Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Weronika Naszarkowska-Multanowska, Emów. Od świtu do świtu: W ćwierkaniu kredek


Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Index książek > Przeczytaj o książce

Emów. Od świtu do świtu


    info

Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12

Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Autor:
   Weronika Naszarkowska-Multanowska
Wydawnictwo:
   Dwie Siostry
ISBN:
   978-83-608-5089-3
Rok wydania:
   2010
Liczba stron:
   72
Cena:
   39 zł
Kategoria:
   Sztuka

Ocena recenzenta:

9 / 10

Ocena użytkowników (Głosów: 1)

1 / 10



Twoja ocena to
 /10 

    ksiazka

W ćwierkaniu kredek


Na tylnej okładce książki Weroniki Naszarkowskiej-Multanowskiej Emów. Od świtu do świtu,  białą rozsypanką biegną myślniki, przecinki i ukośniki. Okalają je barwne, kontrastowe pasy. Intuicja po raz kolejny nie zawiodła Grażki Lange, Autorki projektu i opracowania graficznego tej książki; składa się ona bowiem przede wszystkim z oddechów interpunkcji i przetasowań kontrastów.

Emów zaczęło się dla mnie od zmysłu węchu i dotyku. To naturalna droga każdej książki/druku/publikacji, rzadko jednak ten początkowy akord brzmi tak donośnie i pozostaje w pamięci tak intensywnie. Dotychczas raz tylko spotkałam się z książką, która w całości wypełniona była podwójnie złożonymi kartkami (ciekawskim powiem, że chodzi o leksykon amerykańskiej ilustracji Artist to artist, wydany przez Muzeum Erica Carle’a, tego od głodnej gąsienicy). Takie rozwiązanie, zwłaszcza przy formacie Emowa, na długo pozostaje w pamięci dłoni. Inną kwestią jest intensywny, drzewno-chemiczny zapach tej książki, który zdecydowanie dopełnia odbioru tekstu i ilustracji. W kanonicznej warstwie recenzenckiej – czytaj „tekście i obrazach” – sprawa przedstawia się trójdzielnie. Mamy fragment wersu wiersza (widoczny w pełni dopiero po otworzeniu zakładki), zdjęcie – a właściwie makrofotografię, a środku rozkładanej zakładki – pastelową ilustrację i dopełnienie tekstu – oba dzieła Autorki. Za fotografie odpowiada Grażka Lange i – w dwóch przypadkach – córka Weroniki, Klara Naszarkowska.

Odbiór całości przebiegał u mnie dwojako. Pierwszy raz we fragmentach, na zasadzie loterii, wykpiwającej staranną chronologię tekstu; drugi – po Bożemu, od deski do deski, od świtu do świtu. Wnioski – diametralnie różne. Tak bardzo, że zastanawiam się, czy różnicę stanowi sama lektura, czy może stan czytającego. Prawda – jak to zwykle ona – prawdopodobnie, leży, czy też raczej płynie na grzbiecie pomiędzy tymi nieodległymi w końcu brzegami.

Przy czytaniu Emowa z zaskoczenia uderzyła mnie silna nuta melancholii, gęstej, słodkiej i ciemnej jak melasa. Nie opuszczało mnie wrażenie słuchania „ostatniego strażnika”, samotnego dziedzica rodu i świata, które dogasają w trudnym, stale na nowo wypracowywanym pogodzeniu. Bruzdy, rozłączające trwale porządki swojskości i minionego czasu od przybyszów i ich tymczasowości, jednostkowości od zbiorowości, mikrokosmosu od makroskali – wszystko to tchnęło pustym, choć nie wypalonym wymiarem. Jakże niestosowny wobec tego wydawał mi się kuszący psi skrętek na różanym dywaniku, który woła o pięknie z okładki! Emowo wylądowało na półce w mroźnym lutym i aż do lipca czekało na odwilż. Odwilż wywołaną i obowiązkiem, który spoczywa na osobie recenzenta (powiedzmy to sobie jasno) i niebezpieczną litościwością „drugiej szansy na inną modłę”, która owładnęła mną, gdy raz jeszcze spojrzałam na zwiniętego w rogala psiaka.

