![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|||||||||||||||||||||||||
![]() |
Index książek > Przeczytaj o książce Kowal. Prawdziwa historia
Kowal o sobie i nie tylkoWojciech Kowalczyk w latach 90-tych stanowił o sile ataku naszej reprezentacji piłkarskiej. Bo choć sukcesów w postaci awansu do wielkich imprez jak MŚ czy ME nie było, to jednak w napadzie mieliśmy niezłych zawodników, czego nie można powiedzieć o innych formacjach. Kowalczyk prezentował bardzo dobre wyszkolenie techniczne, potrafił nie tylko zakończyć akcję strzeleniem gola, ale umiał też zagrać znakomitą piłkę kolegom. On to wespół z dziennikarzem "Przeglądu Sportowego" Krzysztofem Stanowskim napisał głośną swego czasu w środowisku piłkarskim książkę, przedstawiającą kulisy swojej kariery. Zawarł też w tej biografii subiektywną opinię na temat wielu piłkarzy, trenerów oraz przedstawił własne poglądy na różne kwestie związane z futbolem i nie tylko.
O Kowalczyku zrobiło się głośno, gdy w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów strzelił dwie bramki Sampdorii, a po jej wyeliminowaniu, w kolejnej rundzie, pokonał również bramkarza Manchesteru United. Niestety nie udało się legionistom przejść Anglików, ale i tak awans do półfinału w tych rozgrywkach to do dzisiaj jeden z największych sukcesów w całej historii polskiej piłki klubowej na arenie międzynarodowej. Popularny "Kowal" wychował się na warszawskim Bródnie. Mimo, że z nauką nie miał problemów, jakoś bardziej niż do szkoły ciągnęło go na boisko. Swoją edukację zakończył na szóstej klasie szkoły podstawowej. Jak widać, praktycznie zerowe wykształcenie nie przeszkodziło mu w osiągnięciu zawodowego sukcesu. Oprócz wspomnianych meczy w PZP, Kowalczyk zaprezentował się za bardzo dobrej strony podczas Olimpiady w Barcelonie w 1992, gdzie Polacy prowadzeni przez trenera Janusza Wójcika, zdobyli srebrny medal, przegrywając tylko jeden mecz (finał z gospodarzami turnieju). W tym czasie polski napad Juskowiak-Kowalczyk siał postrach wśród szyków obronnych rywali. Ciekawie opisuje Kowal wydarzenia z ligi polskiej, szczególnie charakteryzuje swoich koleów z warszawskiej Legii. Wskazuje na czynnik, który ma zasadniczy wpływ na wyniki drużyny. Chodzi o zdrową atmosferę, którą buduje się poprzez prywatne, towarzyskie spotkania piłkarzy. A legioniści często i gęsto imprezowali w knajpie "Garaż". Alkohol lał się strumieniami, było wesoło, zacieśniały się międzyludzkie więzy. I później na boisku było widać, "że jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Po wyjeździe do Hiszpanii Kowal skończył z imprezowaniem, z dwóch powodów. Po pierwsze powiększyła mu się rodzina i każdą wolną chwilę spędzął z żoną i córeczką. Po drugie nie miał tutaj towarzystwa, na początku ze zrozumiałych względów czuł się trochę wyobcowany. Żeby poznać język, zaaklimatyzować się, potrzeba trochę czasu. Ponad 3 lata spędzone w Betisie pozwoliły mu ustabilizować się finansowo. W pierwszym roku otrzymywał 200 tys. dolarów za sezon, w dwóch kolejnych po 400 tys. Dodatkowo jeszcze premie za wygrane mecze, z których jak pisze sam piłkarz, spokojnie można było się utrzymać, bez wydawania głównej pensji. Kowal w Hiszpanii nie został gwiazdą. Był dobrym, solidnym zawodnikiem, strzelił kilka ładnych bramek, ale nie wyróżniał się zbytnio w Primera Division. Być może w zrobieniu wielkiej kariery przeszkodziła mu poważna kontuzja, która wyeliminowała warszawiaka z gry na kilka miesięcy. Gdy doszedł do siebie, zmieniła się sytuacja w klubie - przyszedł nowy trener, który wprowadził inny system gry - z jednym napastnikiem. Tym samym zabrakło miejsca dla Kowala, został więc wypożyczony do II ligowego Las Palmas. Gdy Betis zaczął zalegać z wypłatami, Kowal wrócił do Polski i planował zrobić sobie półroczne wakacje, które wydłużyły się o rok. I to był drugi przełomowy moment, który miał zadecydować o tym, że Kowal do wielkiej piłki już nie wrócił. Wprawdzie wspaniale grał jeszcze na Cyprze, gdzie dla Anorthosisu zdobył ponad 20 goli w sezonie i otrzymał tytuł króla strzelców, ale jednak liga cyrpyjska jest półamatorska i tego typu sukces dla piłkarza tego formatu nie ma się czym chwalić. W swojej biografii Wojciech Kowalczyk ostro wypowiada się na temat piłkarzy, trenerów, działaczy. Kilku osobom nie spodobało się to, co napisał. Byli też tacy, którzy się nawet obrazili. Całemu PZPN-owi, Antoniemu Piechniczkowi, Edwardowi Lorensowi, Markowi Citko, Maciejowi Szczęsnemu czy Jerzemu Brzęczkowi i kilku innym postaciom trochę się na łamach książki oberwało. Czy słusznie? Na pewno z wieloma argumentami można się zgodzić. Z książki bije duża pewność siebie zawodnika, wynikająca poniekąd z samego charakteru W. Kowalczyka. Jednakże przechwałki, swego rodzaju pycha i brak jakiejkowliek pokory sprawiają, że momentami ulatnia się przyjemność z czytania. Mimo tego szczerze polecam biografię "Kowal. Prawdziwa historia". Dla kibica piłkarskiego, szczególnie tego, który pamięta czasy świetności Kowalczyka i jego bramki dla reprezentacji Polski, ta lektura będzie niezwykle interesująca. Tego jestem pewien. Zobacz komentarze do tej książki [1]
| ||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||