opowiadanie

Apatia cz. 1.


o do rozmowy dali mi jakiegoś bubka. W ogóle mnie nie słuchał,gapił się w komputer,jakby mnie tam nie było.
- Przykro słyszeć - w głosie Bartka można było wyczuć ton prawdziwego żalu. - Ale wiem,jacy to niektórzy są,jakby pracowali za darmo i to w dodatku za karę. Aż się człowiekowi odechciewa wszystkiego.
- Racja... - półsłówkiem odpowiedział Andrzej i przez chwilę obaj milczeli.
- To co - odezwał się Bartek. - trzeba będzie to zalać,nie? Masz jakieś plany na wieczór?
- Oczywiście,kilka służbowych kolacji i trzy randki - rzucił Andrzej i zapytał: - A ty dziś nie pracujesz?
- Mieliśmy awarię systemu,wszystkie komputery poszły,więc nocna zmiana odpada. O szóstej stąd spadam.
- Fajnie masz.
- Z czym? - zapytał z ironią Bartek. - Z tym,że wcześniej kończę? Nie zapłacą mi za to,będę z kasą do tyłu. U nas nie pracujesz - nie zarabiasz.
- Ale i tak masz pracę. Z chęcią się z tobą zamienię.
Bartek,chcąc trochę pocieszyć przyjaciela, zażartował:
- To chodź tutaj i odwal za mnie tę robotę. Ja tam z chęcią bym pohasał trochę na wolności. - Udało mu się,bo wyczuł w głosie Andrzej uśmiech,gdy ten odpowiedział:
- Dobra,dobra,to ja już wolę nic nie robić.
- Ok. Twój wybór - odparł Bartek i dodał: - Muszę już kończyć,jeszcze jest dużo do zrobienia zanim mnie stąd wypuszczą.
- To tak na ósmą się wyrobisz?
- Pewnie. Spotkamy się na miejscu. Na razie!
- Cześć! - Andrzej rozłączył się i schował telefon do kieszeni. Uśmiech szybko zniknął z jego twarzy. Westchnął głęboko i wstał. Zszedł ze schodów i powlókł się w stronę swojego mieszkania.
Szedł ulicą,mijając niewielu przechodniów, głównie starszych. Większość ludzi o tej porze pracowała; siedziała w swoich biurach,zakładach,fabrykach, wykonując z reguły wiele nikomu niepotrzebnych czynności. Wielu co chwila wyglądało przez okna,o ile były jakieś w ich pobliżu,patrząc na słoneczną pogodę,niebieskie niebo,zieleń drzew. Był ciepły,majowy dzień. Idealny na to,by zrobić sobie małą wycieczkę,usiąść gdzieś na trawie i po prostu cieszyć się życiem. Wiał lekki,przyjemnie zimny wiatr,zwiastujący zmianę pogody.
Andrzej nie potrafił się tym wszystkim cieszyć. Był zniechęcony i przybity. Nie patrzył na błękit nieba,nie słyszał szalonego śpiewu ptaków,a panujące ciepło tylko mu przeszkadzało. Pocił się w ciemnym garniturze,ale nie chciało mu się nawet zdjąć marynarki. Zaschło mu w gardle i męczyło go pragnienie,ale nie z

szulcu173, 18.08.2009
Strony: 1 2 3 4
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !

Zobacz wszystkie komentarze do tego tekstu


Pseudonim
Wpisz tekst z obrazka:

Tytuł
Treść


Nie masz jeszcze konta? Załóż je!

nick
 
haslo   
nowe konto     

Wyszukiwarka





 
© 2005-2011 Papierowe Myśli Design&engine Mateusz Płatos