Lektura chronologiczna nadal przynosiła od czasu do czasu ugrowe palety, zeszczerbioną codzienność przedmiotów i czarne motyle, szeleszczące w pokojach po nocy. Jednak dopełniły ją barwy, ruch i siła czasu, który choć płynie za horyzont, to jednak buduje, nawiązuje, tworzy. Jest to czas wyjęty z ciasnych, spiętrzonych pod niebo cieśnin miasta – czas Emski, bujający swobodnie i wysoko ponad normami z Greenwich. Czas nie zważający na swój wiek i miejsce, ani przesadnie teraźniejszy, ani definitywnie miniony. Kuchnie letnie, poranki na trawie, metafizyka pieca, spokój życia zwierząt składają się na żywioł dość obcy zachodniej współczesności, który jednak – mam przekonanie – jest tylko w czasowym odwodzie, na moment przed wielkim – może już wyczekiwanym? – powrotem. W smaku opisów emskich chwil tkwi wspólna nuta z tekstami Brach-Czajny o filozoficznej mocy codzienności, związanej m.in. z gotowaniem, sprzątaniem, krzątaniem się – tym, czym łatwo – i nierozważnie – jest pogardzać.

Barwy, kolory, faktury, wzory w bogatym korowodzie gonią się po kartach tej książki. Od świergotu szkła w słońcu, przez stateczną lnianość ścierki, po nieugiętą zieloność świeżego szpianaku i rejterującą – suszącego się wianka na ścianie, zdjęcia Grażki Lange i Klary Naszarkowskiej bardziej przypominają wspomnienia, migawki, niż akademickie martwe. I bardzo dobrze. Całość ma czar kalejdoskopu, z którego co i rusz wyłania się detal, okruch mozaiki na dłużej pozostający w tajemniczych głębinach oka i pamięci. Pastele Weroniki Naszarkowskiej-Multanowskiej prezentują style dominujące w jej twórczości – pstrokato-jaskrawy i zgaszono-podszarzony. Palety te zazwyczaj trzymają się dosyć oddzielnie, w Emowie jednak zdarza im się zaistnieć na jednej ilustracji. Detalem, który dał mi dużą radość są wszystkie te uśmiechnięte psie pyszczki, nawet przez sen przejawiające rozkoszne zadowolenie ze swego pokrytego sierścią życia. Są też żywiutkie sikorki, przyjacielsko-odrębne koty i wędrujący św. Franciszek, który opuszcza nocą kapliczkę, by wędrować za swoimi sprawami.

Osobnym walorem tej publikacji jest danie – nie zawaham się użyć tego słowa – pięknego świadectwa małej ojczyźnie Autorki. Mogąc wybrać cenioną przez siebie Walię, Włochy czy Podlasie, zdecydowała się na siedzibę rodzinnego domu, w którym Naszarkowscy gniazdują od czterech pokoleń. Emów. Od świtu do świtu nie ogranicza się więc tylko do sklepowych półek – trafia na nie przelotem, w drodze do lub z swojego prawdziwego gniazda.



Autor: Maria Nowakowska   Data: 17.07.2011



Zobacz komentarze do tej książki [
Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
0]

    autor

Deprecated: mysql_connect(): The mysql extension is deprecated and will be removed in the future: use mysqli or PDO instead in /domains/papierowemysli.pl/public_html/engine/class_connect.php5 on line 12
Weronika Naszarkowska-Multanowska

Wyrazistość w pastelach


Weronika Naszarkowska-Multanowska ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie, uzyskuąc w 1981 r. dyplom z wyróżnieniem. Znana jest jako autorka scenografii, zwł. dla teatrów lalkowych, oraz aranżerka wystaw (m.in. Sztuka i wolność w Maison de la Bellone w Brukseli w 1990 r.,  Antologia kota w Muzeum Literatury w Warszawie w 2007).




nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos