opowiadanie

Nigdy nie mów nigdy


iej, Ktoś szedł szybciej, zwalniałam, Ktoś robił to samo. Coraz bardziej się irytowałam, a mój cień chyba nie miał ochoty zmieniać swojej trasy. Zwiększyłam siłę dźwięku, aż uszy rozsadzały mi dźwięki "Hymnu 78".

"Świat nie kończy się na ich słowach,
Nie kończy się na ich gestach"

Odetchnęłam z ulgą, zbliżając się do znajomych szarych bloków. Przyspieszyłam, jednocześnie zauważając, że Ktoś wciąż mnie śledzi. Skręciłam w stronę drzwi wejściowych do mojej klatki schodowej. Później… Nie wiem do końca co się później działo. Usłyszałam krzyk, huk, a potem jakieś silne dłonie pociągnęły mnie w dół, przez co obiłam sobie kolana i uderzyłam prawą kością policzkową o ziemię. Bolało! W dodatku nic nie widziałam i miałam problemy z oddychaniem, bo przyczyna tego zamieszania przyciskała mnie mocno do ziemi. Po chwili usłyszałam wycie psów i hałas otwieranego okna. Krzyk babci poznałam od razu:
- Co tu się wyprawia?! Diana wyłaź z tej kałuży, ale już! Znowu jakieś strzelaniny… - babcia zamknęła okno, uskarżając się na dzisiejszych młodocianych przestępców. I na jakieś strzelaniny.
Zaraz.
Jedną chwilę.
CO?!
"Nie, nie tutaj" myślałam gorączkowo. "Strzelanina w najbezpieczniejszej dzielnicy miasta? Niemożliwe."
A jednak.
Kiedy "przygniatacz" wreszcie ze mnie zlazł, mogłam mu się dokładniej przyjrzeć. Na moment, ułamek sekundy, zaparło mi dech w piersiach. Stała przede mną osoba, którą potrąciłam w szkole. Tak, "trzecioklasista z miedzianą czupryną". Wpatrywał się we mnie pytającym i lekko zaniepokojonym wzrokiem.
- Nic ci nie jest? - zapytał.
Na chwilę zapomniałam, jak mam na imię. Potrząsnęłam przecząco głową i popatrzyłam mu prosto w oczy. Były w najgłębszym i najciemniejszym odcieniu brązu, jaki w życiu widziałam.
Na moment odwróciłam uwagę od jego zdumiewających oczu i rozejrzałam się wokół. Jakieś dziesięć metrów ode mnie stało trzech starszych chłopaków, licealistów. Dwóch znałam z okolicy, trzeciego widziałam pierwszy raz w życiu. Właśnie on miał ręce złożone z tyłu i przytrzymywany był przez jednego z moich znajomych. Drugi z nich, Filip, stał obok, chowając coś do kieszeni.
Zobaczyłam TO.
Spluwa. Nie żartuję.
Zwyczajna spluwa, taka, co z niej strzelają w filmach.
A teraz takowa znalazła się przed moim domem.
I najprawdopodobniej została użyta.
Niesamowite.
Nadal przyglądałam się trzem chłopakom. F

fru, 25.05.2009
Strony: 1 2 3 4
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego tekstu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka





 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos