![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Nieznane arcydzieło
Portret artysty z czasów...Zaczniemy dzisiaj a rebours: od serii i okładki, przez posłowie, po tekst właściwy – Balzaka. A zatem w pierwszej kolejności kieruję wyrazy uznania do wydawnictwa WAB, które wespół z bodaj najbardziej znanym amerykańskim periodykiem krytycznoliterackim – The New York Review of Books, powołało do życia serię Nowy Kanon. Wybrano do niej książki bardziej i mniej znane, zawsze jednak w jakiś sposób ważne, sprawne warsztatowo, uzupełniające tłumaczeniowe i biblioteczne braki. Nad oprawą graficzną Kanonu czuwali Sylwia Grządzka i Jacek Szewczyk; ich pomysł polega na łączeniu wysmakowanej elegancji czarno-białych zdjęć z kontrastowymi, intensywnymi kolorami; dzięki temu powieści przyciągają spojrzenie, nie korzystając z taniego chwytu krzykliwości. Książki zostały dobrze zszyte, mamy więc pewność, że choćby pod tym względem Nowy Kanon ostanie się na długo. Posłowie do Czystych, nieczystych Colette, wydanych w tej samej serii, napisała prof. Maria Janion. Za Balazaka wziął się Jacek Dehnel; wiem oczywiście, że jest on pasjonatem epoki i twórczości Balzaka, a jedną ze swoich powieści osnuł na tej właśnie fascynacji. Niemniej jednak naukowy przeskok pomiędzy prof. Janion a młodym literatem wydaje mi się dość dotkliwy. Z jednej strony nie można odmówić Dehnelowi włożonej w posłowie pracy; z drugiej jednak i freudowsko-biograficzny klucz, jaki wybrał on do analizy, i fakt, że posłowie dotyczy tylko jednego z dwóch zawartych w tomie opowiadań – nie pozostawiły we mnie, jako czytelniku, zbyt pozytywnych wrażeń. Pal sześć klucze, każdy ma własne i to w liczbie większej niż jeden zazwyczaj, ale pominięcie drugiego, nie mniej przecież ważnego opowiadania jest dość kuriozalne i niepoważne; posłowie zostało umieszczone na końcu, a nie w środku książki, co sugeruje, że odnosi się ono do całości, a nie części tekstu. Tyle o satelitach, a teraz czas na Balzaka. Pod względem konstrukcji, Gambara i Nieznane arcydzieło spełniają japońską zasadę jo-ha-kyu – spokojny, opisowy początek, nagromadzenie treści i nagły, szybki koniec. Ostatni element zaskakująco kontrastuje z rozlewającą się wielokrotnie złożonymi zdaniami prozą Balzaka. Przekład jest kongenialny; język został umiejętnie wystylizowany, składniowe kaskady są harmonijne i czytelne, tekst posiada własną melodię. Oba opowiadania dotyczą sztuki i za każdym razem jest to sztuka odległa od literackiej – co wydaje się znaczące. W Nieznanym arcydziele spotykamy się z bohaterami wśród sztalug i pędzli, w Gambarze słuchamy wywodu o operze i konstruowaniu instrumentów. W pierwszej historii występują na dobrą sprawę cztery osoby – młody adept malarstwa Poussin, średnio utalentowany Porbusa w sile wieku i mistrz Frenhofer oraz kochanka Poussina – Gillette. Każde z nich uprawia swoją sztukę jak potrafi; żywiołem dziewczyny jest czuła miłość, trzech mężczyzn spełnia się w malarstwie. Frenhofer, charyzmatyczny starzec, kroczący w nimbie sławy, opętania i geniuszu, kusi kolegów swoim nieznanym arcydziełem; przedstawia ono kurtyzanę, Katarzynę Lescault. Panowie wpadają na pomysł transakcji wymiennej – w zamian za obejrzenie – oczywiście „okiem artysty” – nagiej Gillette, Frenhofer odsłoni dla nich swój sekret. Opowiadanie bogate jest w niezwykle plastyczne i szczegółowe opisy, które razem ze statycznością fabuły przywodzą na myśl malowidło, o czym wspomina zresztą Jacek Dehnel w posłowiu. Drugie opowiadanie rozwija podobne wątki jak pierwsze, rozgrywa się jednak na innym tle – parysko-miłosno-muzycznym. Oto włoski szlachcic – Andrea – przybywa z wizytą do Paryża. Jest młody, bogaty, przystojny – i wie o tym aż za dobrze. W oko wpada mu biedaczka spotkana na ulicy. Postanawia odnaleźć ją i zdobyć jej serce. Jak wkrótce się okazuje, Marianna jest żoną Gambary – wedle opisu kucharza-Giardiniego, u którego języka zasięgnął nasz młodzian – niewątpliwie idioty i muzycznego zapaleńca bez krzty talentu. Andrea chce zbliżyć się z Gambarą, z początku (?) tylko na potrzeby intrygi; w miarę jednak upływu czasu dostrzega, że siedzi przed nim genialny wirtuoz i konstruktor, który jednak objawia swój talent dopiero, gdy wypije znaczną ilość wina, które wyzwala go od mącącej talent muzyczny świadomości poetyckiej. Czy jednak uda się Gambarę na tyle przywrócić światu, by obszedł się bez wina albo odniósł – upojony przed zwycięstwem – sukces? W obrębie tego utworu trafimy na dwa fragmenty warte oddzielnej wzmianki. Pierwszym z nich jest pyszny monolog kucharza, który – jakżeby inaczej! – również jest artystą, boleśnie niedocenianym za swoje innowacje w użyciu przypraw. Świetny, potoczysty, żywy styl rodem z opery buffo! A skoro o tym mowa – drugim fragmentem jest słowny opis opery, uwzględniający jej muzykę i fabułę. Naście stron przytaczania wydarzeń na tle dominant, kadencji i tonacji daje muzycznemu laikowi tylko mgliste wyobrażenie o samym dziele; mgliste nie znaczy jednak żadne. Balzakowski eksperyment z synestezją, próba oddania słowem melodii, bądź – jak w Nieznanym arcydziele – obrazu, jego kolorystyki i faktury, jest śmiała i – co mogę ocenić w tym drugim przypadku – udana. Zarówno w Nieznanym arcydziele, jak i w Gambarze powraca pytanie czy i na ile potrzebujemy obcych oczu, bądź uszu – a może w ogóle, po prostu obcych, by ocenić to, co w naszym mniemaniu jest dziełem życia. Warto poznać rozwiązania zarysowanych powyżej konfliktów fabularnych, z których wyczytać możemy stosunek Honoriusza Balzaka do kwestii tak delikatnej i nierozłącznie do dzisiaj związanej ze sztuką jak orzekanie o artyzmie, talencie i wrażliwości. Zobacz komentarze do tej książki [0]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||