opowiadanie

Nigdy nie mów nigdy


Rozdział I

Pierwsza lekcja, druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta, ostatnia.
Pięć razy w tygodniu.

Doczekałam się. Dwa dni wolnego, te wspaniałe dwa dni, sobota i niedziela. Odpoczynek, chociaż chwilowy, zawsze się przydaje.
Jak co piątek wyszłam z dusznej sali od geografii, w której miałam ostatnią w tygodniu lekcję. Zeszłam po wielkich, reprezentacyjnych schodach, udając się prosto do szatni. Po drodze w roztargnieniu wpadłam na jakiegoś chłopaka. Mroczki stanęły mi przed oczami, ale zdążyłam wybąkać zdawkowe "przepraszam" i dojrzeć rudą miedzianą czuprynę poszkodowanego. "Jakiś trzecioklasista" pomyślałam, przemieszczając się w szybkim tempie ku drzwiom szatni. Zabranie kurtki i ubranie się zajęło mi niecałe trzy minuty. Jak zawsze wyposażyłam się w empetrójkę, będącą moją towarzyszką na spacerze ze szkoły do domu. Założyłam słuchawki i wyszłam, przepychając się przez tłum uczniów. Ominęłam koleżanki, żegnając je spontanicznym "cześć" i ruszyłam przed siebie. Rytm kroków ustosunkowałam do taktów piosenki.

"Dzisiaj miałem piękny sen
Naprawdę piękny sen
Wolności moja, śniłem, że
Wziąłem z tobą ślub"

Dziwna piosenka. Rysiek Riedel rozwija się nad tym, że miał sen o jakiejś Wiktorii, a w dodatku jego żona miała na imię Małgorzata. Nie powinien był śpiewać "Sen o Małgorzacie". Na przykład tak:

"O Victorio, moja Victorio
Dlaczego mam cię tylko w snach
Wolności moja ty Victorio
Opanuj w końcu cały świat"

I zamiast "Victorio" - "Małgorzato".
Chociaż może ta wzmianka o wolności skłoniła go do snu akurat o Wiktorii. W jednej chwili, wsłuchując się w refren, uznałam, że ta piosenka jest genialna. Mimo dość prostych słów, mało skomplikowanej melodii była niezwykle mądrym i poważnym kawałkiem.
Ale chwilę. Przecież "Victoria" to zwycięstwo. Sama nie wiem…
"Sen o Wiktorii" się skończył. Uszy wypełniły mi pierwsze dźwięki "Listu do M." "Nie" pomyślałam, "nie mam nastroju na smutne, płaczliwe piosenki". Sięgnęłam do kieszeni i zaczęłam na oślep wybierać utwory. W ciszy poprzedzającej każdy z nich wyłapałam różne dźwięki: odgłosy samochodów przy skrzyżowaniu, fonię rozchlapywanej wody. Lecz większą uwagę zwróciłam na inny dźwięk. Kroki. I nie były to kroki zwykłego przechodnia, który właśnie skończył pracę i wracał do domu. Ktoś mnie szpiegował, wcale się z tym nie kryjąc. Zaczynałam iść szybc

fru, 25.05.2009
Strony: 1 2 3 4
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego tekstu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka





 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos