![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Nadchodzi
Nowe, stare strachyPrzypuszczam, że etykietka „mistrza grozy” może działać w przypadku Łukasza Orbitowskiego, jak Gombrowiczowska gęba. Chociaż z drugiej strony fakt funkcjonowania pisarza w obrębie literackiego mainstreamu będzie z kolei działać na jego korzyść. Z opowieściami zebranymi we właśnie wydanym tomie pod tytułem Nadchodzi mogą mieć problem zarówno krytycy głównonurtowi, jak i miłośnicy horroru. Łukasz Orbitowski, którego funkcja autokorekty w microsoftowym Wordzie uparcie nazywa „Orbisowskim”, od dawna kroczy własną ścieżką przemierzając mroczne zakątki literackich światów. Jego opowieści, zazwyczaj bardzo mocno osadzone we współczesności, nie stronią od epatowania krwawymi opisami wyrywanych oczu i miażdżonych członków, ale ta makabra pełni funkcję czysto estetyczną, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Za eksponatami z horrorów klasy B kryją się bowiem przemyślenia dotyczące kondycji współczesnego człowieka i doskonała psychologia przedstawianych postaci. Chyba jedną z największych zalet pisarstwa Łukasza Orbitowskiego jest to, że nie kopiuje on zachodnich wzorców, nadając swoim tekstom lokalną specyfikę i poruszając bliską nam tematykę. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego zbioru. Oto pisarz zamierzył się w nim na bardzo ambitną próbę połączenia horroru z elementami historii najnowszej. W pierwszym, bardzo mocnym opowiadaniu – Popiele Armeńczyku – Orbitowski odważnie bierze się za bary z mitem polskiego września 1939. Opowiadając o oddziale polskich partyzantów i odwołując się do klasycznego Króla Ducha Juliusza Słowackiego, autor obnaża bezlitośnie nasze polskie demony patriotyzmu i bohaterstwa. Z kolei w najdłuższym opowiadaniu w książce – tytułowym Nadchodzi – mamy do czynienia z konfliktem pokoleniowym osadzonym w realiach powojennej Polski. I chociaż to właśnie o relacje między pracującym w Urzędzie Bezpieczeństwa ojcem a jego synem tu chodzi, zaś sama historia podlana jest obficie romantyczną ideą nawiedzonego domu, to przecież Orbitowski świadomie wykorzystuje szarpiące opinię publiczną wątki rozliczeń i odkłamywania białych plam historii. Nie można jednak dać się wywieść w pole niektórym krytykom literackim – pisarz nie zabiera w ten sposób zdania w sprawie IPN-u… Mamy do czynienia raczej z bardzo osobistą refleksją o stosunkach rodzinnych w trudnych historycznie czasach i o podziałach starszych niż komunizm i bezpieka. Poza wspomnianymi dwoma tekstami, w zbiorze znajdziemy również bardzo sugestywny opis lęków kobiety mającej urodzić dziecko, surrealistyczną wyprawę przez tajemniczy las z ciałem martwego anioła, czy wreszcie dziwną opowieść byłego radzieckiego kosmonauty, który był na Księżycu kilka lat przed Neilem Armstrongiem. Ostatni ze wspomnianych tekstów chyba najmniej pasuje do pozostałych, ale nie ze względu na obniżony poziom. U mnie wywołał on bardzo mocne i sentymentalne skojarzenia z opowiadaniem Bogowie Marsa autorstwa Gardnera Dozoisa, Jacka Danna i Michaela Swanwicka zamieszczonym niegdyś w antologii opowiadań Don Wollheim proponuje 1986. Historia ma silnie religijny wydźwięk - to swoją drogą symptomatyczne, że o Bogu najlepiej umieją opowiadać ateiści. Jedyny zarzut, jaki można postawić Orbitowskiemu jest jednocześnie komplementem. Bo zbiór Nadchodzi stanowi literacki odpowiednik sałatki warzywnej, brakuje w nim jednej myśli przewodniej spójnie łączącej wszystkie zamieszczone opowiadania. Ale przecież to jednocześnie dowodzi wszechstronności wciąż młodego jeszcze twórcy, który nie wpadł w koleiny rutyny i wciąż potrafi zaskakiwać. Zobacz komentarze do tej książki [0]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||