Index książek > Przeczytaj o książce

Człowiek, który pokochał Yngvego


    info
Autor:
   Tore Renberg
Wydawnictwo:
   Akcent
ISBN:
   978-83-62180-31-8
Rok wydania:
   2011
Liczba stron:
   360
Cena:
   40 zł
Kategoria:
   Obyczajowe

Ocena recenzenta:

10 / 10

Ocena użytkowników (Głosów: 5)

10 / 10



Twoja ocena to
 /10 

    ksiazka

Czas stracony, czas odnaleziony


Jest rok 1990, Stavanger, Norwegia. To bardzo ważne. Książka Torego Renberga przepojona jest specyficzną świadomością historyczną, a także zdziwieniem, tęsknotą i całym amalgamatem uczuć, które towarzyszą nam, gdy chcemy bez uprzedzeń spojrzeć na własną przeszłość, zmierzyć się z tym dziwnym czasem, którego już nie ma. Cały rozdział pierwszy jest litanią niebyłych jeszcze zdarzeń i niespełnionej historii – wtedy, na początku lat 90-tych – a oczywistej dla narratora kończącego studia około dekadę później. Renberg chyba celowo wybrał na tło swojej powieści czas tak dynamiczny i nieprzewidywalny, przez co podróż o 10-20 lat wstecz wydaje się powrotem do pierwocin istnienia. Do świata sprzed ery cyfrowej, upadku ZSRR, sprzed „Smells like teen spirit” Nirvany. I sprzed tych nagłych załamań rzeczywistości, które zawsze zaskakują. Na przykład „osiemnastoletni Eric Harris i rok młodszy Dylan Klebold nie zastrzelili dwunastu uczniów i jednego nauczyciela w Columbine High School w Jefferson County, Colorado”. Można by dopisać: Anders Behring Breivik nie zastrzelił 68 osób na wyspie Utøya. Choć był już na świecie i nawet chodził do tej samej podstawówki, co książę Haakon. „Pojmujesz, że nic z tego się nie wydarzyło?”. To niełatwe pytanie, ale Renberga interesuje odpowiedź przede wszystkim na płaszczyźnie indywidualnej: czy jesteśmy w stanie zawiesić własną przyszłość – tę przyszłość, którą już znamy i stała się naszą przeszłością i teraźniejszością – pozbyć się na chwilę jej ciężaru i przyjąć zasłonę niewiedzy? I właściwie po co? Choćby po to, ale nie tylko po to, by opowiedzieć historię. Na razie „jest wczesny ranek, piątek 19 stycznia 1990 roku, a ja jadę w deszczu na rowerze do szkoły. Za parę sekund moje życie wywróci się do góry nogami”.

Siedemnastoletni Jarle Klepp wydaje się po części chłopakiem (bo nie chłopcem) całkiem podobnym do naszych rodzimych nastolatków, gdy mówi: „mam dziewczynę, jestem dość arogancki, wydaje mi się, że pozjadałem wszystkie rozumy, i uważam, że ponad 80% moich rówieśników to niedorozwinięci, konserwatywni, niedoinformowani debile”. Ale dalej: „jeśli czemuś miałbym być przeciwny, to jest to z pewnością EWG [Europejska Wspólnota Gospodarcza], nie lubię też chrześcijan (...), nienawidzę komercjalizmu, braków w wiedzy o ochronie środowiska, popularnej muzyki i kapitalizmu”. Tu polski czytelnik może mieć już mniejsze pole do identyfikacji (zaraz, zaraz co za EWG, u nas to chyba prawica była przeciwna integracji, ile on ma lat?), choć trzeba uczciwie przyznać, że bohater i w swoim kraju czuje się awangardą, a większość jego kolegów zdaje się równie nieświadoma jak ich polscy rówieśnicy. Tak czy inaczej Jarle uważa się za komunistę, a jego najlepszym kumplem jest Helge – największy lewak i buntownik w szkole. Razem z dziewczyną Jarlego, Katrine, tworzą oni zgraną, zaangażowaną i alternatywną paczkę. Dużo jest na stronach tej powieści młodzieńczego doktrynerstwa, które autor przedstawia z ironicznym dystansem, ale i wyrozumiałością. Nie zmienia to faktu, że i narrator (starszy Jarle), a zapewne także autor, zdaje się co najmniej socjaldemokratą. Gdy oddana pracy i synowi matka bohatera traci pracę z powodu cięć podyktowanych „zwiększaniem efektywności” narracja przechyla się na lewo, a wina spada na neoliberalny system i paradoksalnie to młody Jarle, z powodu egoizmu, nie jest w stanie zastosować swojej doktryny we własnym do domu. „Wstyd. Strach, wstyd i obawa. Mówi się, że w Norwegii nie ma klas, skąd jednak pochodzi strach przed zdeklasowaniem?” - pyta zaś starszy Jarle. Po drugiej stronie barykady mamy natomiast „petrobachora”, chłopaka z rodziny dorobionej na ropie, i w ogóle norweską petromanię, pompującą korony do portfeli nowobogackich. I choć może nas śmieszyć szukanie nierówności społecznych w Norwegii, może powinno także odczarować nieco kraj wiecznej szczęśliwości. Jak i parę innych stereotypów. Bo skoro Norwegia – ekologia, lewica, ropa – to i spokój, melancholia i samotnictwo, prawda? Otóż nie. Nastolatkowie w Norwegii dorastają podobnie jak inni – głośno, głupio i gwałtownie.

