![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Armagedon w retrospektywie
Oswoić tragedięMinęły cztery lata odkąd miałem okazję przedstawić recenzję jednego z pierwszych zbiorów opowiadań Kurta Vonneguta, „Witajcie w małpiarni”. Było to rok przed śmiercią jednego z najbarwniejszych i najwybitniejszych amerykańskich pisarzy. Dziś zamykając klamrę jego twórczości mam sposobność omówić ostatni zbiór, pośmiertnie wydanych tekstów pisarza, na który składają się: list do rodziców z maja 1945 roku, inauguracyjne przemówienie w Clowes Hall w Indianapolis, którego nie wygłosił, esej z frontu z okresu niewoli oraz dziesięć opowiadań. Całość poprzedzona jest wstępem autorstwa jego syna, Marka Vonneguta. W kontekście śmierci pisarza, jakże prorocze okazały się słowa, kończące przemówienie z okazji inauguracji roku Vonneguta w Indianie, które odczytał jego syn: „dziękuję za uwagę i już mnie nie ma”. Dwa tygodnie wcześniej Kurt Vonnegut upadł, uderzył się w głowę i „nieodwracalnie rozbił to swoje bezcenne jajo”, które swoim geniuszem twórczym przykuwało uwagę jego fanów. Kurt z przemówienia, to sympatyczny, ciepły, dowcipny, trochę niepoważny, ale bardzo inteligentny gość, który jako humanista i lewicowiec staje w obronie Afroamerykanów, Chińczyków i Karola Marksa. W tym ostatnim, napisanym przez siebie tekście jako Amerykanin jest patriotą pacyfistą, przeciwnikiem Busha, obrońcą dóbr kultury, pragmatykiem. W każdym poruszanym wątku, choć wydającym się zlepkiem chaotycznych tematów, zawsze dąży do tego by pobudzić swoich słuchaczy do myślenia. Używa zaskakujących puent, którymi zwykł obsadzać swoje opowiadania. Nie byłoby „Rzeźni nr 5”, ani tego zbioru, gdyby nie wydarzenia z Drezna. 14 lutego 1945 r. Vonnegutowi udało się przeżyć dywanowe naloty bombowe w podziemnej chłodni rzeźni. Śmierć poniosło wówczas przeszło 130 tysięcy osób ludności cywilnej. Dzień ten odcisnął silne piętno na psychice pisarza. Najpierw jako żołnierz wywiadu, a potem jako jeniec wojenny, który pracował przy odgruzowywaniu miasta stał się bezpośrednim uczestnikiem tragicznych wydarzeń, mających wpływ na jego twórczość oraz poglądy. Vonnegut w Dreźnie przed bombardowaniem dostrzegł estetykę tego miasta, które zostało zniszczone przez jego rodaków oraz sprzymierzeńców. Wojna zmienia swoje oblicze, gdy patrzy się na śmierć niewinnych ludzi, nawet gdy jest to potencjalny wróg. Odpowiedź na pytanie „kto jest zły?”, przestaje być już taka jednoznaczna. Sprawozdanie z tego okresu stworzył w liście z frontu, adresowanym do rodziców oraz eseju „Płacz rozlegnie się na ulicach”. Już w tych tekstach da się wyczuć lekką ironię w zwrocie „ale nie mnie” podkreślającym pomyślne zrządzenie losu, które uratowało Vonneguta w tragicznych sytuacjach. Wyzwolenie paradoksalnie dla będącego w nieodpowiednim miejscu Kurta mogło skończyć się śmiercią. Natura Amerykanina jest przewrotna i pozwoliła mu poradzić sobie z traumą, co widać chociażby w poprzedzających teksty karykaturalnych, ironicznych rysunkach, najczęściej o tematyce militarnej, przedstawiających czołgi, pistolety, karabiny oraz ludzi wymachujących bronią białą lub palną. W ten sposób urządził sobie drwinę z wojny, która dominuje w jego surrealistycznym opowiadaniu „Wielki dzień”, a pogarda dla ciemiężycieli to sedno „Pułapki na jednorożca”. Dla odmiany na poważnie napisany tekst „Łupy” dotyczy grabieży mienia ludności cywilnej i zawiera wymowną modlitwę żołnierzy amerykańskich „Ojcze Nasz. Dziękujemy Ci za te dary, których nam nie poskąpiłeś”. Vonnegut opowiada również o przetrwaniu wojny. Jednym ze sposobów jest kolaboracja z Niemcami, o czym pisze w żartobliwym tekście z gatunku prozy faktu „Rozchmurz się” i z drugiej strony, w bardziej mrocznym „Tylko ty i ja, Sammy”, którego główny bohater, Sam Kleinhaus uosabia alter ego Vonneguta, jako Amerykanina niemieckiego pochodzenia, który zamiast wrócić do rodzinnych Niemiec jako żołnierz aliancki, staje do walki przeciw swoim rodakom. Toczy w nim pojedynek o przetrwanie z niejakim tajemniczym typem, George’m Fisherem. Innym, oprócz kolaboracji, sposobem na przeżycie jest ten z opowiadania „Karabiny przed masłem”, w którym amerykańscy jeńcy pracujący w Dreźnie irytują swojego niemieckiego strażnika rozmowami o jedzeniu i zapisując przepisy ulubionych lub wymarzonych potraw. Vonnegut najbardziej wolałby chyba być jak ten chłopiec z opowiadania „Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, 1951”, dla którego wojna to igraszka i dobra zabawa. Znaczący głos pisarza w dyskusji o wojnie daje się poznać w „Biurku komendanta”, którego akcja dzieje się w powojennej Czechosłowacji, gdy do miasteczka Beda, jako ostatni po Niemcach i Rosjanach, wkraczają Amerykanie. Tytułowy mebel, zawiera pewną tajemnicę. Jest to głos antyamerykański, przeciw funkcji USA jako żandarma świata. Można doszukiwać się podtekstu w sprawie wojny w Iraku. Ponadto Vonnegut udowadnia tym opowiadaniem, że jest mistrzem puent. Ostatnie tytułowe opowiadanie „Armagedon w retrospektywie” jest rozwinięciem zacytowanych w przemówieniu z Indianapolis słów Jeana-Paula Sartre’a: „Piekło to inni”. To również surrealistyczna opowiastka w formie listu, którego autor pisze do przyjaciela o polowaniu na diabła, jako źródła wszelkiego zła. Jest ona drugą stroną klamry zespalającą zbiór i przeciwieństwem tego pierwszego listu - realistycznego i śmiertelnie poważnego. Wniosek, jaki wysnuł Vonnegut nie jest jednak pokrzepiający. Jest nim utrata wiary w człowieka, a sugestywny podpis pod tym tekstem wskazuje diabła w każdym z nas - uczenie człowieczeństwa należałoby zacząć od siebie. Zobacz komentarze do tej książki [0] | ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||