![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Wolałbym nie
Woleliby nie, ale pewności nie mająDeleuze, Agamben, Baudrillard, Derrida, Žižek … enigmatyczna formuła „wolałbym nie” zaprząta głowy filozofów i myślicieli dwudziestego wieku. Rzadko zdarza się by taki literacki drobiażdżek (objętościowo rzecz jasna) spędzał sen z powiek tylu tęgich głów naraz. Melville’owi ta sztuka wyszła jak widać nad wyraz dobrze – „Kopista Bartleby” to pięćdziesiąt stron tekstu wywracającego wnętrzności systemu, tekstu, który zamyka się niczym zaklęcie w jednym zwrocie powtarzanym przez głównego bohatera– „wolałbym nie”. (Odsyłam w tym miejscu do świetnej recenzji „Kopisty…” autorstwa Marii Nowakowskiej - dla wszystkich pragnących poznać szerszy kontekst powstania niżej recenzowanej antologii, unikając mnożenia bytów JB.) Antologia „Wołałbym nie” od samego początku wywołuje bardzo mieszane uczucia. Wszystko to za sprawą metedy zastosowanej przez pomysłodawcę i projektanta całego przedsięwzięcia – Grzegorza Jankowicza, który we wstępie pisze: „Chcieliśmy sprawdzić, czy gest protestu jest obecny we współczesnej literaturze polskiej”. Sprawdzić, czyli jakby się mogło wydawać, zbadać pewien obszar twórczości pisarzy i pisarek urodzonych w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych obecny w literaturze polskiej, wyrosły już i gotowy do obserwacji. Zgodnie z tym sposobem myślenia dopiero po tym etapie należałoby przystąpić do, za przeproszeniem, selekcji i doboru tekstów pod kątem utworzenia tematycznej antologii. W przypadku „Wolałbym nie” procedura była zupełnie odwrotna, mniej więcej jak sprawdzenie czy worek jest pusty po uprzednim wrzuceniu do niego sympatycznego kotka, który, co więcej, bardziej niż sympatyczny okazuje się być drapieżny. Cóż za zaskoczenie. Tak też dwunastu autorów i autorek, za namową (czy też prośbą) Grzegorza Jankowicza spróbowało wystawić pazurki i ostrzyć je na gardle systemu sycząc razem, jak na komendę „wołałbym nie! Chociaż… właściwie to nie wiem…”. Z jakim skutkiem? Ze skutkiem dalece niesatysfakcjonującym, przynajmniej pod względem estetycznym, literackim. Chyba, że gustują Państwo w nowelkach pozytywistycznych. Mamy tutaj bowiem do czynienia z literaturą z pogranicza publicystyki interwencyjnej. Czy ja wiem czy z pogranicza? Gdyby się zastanowić, co łączy nowele Orzeszkowej z tekstami zawartymi w antologii „Wolałbym nie”, można by dojść do wniosku, że sporo. Dokonajmy pewnej podmiany. Wszyscy pamiętamy z lekcji polskiego nudną polonistkę wypisującą na tablicy podstawowe hasła pozytywizmu („A teraz zanotujmy: asymilacja Żydów, praca organiczna, praca u podstaw”). Współcześnie łatwiej dokonać będzie odwrócenia, wymieniając zjawiska wobec których autorzy wykrzykują swoje „wolałbym nie” – konsumpcjonizm, patriarchat, wyścig szczurów, nietolerancja. Nie skłamię chyba ryzykując stwierdzenie, że antologia utrzymana jest w duchu nowej lewicy i związanymi z nią ideałami emancypacji, działaniami przeciw wykluczeniom, przywracaniem głosu tym, którym ten głos został odebrany na przestrzeni historii, czy też na skutek takiej czy innej polityki historycznej. Zresztą, jak bardzo symptomatyczne jest moje zawahanie, moja obawa, niepewność, którą odczuwam pisząc o polityczności literatury, o jej politycznej sile rażenia, społecznym oddziaływaniu, działaniu, zmienianiu. To niewątpliwie ważny moment w historii literatury, w którym pisanie artystowskie schodzi na drugi plan, a egzystencjalne rozterki pokolenia, podlane nihilistycznym sosem przyrządzonym przez podstarzałych buntowników, odchodzą do lamusa. To cudowne! I wzniosłe… jedno tylko pytanie – dlaczego nie udało się uniknąć rażących oczywistości, wysilone cedzenie przez zęby „n-nie” burzy przyjemność czytania, nie wzbudza refleksji, nie mąci myśli motywując do buntu. Wręcz przeciwnie – nudzi. Niestety bardzo często w tekstach tych czuć, że popełnione zostały na zamówienie, wymęczone, wypocone, kropka. Najlepszym z całego zbioru okazuje się ten najmniej chyba oczywisty, autorstwa Jacka Dehnela, miniatura pochodząca z niedawno wydanego zbioru „Fotoplastikon”. Ekfrazy autora „Lali” każą konfrontować nasze wyobrażenie o Innym z dawnymi fotografiami, swoistym freak-show. Czytelnik staje w szranki ze swoimi własnymi mimowolnymi wyobrażeniami, którym autor pozostawia miejsce, a które podsycane są tekstem towarzyszącym poszczególnym obrazom. Jak na dwanaście zupełnie niezależnych tekstów, wynik „jeden, który zainteresował” jest dość słabym wynikiem, muszą Państwo przyznać. Prócz tego pozostaje również jakiś dziwny niesmak, jakieś poczucie oszukania, że tak naprawdę nic nie zostało sprawdzone, żadnego buntu nie było, a najciekawszy fragment całej książki stanowił świetny wstęp, po którym pozostaje niedosyt. Chyba najlepsze co przyniosła ze sobą antologia „Wolałbym nie” to właśnie to dziwne uczucie, wewnętrzny głos mówiący „chcę więcej”, być może motywujący, być może inspirujący. Oby. autorzy i autorki: Sylwia Chutnik Piotr Czerniawski Piotr Czerski Jacek DEhnel Marta Dzido Jerzy Franczak Łukasz Orbitowski Joanna Pawluśkiewicz Sławomir Shuty Michał Zygmunt Jakub Żulczyk Bartosz Żurawiecki Zobacz komentarze do tej książki [0]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||