Dojrzewanie przedstawione jest w książce Renberga bez cenzury – obyczajowej, językowej ani emocjonalnej. Renberg potrafi pokazać jak brutalny, ostry, choć także piękny w swej palącej intensywności potrafi być świat nastolatka. Zarówno język, jak i bieg wydarzeń degenerują się aż do kulminacyjnej alkoholowej libacji, gdzie przypominają się „Dzieciaki” Larry'ego Clarka i inne posępne diagnozy współczesnej młodzieży. A jednak autor zachowuje równowagę emocjonalną i nie wpada w moralizatorstwo. Przeciwnie, zamiast prostej oceny, zdaje się mówić: „tak po prostu jest”. Konsekwencje zaś przychodzą później.

Sama narracja biegnie w szybkim, punkowym rytmie. Ów rytm jest chyba największą zaletą powieści. Autor znakomicie reguluje tempo narracji, która złożona jest z retrospektywnej opowieści głównego bohatera płynnie przechodzącej w mowę pozornie zależną młodego Jarlego, zwięźlejszą i bardziej bezpośrednią. Ta narracyjna masa, często jakby celowo gromadzona i przetrzymywana, jest efektownie przecinana przez linię dialogu i głos wewnętrzny Jarlego, jego swoiste alter ego, pisany kursywą. Ten ostatni, najbardziej cięty i agresywny, często oparty na powtórzeniach, tworzy swoiste refreny w tym świetnie zgranym utworze. Uzyskany w ten sposób rytm pozwala złapać oddech między fantazyjnymi, poetyckimi wynurzeniami bohatera a refleksjami na temat dojrzewania prowadzonymi przez narratora. Każdy z tych elementów jest dobry, ale tylko całość jest świetna.

Czy o czymś zapomniałem? Chyba o tytułowym Yngvem. To on jest przyczyną i tematem tej historii. Jego pojawienie się „wywraca do góry nogami” życie Jarlego. Muzyka, seks, polityka, kryzys rodzinny i wielka historia – wszystko oddala się i zachodzi mgłą. Zostaje tylko on – Yngve. Studium zakochania, bo tym w istocie staje się książka Renberga, jest i dopełnieniem typowej opowieści o dojrzewaniu, i zboczeniem z jej torów. Dostajemy oczywiście przekonujący opis emocjonalnego ogłupienia, które pozwala bohaterowi zdradzać przyjaciół, zawodzić rodzinę i zdobywać się na dziesiątki innych, irracjonalnych i brawurowych czynów, byle tylko zbliżyć się, zobaczyć, dotknąć ukochanego. Tyle tylko że ten ukochany to on, to facet. Szczerze mówiąc, przed lekturą nastawiałem się na obecność dominującego wątku homoseksualnego. Z pewnością samo męsko-męskie zakochanie zbulwersuje niejednego polskiego czytelnika (a szczególnie tych, którzy nigdy po książkę nie sięgną, za to chętnie ją skomentują), ale w powieści akcenty rozłożone są inaczej. Oczywiście sam bohater zastanawia się, a raczej zaprzecza pojawiającym się myślom o homoseksualizmie, co jest także przyczyną jego podwójnego życia i tajemnicy, jaką otoczone jest zakochanie. Ale ten aspekt nie jest właściwie rozwijany, a tym bardziej nie prowadzi do żadnych konkluzji i samookreśleń. Ważne jest samo doświadczenie, w którym chłopięcość bardziej niż męskość Yngvego staje się jedną z sił wyłączających go z porządku nieomal ziemskiego, ale i seksualnego. Yngve, jako Inny, jest odwróceniem wszystkiego, co Jarle znał i z czym się identyfikował. Trochę jak Dorian Gray albo Sebastian z Nagle, zeszłego lata Yngve jest czystym pięknem, tak czystym, że niemal pozbawionym innych właściwości. Niewiele o nim wiemy, a z pewnością nic, co wyróżniałoby go z tych 80%, którymi gardzi Jarle. Yngve jest fantazją, marzeniem, immanentną częścią zakochania Jarlego. Do czasu.

Nie zdradzę oczywiście zakończenia, które zaskakuje i podnosi jeszcze noty tej książki, pogłębiając jej znaczenie. Kulminuje się w nim i rozwiązuje nie fabuła, lecz to napięcie obecne w całej narracji, między różnymi czasami, perspektywami i doświadczeniami dwóch narratorów, którzy są i nie są – jedną osobą. Z perspektywy dorosłego Jarlego lekkie i pewne kroki młodego Jarlego nabierają ciężaru i powagi, odkrywają swój przyczajony tam od zawsze smutek. „Bo miedzy mną a klęską żaden czas nie płynął – I nie było tych godzin, gdym jeszcze nie zginął...” - pisał Leśmian. Młodego Jarlego przed rozpaczą ratuje nieświadomość tego, co przed nim, pozwalająca mu zanurzyć się w teraźniejszości. Dojrzałego Jarlego ocala pamięć, choć także wyobraźnia i sama opowieść, dzięki której można zawiesić czas i zobaczyć siebie, te parę chwil - nie w grozie historii, przemijania, w sieci przyczyn i skutków, ale w jakiejś tajemniczej nieskończoności, w której trwają same dla siebie. Jakby rzeczy naprawdę wróciły do początku, wyzbyte z winy – i takimi możemy je przyjąć.



Autor: Mateusz Płatos   Data: 28.07.2011



Zobacz komentarze do tej książki [0]

    autor
Tore Renberg

Tore Jarle Renberg Klepp


Biografia Torego Renberga jest dziwnie podobna do życia niejakiego Jarlego Kleppa – bohatera pięciu, jak na razie, powieści autora.




nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
ˆ 2005-2015 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos