, sama fabuła stanowi zaledwie wymówkę, by móc pokazać zwyczajne życie toczące się na końcu świata, by wejść między ludzi pozbawionych górnolotnych marzeń, którzy odnajdują spełnienie w rytualnych zajęciach dnia powszedniego i pobożnym seksie. Tylko niektórzy chcą jeszcze czegoś wykraczającego poza rutynę – otworzyć jakieś muzeum, czy odnaleźć kieł słonia zatopiony w przybrzeżnym mule. A jednak czujemy podskórną sympatię do tych bohaterów – zarówno do tych nieskomplikowanych konformistów, jak i tych bardziej ambitnych – chociaż nie można odnaleźć w nich zbyt wiele psychologicznej głębi. Mimo to, widać w powieści spory potencjał autorki. Bo, gwoli wyjaśnienia, trzeba napisać, że Ludzie z wysp są debiutancką powieścią Elizabeth Gilbert, powstałą w czasach, zanim pisarka zdobyła miano autorki bestsellerów. Może dlatego czegoś w niej jeszcze brakuje, jakiegoś nieuchwytnego, mitycznego spoiwa, które sprawia, że dane dzieło jest kompletne, a książkę zaliczyć można do szacownego grona książek dobrych. Nie wybitnych, a właśnie dobrych. Ludzie z wysp nie są jednak książką zdecydowanie złą, a wiele osób odnajdzie w niej kawałki własnych czytelniczych światów. Zobacz komentarze do tej książki [0]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||