Nigdy nie mów nigdy
ilip trzymał ręce w kieszeniach, a Marcin (pamiętam już, jak miał na imię) przytrzymywał tego trzeciego. Był on od nich niższy, ale bardziej krępy i umięśniony. Jednak przy wysokich piłkarzach (nawet wiem, że grają w miejscowym klubie!) wydawał się małych chuchrem. Filip szeptał mu coś do ucha, domyślałam się, że jakieś groźby, lecz tamten mało zwracał na niego uwagę. Od chwili, gdy podniosłam się z ziemi, ciągle się we mnie wpatrywał. Spojrzałam pytająco na mojego kolegę, Rudzielca. Wydawał się być lekko zdezorientowany i zmieszany.
- Co się tutaj właściwie wyrabia? - zapytałam.
Jego mina świadczyła, że jest jeszcze bardziej zakłopotany. Znów oszołomił mnie ten niesamowity kolor jego oczu. Kasztany. Jakby miał zamiast oczu kasztany. Odpowiedział cicho:
- Po prostu… Znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie. Zapomnij o tym.
"Zapomnij"? "ZAPOMNIJ"?!
Przepraszam bardzo. Co ten rudy Pan z kasztanowymi oczyma sobie wyobraża?!
Popatrzyłam na niego ze złością, skora wypytywać o szczegóły.
- Mam zapomnieć? Ot tak? - pstryknęłam palcami. - Tak łatwo nie pójdzie. Chcę wiedzieć, o co tu chodzi!
Jego twarz wykrzywił grymas zniecierpliwienia. Położył mi ręce na ramionach i powiedział:
- Słuchaj… - urwał, zakłopotany, jakby zapomniał, co ma powiedzieć. - Teraz niczego nie mogę ci wyjaśnić. Jeszcze nie dziś. Obiecuję, że jak dowiem się czegoś konkretnego, to ci to przekażę, dobrze?
Wciąż było mi mało.
- Ale kto…
Uciszył mnie jednym karcącym spojrzeniem. Naburmuszona, skrzyżowałam ręce na piersi i odparłam:
- No dobra. W poniedziałek, w szkole, dłużej nie wytrzymam.
Wyraźnie się rozluźnił. Wypuścił mnie z uścisku i rzekł:
- Wspaniale. Jesz obiady w stołówce?
Pokiwałam twierdząco głową. Uśmiechnął się.
- Świetnie. Piętnaście minut po dzwonku na przerwę bądź w Bocznej Sali, dobra?
Znów pokiwałam głową. Zdziwiłam się nieco, słysząc, że będzie czekał w Bocznej Sali. Z tego, co było mi wiadome, przesiadywała tam tylko elita naszej szkoły. Cichy głosik w mojej głowie szepnął: "przez chwilę poczujesz się sławna". Uśmiechnęłam się z goryczą. Mój rozmówca kontynuował:
- Prosiłbym cię jeszcze, abyś w te dwa dni nigdzie nie wychodziła. Dla własnego bezpieczeństwa.
Phi. Akurat w ten weekend nie miałam żadnych planów, co do wyjść na zakupy.
- No to… muszę już iść - powiedziałam.
Rudziele
- Co się tutaj właściwie wyrabia? - zapytałam.
Jego mina świadczyła, że jest jeszcze bardziej zakłopotany. Znów oszołomił mnie ten niesamowity kolor jego oczu. Kasztany. Jakby miał zamiast oczu kasztany. Odpowiedział cicho:
- Po prostu… Znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie. Zapomnij o tym.
"Zapomnij"? "ZAPOMNIJ"?!
Przepraszam bardzo. Co ten rudy Pan z kasztanowymi oczyma sobie wyobraża?!
Popatrzyłam na niego ze złością, skora wypytywać o szczegóły.
- Mam zapomnieć? Ot tak? - pstryknęłam palcami. - Tak łatwo nie pójdzie. Chcę wiedzieć, o co tu chodzi!
Jego twarz wykrzywił grymas zniecierpliwienia. Położył mi ręce na ramionach i powiedział:
- Słuchaj… - urwał, zakłopotany, jakby zapomniał, co ma powiedzieć. - Teraz niczego nie mogę ci wyjaśnić. Jeszcze nie dziś. Obiecuję, że jak dowiem się czegoś konkretnego, to ci to przekażę, dobrze?
Wciąż było mi mało.
- Ale kto…
Uciszył mnie jednym karcącym spojrzeniem. Naburmuszona, skrzyżowałam ręce na piersi i odparłam:
- No dobra. W poniedziałek, w szkole, dłużej nie wytrzymam.
Wyraźnie się rozluźnił. Wypuścił mnie z uścisku i rzekł:
- Wspaniale. Jesz obiady w stołówce?
Pokiwałam twierdząco głową. Uśmiechnął się.
- Świetnie. Piętnaście minut po dzwonku na przerwę bądź w Bocznej Sali, dobra?
Znów pokiwałam głową. Zdziwiłam się nieco, słysząc, że będzie czekał w Bocznej Sali. Z tego, co było mi wiadome, przesiadywała tam tylko elita naszej szkoły. Cichy głosik w mojej głowie szepnął: "przez chwilę poczujesz się sławna". Uśmiechnęłam się z goryczą. Mój rozmówca kontynuował:
- Prosiłbym cię jeszcze, abyś w te dwa dni nigdzie nie wychodziła. Dla własnego bezpieczeństwa.
Phi. Akurat w ten weekend nie miałam żadnych planów, co do wyjść na zakupy.
- No to… muszę już iść - powiedziałam.
Rudziele
fru, 25.05.2009
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







