![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Szpital przemienienia
Debiut Stanisława Lema„Za recenzję w złym tonie uznaje się między innymi taką, w której autor opisuje ze szczegółami fizjologiczne współżycie z książką, a często także nie mniej fizjologiczne tego konsekwencje…” – tak zaczyna się jeden z nieistniejących, niespisanych kodeksów recenzenckich, w którym niektóre nie-zapisy pojawiały się przed eonami i trwać będą przez kolejne eony. Nietrudno się domyślić, że przytaczam tę regułę wyłącznie po to, żeby jej solidnie uchybić. Na Lema trafiłam z wielokrotnego polecenia; na Szpital przemienienia – zaraz po lekturze felietonu Wojciecha Orlińskiego, który przypomniał mi, że kiedyś bardzo byłam ciekawa tej książki. Poszło piorunem – wbrew mojemu zwyczajowemu trybowi wolnego czytania, Szpital wchłonęłam w przeciągu kilku dni, paroma głębokimi haustami tekstu. Odłożyłam książkę na kupkę recenzencką będąc pod wielkim wrażeniem – wszak to debiut Lema w dłuższej formie – a jak niezwykły, jak silny. Wróciłam siebie normalnemu biegowi życia. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że wracam z dodatkowym, niechcianym bagażem – głęboko przecinającego smutku. Z wszczepionym pod skórę upiorem rozpaczy. Trwało, zanim jego głos ucichł. Długo nie mogłam trafić na źródło tego obcego życia, aż w końcu znalazłam – w Szpitalu przemienienia. Ostrzegam Was, bracia i siostry wrażliwcy – to nie jest książka, która łatwo mija. Nie spotkałam się dotychczas z tekstem, w którym śmierć, brutalnie naga, odarta z jakichkolwiek zasłon i majestatu, byłaby tak intensywnie i bezwzględnie obecna, w którym ateizm byłby tak perfekcyjny i absolutny. Boga brak w tym tekście tak bardzo, że nie można nawet mówić o braku – implikowałby on bowiem alternatywę w postaci bycia. Tym bardziej wstrząsająca jest ostatnia scena powieści, która – ale tylko w wypadku, gdy czyta się ją jako zwieńczenie dzieła – należy do jednych z bardziej niesamowitych w polskiej literaturze. Na podstawie Szpitala przemienienia powstał wysoko oceniany film, trudno jednak uznać książkę za gotowy scenariusz. Samej akcji jest tu niewiele, nacisk położony został na opis epizodów, które razem układają się w minorowy akord nastroju powieści. Dużo miejsca poświęcił Lem na przytoczenie przemyśleń głównego bohatera, młodego lekarza, Stefana, którego wdrażanie się do pracy psychiatry obserwujemy. Jego sylwetka nie odznacza się żadnym ostentacyjnym, charakterystycznym rysem – ot, nieco zagubiony absolwent medycyny, wchodzący w życie w nieszczęśliwych czasach 1939 r., którego poznajemy w drodze na rodzinny pogrzeb. Gros jego rozmyślań poświęcony jest tematowi śmierci oraz jego własnej życiowej niezdarności, nieobyciu w świecie. Stefan nie identyfikuje się z żadnym miejscem czy poglądami, nie jest do niczego przywiązany w sposób, który coś by znaczył. Podejmuje pracę w sanatorium dla umysłowo chorych właściwie z przypadku. Można wręcz powiedzieć, że rzeczywistość otacza go przypadkami, zarówno w sensie medycznym, jak i codziennym. Stefan funkcjonuje w świecie rysowanym grubymi kreskami; wokół niego – zarówno w terenie, jak i szpitalu – trwa wojna. Krzyżują się siły państw i osobowości. Trudno znaleźć na drugim planie Szpitala przemienienia słabo zarysowaną postać; szczególną wyrazistością obdarzony jest doktor Kauters, który przypomina – co wzmacnia dodatkowo egzotyczny sztafaż – najbardziej mroczne oblicza z filmów Burtona czy powieści Kinga. Dwudziestoparolatek przetacza się przez akcję wysokich ciśnień niczym jajko przez zatłoczoną scenę, nasiąkając atmosferą i co rusz unikając katastrofy. Czy skorupka w końcu pęknie, czy też może z tego jajka coś się wykluje – tego oczywiście nie zdradzę, a i sam Lem nie okaże się wylewny. Ta powieść ma w sobie wiele z ducha modernizmu, z atmosfery dwudziestolecia. Liczne malarskie i liryczne opisy przyrody przywodzą na myśl twórczość Iwaszkiewicza, podobnie splatające się ze sobą motywy Erosa i Tanatosa. Nie brak również wątków metaliterackich, przemycanych w dyskusjach młodego lekarza z poetą Sekułowskim, kuracjuszem zakładu, raz stylizowanym na postać Przybyszewskiego, to znowu Witkiewicza. Rozmowy tych dwóch, nieraz poplątane i enigmatyczne, traktują przede wszystkim o istocie i sensie sztuki oraz, co zabrzmi nieco banalnie, świata. To właśnie Sekułowski wygłasza aforystyczną formułkę „Teorie naukowe to psychiczna guma do żucia”. Na to wszystko nakłada się ambiwalentna fascynacja lekarza poetą, który oscyluje między statusem gwiazdy i wariata. Nie brakuje w Szpitalu przemienienia brutalności; do scen odciskających najgłębsze piętno należy opis operacji na otwartej czaszce, przy której Stefan asystuje Kautersowi. Bije ją jednak metoda obchodzenia się z chorym przed operacją. W jednej z rozmów zawartych w książce pada spostrzeżenie, że nikt jeszcze nie napisał powieści obrazującej życie i pracę psychiatrów; Lem podejmuje to wyzwanie, ukazując cały wachlarz środowiskowych postaw, od sadyzmu do klinicznej obojętności. O ile można tak powiedzieć, ów opis osiąga climax w scenie poprzedzającej masową zagładę psychicznie chorych. Co zrobić, gdy wiadomo, że od hitlerowskiej egzekucji dzielą pacjentów godziny? Każdy z lekarzy odpowiada na to pytanie inaczej; czyja racja wygra – trzeba dowiedzieć się z książki. Nie można mieć cienia wątpliwości, że po takim debiucie jest tylko kwestią czasu, kiedy gwiazda autora rozbłyśnie stałym światłem na firmamencie literackiego życia. Szpital przemienienia z 1948 r. nie zapowiada jeszcze technologicznych-futurystycznych fascynacji Lema, pozwala za to prześledzić proces kształtowania się jego stylu, filozofii, zapatrywań. Zadziwiający jest sposób, w jaki udało się pisarzowi, przy użyciu przede wszystkim statycznych opisów perypetii i przemyśleń, na-, a nawet przesączyć powieść atmosferą ledwo co rozkopanego grobu, smakiem świeżo obumarłych złudzeń. Warto dotrwać do końca, by poznać zamykający epizod i oszołomione refleksje Stefana ze szpitala przemienienia. Zobacz komentarze do tej książki [1]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||