Index książek > Przeczytaj o książce

Dzienniki 1956-1963


    info
Autor:
   Jarosław Iwaszkiewicz
Wydawnictwo:
   Czytelnik
ISBN:
   978-83-07-03213-9
Rok wydania:
   2010
Liczba stron:
   664
Cena:
   59 zł
Kategoria:
   Inne

Ocena recenzenta:

8 / 10

Ocena użytkowników (Głosów: 0)

Brak



Twoja ocena to
 /10 

    ksiazka

Dni rozpaczy, zwątpienia i samotności


Kolejny, drugi już w kolejności tom Dzienników Jarosława Iwaszkiewicza dostarcza sporo materiału do przemyśleń nad tym, kim właściwie był jeden z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego życia literackiego minionego stulecia. Odpowiedzi na tak postawione pytanie może paść wiele, w zależności od tego, na której cesze osobowości autora skupi się nasza uwaga. Literat czy urzędnik, pisarz czy muzyk, przywiązany mąż czy poddany namiętności homoerotycznej kochanek?

A co na to sam autor? Najważniejsze, aby ten dziennik był odbiciem moich prawdziwych oblicz, chociażby chwilowych. W innym miejscu zaś, pozostając w poczuciu ciągłego niedowartościowania, bycia lekceważonym, dodaje: Uważam się za liryka, inni uważają mnie za prozaika, a okażę się dramaturgiem. Zapiski spełniają więc również funkcję autopoznawczą, jest gdzieś w Iwaszkiewiczu zakorzenione przekonanie, że można dotrzeć do prawdy o samym sobie. Zastanawia jednak jego częste wycofywanie się, niechęć wynoszenia własnej osoby na pierwszy plan, co w przypadku formy diarystycznej musi wywoływać zdziwienie. Czyżby to jedynie kokieteria? Fałszywa skromność? Jakże dalekie od znanego, cudownie bezczelnego Gombrowiczowskiego otwarcia dzienników, są słowa, które Iwaszkiewicz notuje gdzieś jakby mimochodem: Znowu „ja”. Trzeba przerwać!

Stałą właściwością pisarstwa autora Sławy i chwały jest ton melancholijny, poczucie oddalenia od tajemnicy, którą przeniknąć można tylko w nagłym błysku, w chwilach epifanii. Te zdarzają się rzadko i przychodzą wyłącznie za pośrednictwem sztuki. Uderzająca jest niewiara we wszystko, co nie wiąże się z kulturotwórczą działalnością człowieka. Drażni go patetyczna religijność żony, którą wielokrotnie wyśmiewa: Hania pojechała do Częstochowy na intencję Jurka. Czasami trudno oddychać w atmosferze stałego patosu. Chce się trochę kartofli ze skwarkami.

Dzienniki 1956-1963 utrzymane są w tonacji elegijnej. Bezpośrednim tego powodem jest rozpamiętywanie najpierw choroby, później śmierci wielkiej (i spełnionej) miłości Iwaszkiewicza – zmarłego w wieku 27 lat, Jurka Błeszyńskiego. Wydaje się, że nawet upływający czas nie łagodzi rozżalenia, które przeżywa pisarz po utracie kochanka, jedynego przyjaciela i prawdziwego powiernika. Uczucie, o którym chętnie pisze porównuje do Platońskiego porozumienia dusz, w którym fizyczność odgrywa właściwie drugorzędną rolę. Dlatego tak bardzo nieszczęśliwy i oburzony będzie Iwaszkiewicz, kiedy znajomi zaproszą go na wieczorne przyjęcie „z chłopcami”...

Z ową elegijnością wiąże się również szczególna rola, jaką ma do odegrania pamięć. Starzejący się pisarz odwiedza miejsca, w których bywał przed laty – Włochy, Skandynawia – i widzi je takimi, jakie je zapamiętał (Kopenhaga odtąd kojarzyć będzie mu się z wizytą, jaką złożyli temu miastu z Jurkiem Błeszyńskim). Każde miasto przywołuje jakąś historię, konkretne osoby, poznane dzieła. Nie bez znaczenia są również filtry literatury i sztuki, poprzez które spogląda na świat artysta – i tak Wenecję kontempluje przez pryzmat utworów Błoka, genewską cerkiew kojarzy z utworami Turgieniewa i Czechowa, zaś Sandomierz wiąże z duchem Makbeta. Przestrzeń doświadczana jest na sposób niezwykle osobisty. Podobnie jak spotkania z wielkimi sławami: Nikitą Chruszczowem, Ho Szi Minem czy też, na mniej oficjalnych spotkaniach, ze wspaniałymi pisarzami bądź muzykami: Ilją Erenburgiem, Jean’em Cocteau, Arturem Rubinsteinem (wszyscy oni gościli u Iwaszkiewicza w Stawisku).

Jest jednak jeden szczególnie mocny i niesamowity moment w Dziennikach 1956-1963, który ustawił dla mnie w dużej mierze wrażenie z lektury i o którym opowiem na koniec. To widok płaczących, prominentnych krytyków marksistowskich, którzy nie potrafią powstrzymać wzruszenia podczas oglądania próby do spektaklu Mickiewiczowskich Dziadów. Takie momenty rzucają inne światło na polską historię, pozwalają wglądać w nią, niejako od wewnątrz, studzą zapał łatwego osądzania ludzi. Tak relacjonuje to zdarzenie sam Iwaszkiewicz: Jakie szczęście, że byłem tutaj z tym wszystkim, że przeżyłem znowu takie dnie historii. W moim pojęciu zaczęło się wszystko od dnia, kiedy Żółkiewski i Sokorski płakali na próbie Dziadów i kiedy potem siedzieliśmy przez dziesięć minut bez słowa w gabinecie Szyfmana. Zrozumiałem wtedy wszystko, co oni czuli – i że oni są też Polakami. To było cudowne, olśniewające i naprawdę napychające optymizmem. Teraz już wiadomo, cokolwiek się jeszcze stanie, jesteśmy wielkim narodem. Boże, dzięki Ci za tę chwilę. Po tylu cierpieniach, po tylu wątpieniach – nagle uczucie dumy.



Autor: Marek Olszewski   Data: 21.08.2011



Zobacz komentarze do tej książki [0]

    autor
Jarosław Iwaszkiewicz

Człowiek instytucja


urodził się w 1894 roku w Kalniku (koło Kijowa), zmarł w 1980 roku w Warszawie. Polski prozaik, poeta, dramatopisarz, tłumacz, autor scenariuszy filmowych. Debiutował w dwudziestoleciu międzywojennym jako jeden z głównych członków grupy poetyckiej „Skamander”. Był redaktorem naczelnym „Nowin Literackich”, a w latach 1955-1980 – „Twórczości”.




nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka Top 20 Ksišżki
 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos