![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Dancing
Dancing od lat osiemnastu"Przepis na świat jest prosty" pisze Dagmara Sumara w wierszu "Czarnowłosa czyli zależności", jednym z 36 tekstów składających się na jej debiutancki tomik "Dancing". Prosty czyli jaki? Czytałam książkę Sumary kilkukrotnie i za każdym razem nasuwały mi się różne refleksje, całkowicie odmienne, chwilami nawet sprzeczne.
Po pierwszej lekturze byłam zawiedziona i trochę zła. 36 tekstów i nic. Banał. Dym z papierosów i to wiadomo jakich ("palimy marlboro bez żadnych zobowiązań"; "gasi marlboro/w trzech palcach, głową zmienia kierunek: teraz idziemy do klubu"; "zaczynam wieczór od papierosa - bojącym się pociągnięciem świata do płuc"). Trochę piwa, trochę wódki, wszystko w modnych klubach i ciasnych, studenckich mieszkankach. Nic własnego, wszystko raczej zużyte, poetycki recycling. I tak ma wyglądać wschodząca gwiazda Biura Literackiego, najważniejszego chyba obecnie wydawnictwa książek poetyckich w Polsce? Czy przepis na świat naprawdę jest aż tak prosty? A może trzeba pójść innym tropem? Może nie ma przepisu na świat, a jeśli jest to zamknięty w jednym słowie. Patrz. Patrzysz i masz, nic nie musisz wymyślać. Wszystko dostajesz gotowe i to o tym powinieneś pisać, bo nic innego nie ma, niczego innego nie doświadczasz. Świat Sumary nie jest zjawiskiem osobnym, indywidualnym, nie stanowi obszaru prywatnego. To świat każdego, kto urodził się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Jest nieprzyjemny, hałaśliwy, a do tego nudny. ("w tej strefie, / gdzie każdy brudny talerz jest jak dzień tygodnia, / w którym nie dzieje się nic niebezpiecznego, / chyba ze mały zamach gdy przyjeżdża kawa"; "wychodzę z domu w neonowe miasto z / neonowymi ludźmi"). Przestrzeń Sumary to sztuczne miasto, zbudowane jakby specjalnie po to, by zapełnić pustkę wokół mieszkańców i dostarczyć im zajęć ("Czekamy przez cały / rok na przyjazd wesołego miasteczka, udając przed rodzicami, że nasze hobby to języki obce"). Żyjący w tym "neonowym świecie" ludzie przez większość czasu świetnie się bawią. On jest dopasowany do nich a oni do niego ("Wszyscy mówią o pogodzie, mieszkamy w pogodnym / kraju. Teraz jest wieczór i teraz jest ciepło"). Bohaterka tych wierszy patrzy na otoczenie inaczej. Szuka i nie znajduje. Skarży się. Nie może się uspokoić. Nie może się zaspokoić ("Znam jedną ulicę w moim mieście / i ta jedna ulica idzie zawsze w jedną stronę. Już nieraz / modliłam się, żeby szła w inne"). Czeka na wielkie wydarzenia, niespodziewane przewroty. Marzy o wielkiej, romantycznej miłości, ale rówieśnicy wokół albo "flirtują ładnie", albo skandalizują ("Ona lubi wzrok. Lubi / lokale. Myśli, że lada moment / poproszą ją o rękę. Albo chociaż na drinka. / Potańczyć do disco."), albo dbają o interesy ( "Nauczyłam Cię udawać, bo nigdy nie miałeś wyobraźni. Przynajmniej byłeś dobrą partią"). Przez rozczarowania mężczyznami bohaterka wchodząc w relację damsko - męską jednocześnie wchodzi w rolę, wpasowuje się w schemat ("Idziemy za ręce / nawet siebie nie słuchamy / w ramach strajku"). Chodzi po klubach, trochę pali, pije, a na końcu i tak zawsze następuje "zwycięstwo armii Szpilek Centymetrów Dwadzieścia". Jednocześnie, w przeciwieństwie do ludzi, których na co dzień spotyka, ma bardzo dobry wzrok. I trochę się buntuje. Bardzo na pokaz, ale nie do końca bez sensu. Oceniając to, co widzi, nie boi się używać ostrych słów, i to zarówno w odniesieniu do siebie, jak i do innych. W "Dancingu" ludzie to tylko "chude mięsa, grube, te ze skłonnościami / samobójczymi, mięsa, którym wydaje się, że / kochają inne mięsa. Bez piątych przykazań." A jednocześnie, paradoksalnie, w składających się na ten tom wierszach obecna jest wyraźna wiara w to, że prawdziwy dom i sielankowa idylla jednak istnieją (kiedyś zaistnieją). Autorka, która pisze, że "Każdy ma swą norę. Każdy kawał mięsa" potrafi się jednocześnie rozmarzyć i myśleć o tym, że "wystarczy nam zaszyć się w domu przy / warcabach i waflach kakaowych light / czekając na pokój". Zawiedziona światem, ludźmi i samą sobą (czyli w jakimś sensie typowa, w moim odczuciu dobrze reprezentująca swoje pokolenie) poetka szuka czegoś lepszego i w sensie metafizyczno - ideowym wyższego niż to, co ją otacza. Próbuje sobie porządkować i tłumaczyć świat. Mówiąc krótko szuka Boga, nie bardzo wiedząc jak, może nawet trochę nieświadomie ( "Wszystko czym / mogłam się bronić przemokło. / Gdybym była przesądna, pomyślałabym, / że ktoś nade mną płacze. / Nikogo nade mną nie ma"). Styl życia bohaterki nie uzasadnia istnienia Boga, w jej świecie nie ma dla niego miejsca. A jednak wierzy, że "w końcu nastąpi jakieś niebo / i będzie tam dużo aniołów". Nie przestaje poszukiwać, bo oprócz głośnego i niewiele ze sobą niosącego buntu z domieszką niezbędnej w towarzystwie nonszalancji ma dużą wrażliwość i widzi, że "coś gdzieś musi być". Dom, ciepło, akceptacja, spokój muszą istnieć, bo się za nimi tęskni. I myślę, że Sumara ma szansę je znaleźć jeśli będzie tak jak teraz zdeterminowana ( "Sprawdziłam pocztę / nie ma listu. / Sprawdziłam pocztę, nie ma listu. / Sprawdziłam pocztę po raz trzeci."). Oby determinacji starczyło także na lepsze wiersze, bardziej własne. Bo Sumara ma talent, w to nie wątpię i tego będę bronić. Musi tylko znaleźć swoje miejsce, swoją niszę. Już wiemy, że "przepis na świat jest jednoskładnikowy", a teraz "lepiej skupić się na cudach". Teraz czekamy aż poetka zabierze nas na spacer własną uliczką. A może do własnego ogródka? Zobacz komentarze do tej książki [4]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||