![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Nie ma takiego miasta
Kryminał z wątkiem emigracyjnymPrzyznaję się bez bicia i łamania kołem, że nie czytałem Przystanku śmierć i Wilczej wyspy – pierwszych części cyklu o Adamie Nowaku. Nie, nie, nie chodzi o lidera grupy muzycznej Raz, Dwa, Trzy, ale o komisarza warszawskiej policji. Nie mam punktu odniesienia i boleję nad tym, ponieważ nie wiem czy Konatkowskiemu przydarzył się tak zwany wypadek przy pracy, czy poziom pisanych przez niego kryminałów jest podobny, czyli średni. Ale… po kolei. W trzeciej części serii nasz bohater wyjeżdża na miesięczny staż do Londynu w ramach wymiany między Komendą Stołeczną a Metropolitan Police. Rzecz dzieje się w lutym 2009, kiedy w Warszawie – w przeciwieństwie do stolicy Wielkiej Brytanii - panuje śnieżna zima. Nowak dostaje przydział do jednego z komisariatów i trafia pod opiekę inspektora Huddlestone’a. Jego zadaniem jest zapoznawać się z systemem pracy tamtejszych służb. W wolnych chwilach zajmuje się zwiedzaniem Londynu i powiększaniem kolekcji płyt muzycznych. Nie nosi broni ani kamizelki kuloodpornej, a jego uprawnienia są minimalne. Do czasu, gdy w North Woolwich, niedaleko Tamizy zostaje znalezione zakłute ostrym narzędziem ciało młodego Polaka, Dawida Kalinowskiego, który okazuje się być gejem. Nowak zostaje włączony do śledztwa. Kilka dni później zostaje zamordowana siostra ofiary, Joanna. Dochodzenie lawiruje pomiędzy tzw. hate crime, czyli zbrodnią na tle narodowościowym, a motywem spowodowanym kłótnią kochanków, by w końcu zahaczyć o handel narkotykami i porachunki gangsterskie. Udaje się dopaść mordercę Kalinowskiej. Sprawa Dawida, pozostaje otwartą i spoczywającą na londyńskiej policji. Tuż po powrocie do Warszawy, Nowak zostaje wysłany na miejsce kolejnej zbrodni. Ofiarą jest tym razem Anglik, nauczyciel rodzimego języka i, jak się później okazuje, miłośnik bilarda i gier hazardowych. Z czasem fakty zbrodni warszawskiej zazębiają się z tymi z Londynu. Komisarz powoli zaczyna składać elementy układanki, ale niestety tracą na tym wzajemne relacje z Kasią – partnerką życiową Nowaka. Czytałem stronę za stroną sądząc, że natrafię na jakiś punkt zwrotny akcji, ale zanim zaczęło się robić ciekawie (to znaczy, kiedy śledztwo zmierzało coraz bliżej rozwiązania) zdążyłem się zmęczyć mnogością osób oraz ilością zeznań, w których można się pogubić i nie obgryzłem ani jednego paznokcia. Powód? Brak napięcia i emocji. „Nie ma takiego miasta” jest kryminałem przypominającym serial fabularno-dokumentalny o pracy londyńskich i warszawskich policjantów. W tym miejscu należy pochwalić autora za znajomość aspektów kryminalnych, a także za rzetelną mapę i mroczną plastykę dwóch europejskich stolic, ale to nie wszystko, co potrzebne, by powstał wciągający kryminał. W dodatku, kiedy tropy doszły do osób związanych z zabójstwami, Konatkowski koniec końców, po ostatnim i mało wyjaśniającym czytelnikowi (komisarz zaś doznaje tylko jemu znanym sposobem olśnienia) przesłuchaniu, nagle skraca całe rozwiązanie do czegoś na wzór deus ex machina – wprowadza narratora w trzeciej osobie i podaje wszystko na tacy i do tego ogólnikowo. Sama postać komisarza Nowaka spotka się z sympatią fanów piłki nożnej, a zwłaszcza kibiców Polonii Warszawa. Jego myśli, skojarzenia i rozmowy często krążą wokół tego tematu. Nie omieszka, a jakże, ograniczać się tylko do teorii, starając się również korzystać z okazji, by kibicować na stadionie. Oprócz tej cechy przejmuje po swoim stwórcy, czyli Panu Konatkowskim zamiłowanie do piwa oraz muzyki. Znów sięgnę po filmowe skojarzenia. Nowak przypomina mi trochę komisarza Gajewskiego z serialu „Glina”. Jak tamten jest mężczyzną w średnim wieku (może o kilka lat młodszy), po rozwodzie i średnio układa mu się z obecną kobietą. Na służbie również towarzyszy mu młody partner, do którego z czasem się przekonuje. Jednak w serialu dialogi są lepsze, riposty bardziej cięte, a napięcie nie schodzi z ekranu. Trudno mi więc utożsamiać w pełni postać charyzmatycznego gliniarza graną przez Radziwiłowicza ze skłonnym do nadmiernego używania sformułowań angielskich (których tłumaczenie przydałoby się dla nieznających języka), zanudzającym miernym poczuciem humoru drobiazgowym malkontentem, Nowakiem. Z racji tego Gajewski, choć pyskaty, wzbudza większą sympatię niż komisarz z książki Konatkowskiego. Już na początku irytuje mnogość nazw własnych związanych z procedurą wdrażania Nowaka do pracy w londyńskiej policji. W tym miejscu przydałoby się kilka przypisów tłumaczących niektóre skróty i określenia, bo trudno się domyśleć przeciętnemu czytelnikowi nieznającemu angielskiego, na przykład, co oznacza Specialist Crime Directorate, Homicide Unit lub jaki jest polski odpowiednik powyższych nazw. Nie wszystkie są wyjaśnione w tekście. Ciekawostka na koniec – tytuł. Otóż, jak pada w książce, ma on swoje źródło w jednym z filmów Stanisława Barei. Kto zna, ten się domyśli, a jak nie, to niech przeczyta książkę. Będzie to taka dodatkowa zagadka do rozwiązania. Mam tylko nadzieję, że następna część przygód komisarza warszawskiej policji będzie bardziej wciągająca, czego życzę i autorowi i miłośnikom polskiej literatury kryminalnej. Zobacz komentarze do tej książki [0]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||